Gość: Marika
IP: *.telpol.net.pl / *.telpol.net.pl
15.10.03, 07:12
Walczymy od 2,5 roku (mam świadomość, że są pary ktore walczą dużo dlużej),
jestem po 2 laparoskopiach (wszystko ok, bez zrostów itp.) no i jeszcze
jestem stymulowana clo. Efekty są, bo jajeczkowanie jest praktycznie za
każdym razem. Ale... no własnie. Od grudnia 2002 byłam w ciąży (tzn. był
pęcherzyk ciążowy w macicy, ale za wcześnie było żeby stwierdzić, czy jest w
nim zarodek i czy wszystko jest ok) - niestety pod koniec stycznia 2003
okazało się, że pęcherzyk nie rośnie tylko się kurczy, no i było po temacie.
Wczoraj byłam u lekarza i pęcherzyk znowu był (bo to było wczoraj) jak
najbardziej prawidłowy (8,1 mm - po 3 tygodniach od zapłodnienia, ale też
jeszcze nie widać zarodka)- wcześniej miałam standardowe objawy (bolesność
piersi, podwyższona temp.), a dzisiaj... no cóż boli mnie brzuch i mam ni to
krwawienie ni plamienie. Aż boję się mysleć, co będzie. Wiem, że powinnam być
nastawiona pozytywnie, ale z drugiej strony boję się rozczarowania i tego, że
znowu nic. Czasami już mam dość tych wszystkich badań, stymulacji itd. i
zastanawiam się, czy nie odpuścić (i jak to zrobić), ale nie wiem czy coś
dobrego by z tego wyniknęło.
Uff, ale się napisałam. Ale muszę przyznać, że jest mi lepiej jak się tak
troszkę wyżaliłam. Pozdrawiam wszystkich Walczących.