Dodaj do ulubionych

Lubimy czy nie lubimy warszawiaków...

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.02, 15:14
Hej witam wszystkich ;o)

Jako urodzony warszawiak chciałbym się dowiedzieć prawdy!

Jak to jest - czy lubicie czy nie lubicie warszawiaków?
Jeśli lubicie, to za co,
a jeśli nie lubicie, to za co?

Aby nieco podgrzać kociołek na samym początku dodam, że moim zdaniem
warszawiak to ktoś, kto URODZIŁ się w Warszawie. A więc, nie każdy, kto
mieszka w Warszawie, jest warszawiakiem, jak również nie każdy warszawiak
mieszka w Warszawie. Namieszałem?
Czekam na odzew ;o)
Zdrówka
Obserwuj wątek
    • Gość: NIEwarszawianka Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 28.09.02, 21:46
      Gość portalu: Tomaszek napisał(a):
      >
      > Jako urodzony warszawiak chciałbym się dowiedzieć prawdy!


      Ja osobiście nie przepadam za warszawiakami :)
      Wydaje mi się, że ludzie z warszawki czują się jak nie wiadomo kto, myślą, że
      są TRZONEM SPOŁECZEŃSTWA, wszędzie, gdzie widzę warszawiaków, mam wrażenie, że
      są to ludzie najbardziej dumni na świecie, mają aspiracje nie wiadomo skąd itd.
      Nie mówię, że wszyscy tacy są, nic nie generalizuję.
      Ale starczy taki tekst:
      "jako urodzony warszawiak"
      o czym to świadczy?
      hmm... o wielkiej dumie? byciem nadczłowiekiem, bo jest się warszawiakiem?

      Kilka lat temu miałam do czynienia z warszawiakami, może dlatego też czuję tę
      pewną niechęć.
      Innych ludzi - niewszawiaków traktowali, hmm jak element społeczny?
      A jak dodam,że byli to ludzie (ten tzw. element społ.)poszkodowani w czasie
      powodzi? A pozornie poważni ludzie (np. jakaś pani dyrektor warszawskiego
      ogólniaka) mieli z tego wielki ubaw.
      Działo się tak na koloniach i obozie zorganizowanym na rzecz powodzian.
      Ta pani zgłosiła się jako opiekun (musiała oczywiście przyjechać z połową
      rodzinki- a przecież było tak wiele osób potrzebujących miejsc poza rejonem
      zamieszkania), właściwie to cała kadra była z wawy, odznaczała się brakiem
      szacunku do pozostałych.

      było to ładne pare lat temu, w 97 roku

      dzis warszawiacy nie budzą we mnie pozytywnych emocji
      czy to się kiedyś zmieni?
      nie wiem
      jeśli przestaną myśleć, że są nie wiadomo kim, istnieją szanse :)

      Pozdrawiam wszystkich warszawiaków i nie tylko:)
      TERESA




      • Gość: Michał Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: *.chello.pl 29.09.02, 20:11
        Cześć
        Od 20 lat mieszkam w Wawa i tu sie urodziłem.Za samą Warszawą mimo to nie
        przepadam mieszkam na Zoliborzu czyli dzielnicy Warszawy po lewej stronie
        Wisły.Tylko tu czuje sie najlepie centrum Warszawy jest paskudne za wyjątkiem
        przedwojennych budynków i nielicznych współczesnych.Ale do rzeczy czy ich
        lubimy czy nie?Myśle że zależy to od konkretnego człowieka ja wielu nie lubię
        ale i są tacy z którymi poszedł bym w ogień.Czy Warszwiacy sie panoszą poza
        stolicą?Chyba tak ale to świadczy jak zwykle od jednostki jeśli to robi to
        tylko pokiwać z litości głową nad takim i tyle nie ma się co przejmować
        świadczy to Tylko onim jakim jest człowiekiem, ale takich moim zdaniem
        znajdziemy wszędzie Są tacy w Krakowie Poznanu Wrocławiu etc.To co napisała
        Teresa o dyrektorce szkoły w czasie powodzi no cóż byle by jej sie to nigdy nie
        przytrafiło (choc możę powinno żeby coś zrozumiała).

