Chyba sie udało... choć nie było łatwo

10.11.08, 12:57
Witajcie smile
Pisałam trochę na tym forum pod innym nickiem, ale tamten jest mocno "zdemaskowany" a nie opowiadam raczej o naszych przejściach. Ale nie raz dostałam tutaj poradę i pomoc, może nasza historia doda komuś otuchy?

Mam 31 lat, 6 lat po ślubie, 4 lata leczenia. Najpierw badania w moim mieście, jajowody drożne ale problem z owulacją. 3 IUI nieskuteczne, dr powiedział że szkoda czasu i żebyśmy poszukali lepszej kliniki w większym mieście.

Wybraliśmy Salve w Łodzi i dr Sobkiewicza. Powtórka badań, drożność jeszcze raz (tym razem ze znieczuleniem), IUI nieudane.
Laparoskopia w kwietniu 2007, okazało się że jest też endometrioza - nie bardzo zaawansowana, ale może przeszkadzać.
Zoladex (sztuczna menopauza) na 4 miesiące, cykl wrócił dopiero po 9 i zastrzykach. Brrr, najadłam się strachu...

Wiosną 2008 IUI nieudane (już piąte, w tym drugie w Salve). Decyzja - próbujemy dalej czy INVI. Stwierdzilismy że na razie musimy odpocząć.

Wizyta u dobrego psychologa (może coś w mojej psychice przeszkadza?). Powiedział że brakuje mi poczucia bezpieczeństwa, nie mam stałej pracy (pracuję projektami, bardzo fajna praca ale nieprzewidywalna... ).Mój M. zmieniał właśnie branżę i też stałej pracy nie miał. Psych. stwierdził że organizm głupi nie jest i broni się przed wysiłkiem nie mając gwarancji utrzymania. Coś w tym jest...

Wakacje - zdecydowaliśmy o nie zadbać. 2 tygodnie nad Morzem Czarnym, z last minute więc bez bankructwa smile po wakacjach okazało się że od października będę miała etat na przynajmniej rok, M. ma perspektywy...

We wrześniu ostatnie IUI. Z przygodami bo na początku cyklu kłopot z nerką, potem M. wyjechał akurat kiedy termin był optymalny a dr wyjeżdżał potem na 2 dni. Bez sensu! IUI 3 dni później niż wynikało z USG, ale 14 dnia cyklu, więc M. stwierdził że skoro już jestem naszpikowana hormonami i zainwestowaliśmy w ten cykl, działamy do końca. Ja zła, bo miał to być cykl ostatni, potem tylko INVI...

I test po 14 dniach. 7 dni po podpisaniu umowy o pracę. 1 mocna krecha, i delikatny cień drugiej... Osłupieliśmy smile

Beta rosnąca tak jak trzeba, biust jak bomby zegarowe, płaczki i ataki furii wskazują że hormony buzują, ale wciąż niedowierzanie. Bo wciąż jeszcze może się nie udać...

Wczoraj zobaczyłam Maleństwo na USG. Ma 18 mm, 8 tygodni. Jeszcze dużo przed nami, wiem że wciąż może się nie udać. Biorę utrogestan (progesteron) i staram się nie nakręcać, ale wygląda że mamy spore szanse w czerwcu spotkać naszą Gwiazdkę, zastanawiamy się właśnie jak ma na imię smile

Nie wiem jeszcze jak to się skończy. Ale puenta - jeśli podejmuję decyzję, warto walczyć do końca! Bez względu jaka to będzie decyzja.
I druga część puenty - warto też zadbać o siebie. Nie tylko badania, zastrzyki, liczenie dni, ale urlop i zadbanie o satysfakcję z pracy, bezpieczeństwo, jasne patrzenie w przyszłość. Uff... nie jest to łatwe, ale wygląda że bardzo ważne.

Pozdrawiam, dziękuję za wsparcie i trzymam kciuki za Was wszystkich, którzy tu zaglądacie smile
    • edytka8080 Re: Chyba sie udało... choć nie było łatwo 10.11.08, 13:55
      serdeczne gratulacje
    • thorgalla Re: Chyba sie udało... choć nie było łatwo 10.11.08, 15:14
      > I druga część puenty - warto też zadbać o siebie. Nie tylko
      badania, zastrzyki,
      > liczenie dni, ale urlop i zadbanie o satysfakcję z pracy,
      bezpieczeństwo, jasn
      > e patrzenie w przyszłość. Uff... nie jest to łatwe, ale wygląda że
      bardzo ważne

      Masz dużo racji ale dlaczego w takim razie zachodzą w ciążę
      kobiety,które nie mają żadnej pracy,utrzymują się z zasiłków,pomocy
      społecznej itd.Nie dość,że nie mają stałej pracy to jeszcze i
      stałego partnera,kolejne dziecko z innym facetem.
      Ale pewnie one się nie przejmują sytuacją "da Bóg dzieci to i da na
      dzieci" i "jakoś to będzie" i im ta blokada na zachodzenie w ciążę
      się nie włącza.

      Gratuluję smile
    • grace100 Re: Chyba sie udało... choć nie było łatwo 10.11.08, 15:19
      thorgalla no wlasnie o to chodzi ze im to zwisa i nie chca pewnie kolejnego
      dziecka, nie mysla o owulacji, cyklu , tem (pewnie nawet niewiedza ze cos
      takiego mozna robic) - to jak mowimi o marginesie spol. A ile jest przypadkow
      takich jak my co sie latami lecza w koncu sie udaje a zaraz po tym kolejny
      dzidzius smile ...batutka?? smile

      A co autorki watku kilka slow wsparcia. Moj lekarz zawsze mowil ze jak w 8 tyg
      jest bijace serduszko to szanse na powodzenie sie praktycznie 99%! smile
      • czerwcowa_anulka Re: Chyba sie udało... choć nie było łatwo 10.11.08, 15:34
        Też się kłócę z losem szczególnie patrząc na wpadki i niechciane ciąże wokół mnie, dlaczego udaje się tym którym w ogóle nie zależy. Może to właśnie o to chodzi? Ale wyluzować mi się nigdy nie udało i wku...ały mnie rady "wyluzuj, jedź na urlop".

        Natomiast u mnie mogło mieć wpływ podpisanie tej umowy i pozbycie się strachu o jutro. Wyjazd pozwolił odpocząć i nabrać sił. Co tak naprawdę miało wpływ - nie wiem.

        Grace100, wielkie dzięki za wsparcie, ja nie słyszałam nic takiego od mojego lekarza. W takim razie trzymam się tych 99% smile
        • coco17 Re: Chyba sie udało... choć nie było łatwo 10.11.08, 21:25
          ja jestem w 7tc.w piatek lekarz potwierdzil,ze drugiego zarodka nie
          ma.Tylko tydzien cieszylam sie ze beda blizniaki.tak musialo
          byc.drugie rozwija sie prawidlowo.widziałam juz bijące serduszko.
          czekam do czerwca na pomyslne rozwiazanie.
    • insomnia0 Re: Chyba sie udało... choć nie było łatwo 11.11.08, 10:02
      gratulujęsmile
      uwielbiam takie historiesmile
      sama tez przeszłam leczenie- udane... teraz moje szczescie spi za ścianą. Mysl
      pozytywnie..bedzie dobrze..zycze spokojnej ciązy..i zdrowego maluszka!!smile
      ps. zawsze jak czytam "ze się udało" kolejnej pragnącej dzieciaczka.. wzruszam się..
      Zycze szczescia...
Pełna wersja