Wystawa polskich plakatów turystycznych

IP: 109.243.161.* 16.08.10, 20:59
Fajowa akcja, szkoda, że tak krótko
Czy przedruki plakatów można gdzieś kupić?
    • no4nwo Wystawa polskich plakatów turystycznych 17.08.10, 01:56
      łza się w oku kręci...
    • Gość: Pewex Wystawa polskich plakatów turystycznych IP: *.chello.pl 17.08.10, 09:47
      w latach 70'tych polska szkoła plakatu była jedną z najlepszych na świecie. Szkoda że to wszystko gdzieś uciekło. Podobne zjawisko zresztą można zauważyć w muzyce. Chociaż na jej tle to plakat jeszcze jakoś się trzyma ;)
    • Gość: ja Wystawa polskich plakatów turystycznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.10, 11:03
      feerii a co to za słowo?
      • Gość: PWN Re: Wystawa polskich plakatów turystycznych IP: *.chello.pl 17.08.10, 13:44
        sjp.pwn.pl/slownik/2557639/feeria
    • Gość: Film Polski Współcześnie czegoś takiego, jak "polski plakat IP: *.chello.pl 17.08.10, 12:27
      filmowy" po prostu nie ma. Gdy dziś na ekrany multipleksów wchodzi
      jakiś zagraniczny film (zazwyczaj niemal równo z premierą londyńską,
      barcelońską czy berlińską), to premierze towarzyszą dokładnie te
      same plakaty, co w Ameryce i w Zachodniej Europie. Tyle, że z
      polskim tekstem. Nie brakuje też olbrzymich swymi rozmiarami
      billboardów. Potem, dokładnie ta sama, jednoznacznie już kojarzona,
      koncepcja plastyczna towarzyszy wszelakim produktom pochodnym, takim
      jak edycja na DVD, czy też CD z nagraniem muzyki do filmu.

      * * *

      W latach 70., cudzoziemców (nielicznych) zdumiewał fakt, że jak już
      znane im osobiście a w świecie opatrzone dzieło hollywoodzkie czy
      francuskie trafiało do Polski (niekiedy po wielu latach od
      prapremiery światowej, ale nie zawsze), to na kinach wisiały wizje
      artystyczne zupełnie im, turystom, obce. Niekiedy - co tu dużo
      gadać - bohomaz był to taki, że z samego posteru niesposób było nie
      tylko sam film zidentyfikować (tytuł oryginalny zwykle nie był
      podany, nawet małą czcionką), ale nawet to o czym ten film być może
      (choćby z grubsza) czy też jaki on gatunek reprezentuje.
      Tym niemniej, oryginalność tej polskiej metody promowania filmów
      (albo raczej: reklamowania, gdyż słowo "promować" wówczas miało inne
      znaczenie) była tak wielka, że niektórzy dopytywali się wręcz o
      możliwość zakupu kokretnych plakatów na pamiątkę. Zatem albo
      doceniali wartość artystyczną plakatu jako dzieła samoistnego albo
      uważali ów plakat za jakąś tam egzotyczną ciekawostkę. Niestety, z
      zakupem było całkiem źle: papieru (zwłaszcza tego ciut lepszej
      jakości) brakowało w PRL-u zawsze, zatem nakłady materiałów
      promocyjnych pozostawały ściśle limitowane. No i słynna POLSKA
      SZKOŁA PLAKATU przegapiła szansę na zrobienie światowej kariery...
Pełna wersja