        Pozdrawiam wszystkich
        Michał
      • Gość: Tomaszek Re: Lubimy - gwoli wyjaśnienia... IP: *.ipartners.pl 01.10.02, 11:27
        Hej Teresa :o)

        nie wywyższam się, a tylko uczciwie informuję :o)
        nie chodzi o to, żebym się bronił, ale gwoli wyjaśnienia jak już wcześniej
        wspomniałem: "moim zdaniem warszawiak to ktoś, kto URODZIŁ się w Warszawie. A
        więc, nie każdy, kto mieszka w Warszawie, jest warszawiakiem, jak również nie
        każdy warszawiak mieszka w Warszawie".
        To samo dotyczy Wrocławia, ktoś może być urodzonym wrocławiakiem, a ktoś inny
        może tylko mieszkać w Warszawie.

        Co to p. dyr, jedynie mogę współczuć, że tacy ludzie się trafiają.

        Ale pozostaje faktem, że tacy ludzie rzucają cień na dobre imię uczciwych
        warszawiaków [bez chichów śmichów - są też uczciwi warszawiacy, naprawdę :o)]

        Zdrówka :o)
        • Gość: Teresa Re: Lubimy - gwoli wyjaśnienia... IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 01.10.02, 12:25
          Hej Tomaszku :)

          Dziękuję za miłe słowa.
          I ku sprostowaniu ;)
          W mojej wypowiedzi napisałam, ze nie uogólniam :)
          Widzę, że jesteś wrażliwy człowiek, wrażliwość u innych cenię :)
          Ludzie w świecie od siebie się różnią
          I tak też jest w Warszawie
          Dzielą się na ludzi w porzadku i dziwolągów :)
          Rozmawiałam wczoraj ze znajomym, ma 2 znajomych z Twojego miasta - utrzymuje z
          nimi kontakt i jest zaprzyjaźniony, ale jak sam stwierdził z innymi
          warszawiakami nie potrafi się dogadać, bo... niestety za wysoko się noszą...
          Tak też jest w innych miastach, hmm... patriotyzm lokalny? ;)
          Jestem wrocławianką. Urodziłam się tutaj i mieszkam. Miasto bardzo lubię,
          przyzwyczaiłam się do niego. Podoba mi się lokalizacja. Blisko w góry (które
          kocham!!), jako takie lasy (i grzyby) i przepiękne dolnośląskie miasteczka (w
          kotlinie kłodzkiej i jeleniogórskiej) i Trzebnica.
          Rozpisałam się, pozdrawiam
          • tomaszek00 Re: Lubimy - gwoli wyjaśnienia... do Teresy 01.10.02, 16:12
            Hej Teresa :o)

            Potwierdza to jeszcze raz tezę, że są ludzie i "ludziska", a także stare
            porzekadło, że czasami "homo homini lupus est" :o)

            Ja miałem też miłego kolegę z Wrocławia, zresztą bardzo mi się podoba miasto
            jako takie, a zwłaszcza starówka. Jeśli w czasie moich podróży służbowych
            docieram do Wrocławia, to zawsze staram się wyjść na rynek, ostatnio nawet
            byłem tam wieczorem o 10:30 i zadziwił mnie ten tłum.
            Wrocław chyba jest już w Unii.

            Każdy chyba po trosze jest pewnego rodzaju patriotą lokalnym, nawet jeśli
            otwarcie tego nie przyznaje. Ale zauważ, często w opisach swojego miasta
            przemyca bardzo pozytywne nastawienie do niego i jego okolic.

            Oczywiście marzy mi się życie na wsi, ale z drugiej strony trudno mi sobie
            wyobrazić mnie w okresie dłuższym niż 2 - 3 miesiące bez gwaru miasta, jego
            problemów, denerwujących wszystkich korków, które jednak stanowią swoisty urok
            każdego miasta [a zwłaszcza masochistów komunikacyjnych :o))].

