MOJA niepłodnośc

06.02.09, 15:50
Leczyłam się już u kilkunastu specjalistów,i nic.Zero wyników,brak
ciąży,totalna porażka.Piszecie dziewczyny o swoich staraniach,a napiszcie coś
na temat waszych mężów,partnerów,jak oni podchodzą do tematu?Mój mąż zrobił
badania i u niego wszystko ok,a ja z tym wszystkim zostałam sama.Mam już dosyć
chodzenia do łóżka na czas,próbowałam nie myśleć,przerywałam leczenie,myśląc
że w końcu się uda i nic.My staramy się już siedem lat.Piszcie,jak sobie
radzicie?Pozdrawiam.
    • biedronka.online Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 16:40
      Ech, temat jest co jakiś czas poruszany. Np. te żale:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=191&w=86327239
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=191&w=87381125
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=191&w=89505092
      ...
    • lucjeczka_2 Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 18:51
      Wiesz ja tez mysle czesto ze jestem z tym sama, ale faceci maja
      inne myslenie, moj na przyklad dusi to w sobie i nie dociera do
      niego ze mamy problem. Caly czas mysli ze uda sie naturalnie, ja bym
      wolala zeby przyjal do wiadoomosci ze jednak mamy problem ale poki
      mamy rozne mozliwosci leczenia jest nadzieja.
      Ja jestem dopiero na poczatku drogi,staramy sie prawie trzy lata i
      tez wszystkie badania wychodza raczej w normie. Siedem lat to dlugi
      okres, a myslalas o in vitro albo inseminacji?Przepraszam ze pytam,
      moze u Ciebie takie rozwiazanie nie wchodzi w gre,ale jak mowi moj
      lekarz od samych badan sie w ciaze nie zachodzi.
      • zosia9 Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 19:20
        Ja nie zachodziłam w ciaże jakieś 4 lata. Zaczełam się stresować
        poważniej po dwóch. chociaż gdzieś w głębi miałam przeczucie ze cos
        jest nie tak.
        Po pół roku już wiedziałam co. Endometrioza. Więc najpierw po laparo
        nie robiłam nic a po pół roku trafiliśmy do kliniki zajmującej się
        niepłodnością. Kolejne 1,5 roku starań i ciążawink
        Mąż zareagował normalnie nie komentował specjalnie tylko robił to co
        do niego należy ( ale chyba coś w necie czytałwink
        Nie piszesz co zostało u ciebie zdiagnozowane, czy trafiłaś do
        kliniki zajmującej się niepłodnością?
        Ja miałam 2 razy laparoskopie i to dopiero pokazało problem, badania
        były ok. Więc chyba nie jest u ciebie tak źle
        • elizka076 Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 19:36
          Miałam zdiagnozowany zespół policystycznych jajników,zabieg wykonano
          laparoskopowo,miał pomóc -już trzy lata -nie pomógł,po za tym wysoki poziom
          prolaktyny i testosteronu.W ciąże nie zaszłam nigdy,nawet nie wiem jak to jest.
          Wszystko inne w najlepszym porządku.Na razie z leczeniem odpuszczam, muszę
          ratować swój związek.
      • elizka076 Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 19:28
        Na razie problem odłożyłam "na półce".Musze odpocząć od tego wszystkiego.Z mężem
        coraz gorzej się układa ,myślę że to kryzys,który właśnie się zaczął.Brak
        rozmów,unikanie zbliżeń,mijanie się całymi dniami.Mój mąż w ogóle nigdy nie
        umiał ze mną rozmawiać na temat "MOJEJ" niepłodności,wychodził,kończył temat i
        już.Czasami myślę że czas to przerwać,wystąpić o separację-rozwód,dać mu szanse
        na nowe życie,ale wtedy przypominam sobie kiedy się zakochaliśmy,nasze wspólne
        plany ,to co nas połączyło-ja go po prostu Kocham.I powiedz co z tym
        zrobić?ps.o in vitro nie myślę -wszystko co było pozatym nie powiodło się-mówię
        o leczeniu i zabiegach.
