agro, pensjonaty "po sezonie"

13.09.09, 22:17
Wybierając się na wypoczynek po sezonie należy dobrze wysondować co oferuje
takie np. Agro czy pensjonat i czy cena odpowiada ofercie z reguły znacznie
okrojonej w porównaniu z pełnią sezonu. Doświadczyłem niemiłej niespodzianki
odchodząc od tej zasady. Miałem okazję przebywać ostatnio w urokliwym rancho
„Zielony Koń”. Okolica przepiękna, jednak oferta posezonowa… pożal się Boże. A
cena…? a jakże! taka sama jak w sezonie! 130 zł za 2-osobowy pokój byłoby
dobre, gdyby były tam ręczniki, gdyby korki nie wywalały przy próbie użycia
suszarki do włosów (zapewne zapora przeciw dogrzewaniu pokoju), gdyby w
oknach były moskitiery (stajnia), gdyby w pokoju był telewizor, szklanki,
czajnik, no…cokolwiek poza łóżkami wąskimi jak cały pokój…Papier toaletowy
oczywiście szary, najtańszy. Środki czystości w toalecie jak i cała ona
pachniały dworcem. Właściciel z dumą opowiadał mi że „70 % moich gości to
Niemcy” a rezerwacje na sezon zaczynają się już w lutym. Od początku robił
wszystko aby mnie zniechęcić. Jazda konna? Oczywiście ale jak córka wróci ze
szkoły (bo już po sezonie i nie ma instruktorów). Ale jazda konna a jakże 45
zł/za godzinę, mimo że konia trzeba było sobie złapać samemu na łące.”Czy są w
tym jeziorze szczupaki?”-pytam. „A skąd ? Gdzie tu się panu szczupak utrzyma”.
Chcemy wypożyczyć rower. Tak późno (była 18.00).”A kamizelki odblaskowe
macie”. Rezygnujemy i następnego dnia zmieniamy miejsce gdzie po krótkiej
rozmowie dostaję apartament za 100 zł (ze 140 w sezonie) i za darmo łódkę,
rower wodny („wie pan, już po sezonie i tak stoją puste”. Ciekaw jestem
Waszych doświadczeń z ośrodkami „po sezonie”.
Pełna wersja