            Zazdroszczę Ci bliskości gór. Od nas są one daleko, za daleko na krótki
            weekendowy wypad na narty zimą :o((

            Zdrówka Teresko :o)))))
            • Gość: Teresa Re: Lubimy... Tomaszka IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 01.10.02, 17:54
              Przyznam Ci się, że na starówkę bardzo rzadko chodzę, może jestem dziwna...
              Nie lubię tłumu.
              Za to w wolnych chwilach wypadam sobie do koleżanki za miasto. Cisza, spokój...
              czego jeszcze trzeba...?
              Tylko szkoda, żę czasu nie ma...
              W rynku i w ogóle w centrum jak juz powiedziałam rzadkim bywalcem jestem,
              czasem tylko zahaczam w celach spotkań z rożnymi ludźmi, czasem też zdarzają
              sie koncerty...
              Właśnie sobie przypominam, kiedy byłam w rynku...
              Hmm... chyba gdzieś 3 tyg. temu (z obowiązku)
              Gościu z uczelni kazał grupie przyjść tam na... bieg na orientację hi hi
              Było to w pewną niedzielę, o 8 rano i lało jak z cebra...

              Osobiście wolę spędzać swój wolny czas na moim osiedlu
              jest gdzie wyjsc, czym pooddychac (ale nie przesadzajmy he he), wokół są
              ogródki działkowe, niedaleko Odra i kilkia parków
              tylko na rowerek i jaaaaaaazda :)

              A jak jest u ciebie?
              Macie blisko fajne lasy, na Mazury bliżej niż ja (nigdy tam nie byłam :( ), nad
              morze może trochę bliżej...

              pozdrawiam
              ciao
              • Gość: Tomaszek Re: Lubimy... do Teresy IP: *.ipartners.pl 02.10.02, 09:35
                Hej Teresa :o)

                Ja też na szczęście nie mieszkam już w centrum Warszawy, doceniam wartość
                świeżego powietrza. Teraz, kiedy z obowiązku służbowego muszę jechać do
                centrum, przeżywam katusze korkowo - zapachowe.

                Faktem jest, że Mazury są relatywnie blisko (ok. 2 - 2,5 godz. jazdy), ale za
                to, że warszawiaków jest tam pełno, jak również na wybrzeżu gdańskim
                (Władysławowo, Jurata - warszawskie kurorty), to nas tak za bardzo nie lubią. I
                częściowo przyznaję im rację - któż lubi ciąły korek autek przewalający się
                przed oknami i po lokalnych drogach - a wszystkie z rejestracją warszawską
                (choć nie oznacza to, że wsyzscy siedzący w nich ludzie są warszawiakami).

                Ciekawe, czy zauważyłaś taką prawidłowość - że generalnie nie lubimy jakiejś
                grupy ludzi (niezależnie, czy mówimy o warszawiakach, krakusach, dresiarzach,
                blokersach, niemcach, ruskach, itp), natomiast jeśli poznajemy kogoś, konkretną
                osobę należącą do tej grupy, to po paru chwilach, po rozmowie stwierdzamy, że
                akurat ta osoba jest inna, niż nasze wyobrażenie o grupie. Uogólniając -
                personalne kontakty nie znajdują wspólnego mianownika z wyobrażeniem grupy.
                [Nie jestem psychologiem, więc może nieco mętnie tłumaczę].

                I jeszcze raz chciałem zapytać - czy ktoś, kto urodził się w innym mieście, a
                mieszka w Warszawie, może nazywać się warszawiakiem?

                Zdrówka :o)))
      • Gość: bah Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: 2.4.STABLE* / 172.20.6.* 29.09.02, 20:28
        Gość portalu: tomi napisał(a):

        > noszą za wysoko nosy...