        • zosia9 Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 20:30
          elizka a dlaczego nie in vitro? Sama mam syna dzięki zapłodnieniu
          pozaustrojowemu i denerwuje mnie jak robi się z tego wielki problem
          bo to nic takiego nie jest. co do związku to dzieko chocby stał sie
          cud nie naprawi go a raczej pogorszy sytuacje. Pamiętam tuż przed
          transferem usłyszałam od znajomej że cokolwiek się nie stanie i tak
          życie jest piękne i miała racje (sama nie ma dziecka a wygląda na to
          ze ma wspaniały związek)
          A porozmawiaj o chorobie a nie niepłodności bo niepłodność właśnie
          tym jest powiedz ze chcesz się leczyć a nie starać o dziecko podejdź
          od tej strony, może to cos zmieni.
          Acha i niepłodność jest chorobą pary nie jednej osoby.
          • elizka076 Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 22:18
            Do in vitro tego trzeba być gotową ,a ja jeszcze nie jestem.
        • green_land Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 20:44
          Mój mąż jest taki samuncertain Już sobie odpuściłam - musiałam
          zmienić "taktykę", zrezygnować z kilku rzaeczy, zaakceptować, że go
          już nie zmienię. Bardzo trudne to jest.
          A jak staraliśmy się o drugie dziecko, to już były naprawdę istne
          szopki - dla niego nie miało znaczenia czy kochamy sie w tym czy
          tamtym dc, dla niego każda próba miała być niby staraniem się. No a
          jak ja chciałam, to było jeszcze weselej, bo słyszałam że zmęczony,
          że nalegam, że on tak na zawołanie(!) nie może. Żadne kochanie się
          pod zegarek nie wchodziło w ogóle w grę. A starania z jego strony
          wyglądały tak, ze próbowaliśmy raz na 2-3 miesiace, jak on chciałuncertain
          Mam prawie 37 lat, więc to ostatni dzwonek. Zdecydowałam, ze już
          więcej nie będę chcieć że już nie mam sił. Trudno, walczyłam, ale
          się nie udało. Ostatni seks to było jakies /brzydko mówiąc/ byle
          co/nigdy nie wyrzucłam mu, gdy mu coś nie wychodziło/, do tego bez
          erekcji. A jak parę dni temu robiłam test to pokazaly sie 2 kreskismile
          Nie wiem, jak to będzie, bo 2 lata temu poroniłam. Zobaczymy.
          Facetom trudno o tym gadać, bo dla większości z nich to tak, jakby
          im zarzucać brak męskościuncertain Nie chcą gadać, nie chcą szukać
          rozwiązania, udają ze nie ma problemu i nie dostrzegają, że ich
          partnerka cierpi. Ja słyszałam, ze jak nie będziemy mieć więcej
          dzieci to trudno. Bolało jak diabli. I żadne tłumaczenia nie
          pomagałysad
          MOja znajoma przez 5 lat próbowała zajść w ciążę. Badania, badania i
          diagnoza - wszystko ok, tylko ciąży brak. Odpuścili sobie.
          Powiedzieli - rok damy sobie spokój. Dziś ona jest w 5 miesiącu.
          Mój lekarz powiedział - gdy nie ma diagnozy, gdy kobieta i mężczyzna
          z punktu widzenia medycyny mają możliwość posiadać dziecko, tak może
          być. Ale czasami trzeba dosłownie dać sobie spokój i przestać myśleć
          o dziecku. Często przynosi to oczekiwane rezultaty. Ja zaś
          usłyszałam, ze nie mam szans na dziecko /pierwsze/ i 1-2 miesiące
          później byłam w ciąży.
          Naprawdę różnie bywa, cuada też się zdarzają, choć - jak to ładnie
          ktoś powiedział - nie dzieją się one wbrew naturze, ale wbrew temu,
          co wiemy o naturze.
