margot761
21.10.08, 23:01
Witam Was wszystkie, dopiero dzis po długim czasie mam chwilke żeby
usiąść i napisać Wam cos o czym juz dawno chciałam sie podzielic ,
tym bardziej że przez długi czas uczestniczyłam (pisałam/czytałam)
to forum. JESTEM MAMĄ

)) Ale od początku..
8 lat czekaliśmy, a raczej staraliśmy sie o dziecko. Po drodze było
jedno pornienie i chociaż był to dla nas cios, to jednak był też
sygnał, że obydwoje jesteśmy płodni tylko natura tak zadecydowała.
przez 6 lat brałam najróżniejsze leki,robiliśmy z mężem wiele badań
i niby wszysko ok a dziecka jak nie było tak nie było. Nasz lekarz
powiedział nam wówczas że to jest sprawa psychiczna, nam sie jakaś
blookada włączył i trzeba przestac polowac na jajo to i ciąża
będzie. W efekcie przytyłam ponad 20 kilo i powiedziałam dosyc tych
leków. Co ma byc to będzie. i dalej nic. potem zmieniliśmy miejsce
zamieszkania i te remony i nne sprawy po drodze sprawiły że nie
mieliśmy już sił nawet żeby próbować. i pamiętam jak dziś w zime
2006 roku temat powrócił, ale napięcie było takie że znów się nie
udało. Pewnego styczniowego dnia(jakoś zaraz na początku roku)
przyszedł do nas ksiądz po koledzie i tak od słowa do słowa, mówił
że wszystko sobie fajnie szykujemy w tym mieszkanku, ze chyba nic
nam nie brakuje i wtedy sie wygadałam, że jest cos czego nam
najbardziej brakuje czyli dziecka, że zaczeliśmy rozmawiac na temat
adopcji i szukać informacji jak to sie załatwia... I wiecie co, on
takim swoim spokojnym głosem powiedział że w tym domu napewno będzie
dzidzius i kazał mi sie pomodlić do naszego Papieża i zostawił nam
obrazek ze święta rodziną. i kazał wierzyć. I zdarzył się CUD. Pod
koniec lutego odkryłam na teście ciążowym dwie kreski

)) Mamy
cudowną córeczkę. Za parę dni kończy roczek. I nie dam sobie już
nigdy wmówic że cuda się nie zdarzają, zdarzają się i moja rodzina
jest tego przykładem. Wam też tego życzę z całego serca.