          Ratuj małżeństwo, spróbujcie gdzieś wyjechać zapomnij na rok o
          staraniach. Odpocznijcie, przypomnijcie sobie swoją miłość sprzed
          lat. Ona dalej jest, ale taka jakby przykurzona, trzeba jej pomócsmile
          Jemu jest gorzej, bo z Waszych problemów nie zwierzy się koledze,
          nie powie mamie, ale będzie dusił w sobie. I pewnie myśli, ze go
          osaczasz, czuje się bezsilny i trudno mu sobie z tym poradzić.
          Różnimy się od mężczyzn diametralnie, i trudno nam nawzajem się
          zrozumieć.
          Trzymam za Was kciukismile Nie poddawaj sięsmile
          • elizka076 Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 22:23
            Dziękuje za zrozumienie.
    • kasia-96 Re: MOJA niepłodnośc 06.02.09, 19:58
      witam,ja tez sie staram o dzidzie 5 rok i nic ,badania ok, tak muwi
      gin,dwa lata temu przerwalam leczenie bo mnie to przerastalo
      stwierdzilam ze jak sobie dam spokuj to zajde a tu nadal nic rok
      temu zaczelam znowu leczenie a moj M muwi caly czas ze i tak z tego
      nic nie bedzie,szkoda mi go tym bardziej ze jego mlodszemu bratu
      urodzila sie córka nie dawno, widziałam w jego oczach taki żal że on
      nie ma,widze ze powoli godzi sie z tym ze nie mamy dzieci a mnie to
      drażni że sie tak poddaje
      • murenaa Re: MOJA niepłodnośc 07.02.09, 09:42
        My jesteśmy w tej lepszej sytuacji, że możemy sobie popłakać, mieć
        doły, pogadać o tym z przyjaciółką i poużalać się nad swoim
        nieszczęściem, a facet tłumi uczucia w sobie. Ale w zasadzie w
        pewien sposób dajemy sobie wyłączność na dołowanie się naszą
        niepłodnością i sama mam wrażenie, że jakby jeszcze mój mąż zaczął
        otwarcie przeżywać brak dziecka to chyba bym się załamała zupełnie.
    • ischa1 Re: MOJA niepłodnośc 16.02.09, 18:10
      a czy rozważaliście wynajęcie matki zastępczej która urodzi wam dziecko?
      • zosia9 Re: MOJA niepłodnośc 16.02.09, 21:38
        Dlaczego nie jesteś gotowa na in vitro. Wszak to nie jest nie
        wiadomo co? Znacznie trudniejsze jest posiadanie dziecka i fizycznie
        i osychicznie.
        • lusiasia Re: MOJA niepłodnośc 19.02.09, 17:37
          ja z mezem w sumie nigdy o tym nie rozmawialam, zawsze tworzy sie takie napiecie
          miedzy nami ze konczy sie klotnia o cos innego
          mamy jakies plany ale nie rozmawiamy o tym, planujemy jakis wyjazd ktory moze
          wypasc w czasie punkcji do in vitro, kompletnie nie zyjemy tym problemem,
          czasami denerwujace, ale czasami co my mozemy?? mozemy sie leczyc, ale nie
          mozemy przez kolejne lata rozmawiac o tym co nam sie nie udalo...
          ja sie rzucilam w szal pracy i spotykania sie z znajomymi, a moj maz ma duzo
          pracy i ma rozne hobby ktore go bardzo absorbuja, dla naszych znajomych (ktorzy
          nie wiedza) nie chcemy miec dziecka, bo jestesmy tacy zabiegani, tacy wlasnie
          jakbysmy nie chcieli, mamy znajomych glownie tylko bezdzietnych, zapraszamy
          tylko bez dzieci, dzieci w naszym zyciu nie istnieja, nie wiemy jak to jest,
          jakos tak sie dziwnei sklada ze znam 3 pary ktore tez sie staraja i maja ten sam
          problem co my, swiat oszalal...
        • emi123.beauty Re: MOJA niepłodnośc 19.02.09, 19:40
          Takie proste dla ciebie -podjęcie decyzji o in vitro.Pomyśl o uczuciach
          innych.SYTY GŁODNEGO NIE ZROZUMIE,BO ZAPOMNIAŁ CO TO GŁÓD!!!
          • zana1977 Re: MOJA niepłodnośc 20.02.09, 00:09
            Ja też długo staram się o dzidziusia (ponad 5 lat). Szukałam pomocy w wielu
            lecznicach. Kazali mi próbować i robić usg (w przypadkowe dni cyklu), nie mówiąc
            jak ważne jest monitorowanie cyklu, hormony mi badali też jak popadnie. Szkoda
            gadać... Po wielu latach błądzenia, trafiłam przypadkiem na ulotkę o
            niepłodności, w której był adres Novum i się wkurzyłam, że dopiero teraz to
            znalazłam, a leżało to u mnie w szufladzie z kilka lat (tyle czasu straciłam).
            Tam tak naprawdę zaczęto ze mną współpracę i dokładne diagnozowanie mojego
            problemu. Najpierw miałam naturalne próby z mężem na czas... Potem skierowanie
            do szpitala na laparoskopię diagnostyczną i wyszło - niepłodność nieokreślonego
            pochodzenia i znowu powrót do Novum, kolejny etap to inseminacje - niestety bez
            skutku. Teraz zaczynam przygotowania do ICSI, więc zobaczymy... Mój mąż na
            szczęście żołnierzyki ma w formie, więc zamroziliśmy, żeby przynajmniej jednemu
            z nas było lżej to przechodzić i mógł wspierać drugiego. I tak jest, choć mój
            mąż nie mówi za dużo o tym wszystkim, to wciąż powtarza jak mnie podziwia, że
            jestem gotowa tyle znieść - nie wiedząc jaki skutek to przyniesie i że boi się o
            moje zdrowie jak zacznę stosować te wszystkie leki do stymulacji przed ICSI.
            Wtedy mu odpowiadam, że robi mi się smutno, gdy pomyślę, że możemy na stare lata
            zostać tylko we dwoje i to żadna odwaga. Powiedziałam mu, że razem musimy przez
            to przejść i muszę czuć, że jest ze mną i tak zostanie. Sama nie dam rady i to
            musi być nasza wspólna decyzja. I tak jest. Czuję to i wiem jak się martwi o
            moje zdrowie. Wiem, że nie jest to dla niego łatwe. Mówi, że chciałby bardziej
            pomóc niż tylko być, że to niesprawiedliwe, że jedno musi tak cierpieć i tyle
            znosić, a drugie nie robi nic. Mówię, że zrobił już dużo i wystarczy że jest, a
            on twierdzi że to za mało. Jest obecny ze mną na każdej wizycie, zadaje pytania
            lekarzowi, jeździ ze mną na badania i wtedy jest taki milczący. Znowu zaczęliśmy
            się cieszyć bliskością i nie stresujemy się przynajmniej z tego powodu, że
            musimy to robić na zawołanie. Może to głupie, że tak mówię, ale dla mnie
            świadomość, że uprawia się seks tylko dla prokreacji z której i tak - w moim
            przypadku nic nie wychodziło, była przygnębiająca i stresująca. A w takim stanie
            trudno mówić o spontaniczności i przyjemności jaką powinien nieść za sobą cały
            ten akt. Przynajmniej na razie nie myślę, który u mnie dc.
          • zosia9 Re: MOJA niepłodnośc 21.02.09, 13:44
            emi czy dwcyzja o in vitro jest prosta? Dla mnie chyba była prosta,
            należy zrobić kolejny krok skoro wyczerpało się inne możliwości (tak
            jak ze wszystkim) Co było trudne to pytanie co jezeli się nie uda,
            ile razy próbować? Kiedy poddanie się jest koniecze bo już nie zna
            medycyna na razie dalszych rozwiązań.
            Adopcja nie wchodziła w grę, jedyne co postanowiliśmy to pójście do
            psychologa żeby sobie uświadomić dlaczego nie chcemy adopcji ( a
            własciwie to dlaczego nie chce mąż) żeby wiedzieć na czym stoimy i
            gdzie jest problem (po cichu liczyłam że psycholog dotrze do czegoś
            co ja widze a mąż z braku dystansu nie)
            A więc zawsze można to jakoś rozwiazać
            • emi123.beauty Re: MOJA niepłodnośc 21.02.09, 18:21
              <do ZOSIA9>kolejnym krokiem nie musi być in vitro,może być właśnie adopcja,ale i
              do tego trzeba być do końca pewnym.Po prostu każdy ma swoje przemyślenia.
              • moniaa2009 DO emi123.beauty 22.02.09, 02:40
                Adopcja to nie taka prosta sprawa. Gdy jest jeszcze jakaś możliwośc
                to sądzę że 90 % par wybierze in vitro a nie adpocję. Poza tym
                problem z adopcją leży po stronie mężczyzn. Im znacznie trudniej
                pokochać istotkę, która nie jest ich dzieckiem. Przytoczę tu
                historię. Znane mi małżeństwo zaadoptowało dziecko, ale głównie tej
                adopcji chciała żona. Mąż zgodził się dla świętego spokoju. Przez
                całe życie mąż dawał odczuć dziecku, że jest tylko substytutem
                upragnionego dziecka. Kilkanaście lat póżniej dzieciak miał problemy
                ze sobą, w szkole, z prawem, prawdopodobie jedną z przyczyn był brak
                akceptacji ze strony adopcyjnego ojca. Adopcja to nie taka prosta
                sprawa. Muszą ją nie chcieć, ale pragnąć, zarówno mąż jak i żona.
                Inaczej będzie to porażka, a cierpieć będzie najbardziej dziecko,
                które już wcześniej było odrzucone (czy ktoś o tym pamięta)
                • lusiasia Re: DO emi123.beauty 23.02.09, 15:42
                  ja tez nie lubie argumentu ze jest adopcja, ja mieszkam za granica i wlascie na
                  dobra sprawe adopcja krajowa tu nie istnieje, jest okolo 10 dzieci do adocpji
                  rocznie i czeka sie okolo 5 lat z tym ze ma sie 50% na to ze dziecko sie znajdzie
                  no i teraz jest adopcja dziecka z zagranicy np u mnie sa umowy z Chinami,
                  Kolumbia, Rpa i Filipinami, pomijajac fakt ze jest to sprawa bardzo droga bo
                  nawet okolo 15 000 euro ( czyli jakies 3-4 in vitro) to tu wlasnie wchodzi
                  czynnik o ktorym mowia moje poprzedniczki, moj maz nie chce adoptowac takiego
                  dziecka, tlumaczy sie roznicami kulturowymi ( bo ja juz jestem z innej kultury),
                  nie chodzi o rasizm, wlasnie chodzi o to ze on nie chce adoptowac wogole zadnego
                  dziecka
                  z dziecmi sa problemy, skoro ma miec problemy z nie swoim dzieckiem, to po co?
                  mezczyzna nie patrzy jak kobieta ze milosc zwyciezy wszystko, ze kazde dziecko
                  jest w stanie kochac

                  ja czekam na komorke dawczyni, i caly czas nazywam to adopcja, a moj maz wrecz
                  dostawal furii ze tak nie jest, ze ja je urodze i ze to nie adopcja, ale w koncu
                  zaczal sie z tym godzic ze moze mam racje i zaczal miec coraz wiecej nadzieji ze
                  nigdy z tego nie skorzystam, bo on chce tylko moje i swoje dziecko, zadne inne
Pełna wersja