        ... a taka właśnie - w skrócie - była przyczyna wybuchu wojny chorwacko-
        serbskiej.
        Na szczęście, w Polsce tzw. "prowincja", czyli - w/g "warszawki" - WSZYSTKO
        oprócz W-wy, jest jakby bardziej spolegliwa :
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=57&w=3100962&a=3100962
        Ale są wyjątki... {:-o)))

        Pzdr. z 3city od bah'a
        • Gość: Maciej Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: *.dip.t-dialin.net 05.01.03, 19:53
          Ludziom tzw.warszawiakom wyrzadzono krzywde.Poprzez
          nadmierna centralizacje jeszcze w komunizmie stworzono
          mit Warszawa!-prowincja. To przewrocilo w glowie wiekszosci
          mieszkancow tego miasta - nawet tym wyksztalconym. Gdyby nie
          Gdansk,Szczecin,Radom do dzis tkwilibysmy w tym "warszawskim
          marazmie". Moi znajomi odwiedzajacy Warszawe mowia ze jest
          brzydka i brudna. Chwala np.Gdansk,Olsztyn i Kielce! Dawniej
          cala Polska "lozyla" na Warszawe.Dzis to sie skonczylo. Rade
          musza dawac sobie sami. No i niech sie ucza,ucza.....

    • Gość: Dlugi Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: *.mpsz.pl / 217.172.228.* 01.10.02, 13:06
      Ciekawe pytanie.
      Macie racje ze ludzie sa rozni. Mam w warszawie kilku znajomych i milo z nimi
      spedizlem czas podczas wakacji. Niestety bywali tez tacy do ktorych mialem
      pewne zastrzerzenia. Czesc z nich dawala odczyc ze jestem niby gorszy i tak
      dalej. Mnie to raczej bawi niz irytuje bo czasami chyba nie wiedza o czym mowia.
      Nie zawsze maja pojecie jak jest gdzie indziej.
      Co do powodu dlaczego ludzie was nie lubia to jest jeden. Jak jade do kumpla na
      polwysep albo jestem w jakiejs wiosce nad mozem i slysze w nocy krzyki i glosna
      muze to z duzym prawdopodobienstwem moge powiedziec ze to warszawiacy. Poprostu
      lubicie sie afiszowac idac znac to my i my tu rzadzimy. Moze to wypadki skrajne
      ale jendk bylo takich kilka.
      Pozdrawiam Warszawka i cala reszte
    • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: 157.25.128.* 01.10.02, 13:40
      Moim skromnym zdaniem definicja Warszawianina (Warszawiaka) nie jest
      precyzyjna. To czy ktoś nim jest nie tylko zależy od tego, ze właśnie tu się
      urodził. Otóż, żeby być warszawiakiem, to również musi być nim chociaż któreś z
      rodziców. Bo np. czy ktoś kto się urodził i mieszka w Paryżu jest Paryżaninem?
      Nie. Jest tylko urodzonym w Paryżu, w Warszawie, czy innym mieście. Jak
      Warszawiakiem może być osoba, która ma oboje rodziców spoza Warszawy co prawda
      mieszkających w Warszawie?
      Pozdrawiam
      Syrena
      • Gość: Tomaszek Re: Lubimy czy nie lubimy ...- do Syreny IP: *.ipartners.pl 07.10.02, 15:17
        Hej :o)

        No to rzeczywiście mamy dylemat - co do samej definicji.
        Ja jednak jestem zdania, że wystarczy urodzić się w Warszawie (czy innym
        mieście), by móc nazywać się warszawiakiem (czy paryżaninem). To o czym piszesz
        jest już sięganiem w przeszłość, czyli np. stwierdzeniem, że ktoś jest
        warszawiakiem w drugim, trzecim, czy którymś kolejnym pokoleniu.
        W Twoim przykładzie rodzice tej osoby nie są warszawiakami (mimo, że
        mieszkają), ale ta osoba już tak.

        Dla porównania, jest wiele krajów, w których można uzyskać obywatelstwo po
        pewnym okresie mieszkania w tym kraju, ale np. w Brazylii obywatelstwo mogą
        otrzymać tylko osoby, które się tam urodziły (choćby były tylko np. dziećmi
        ambasadora czasowo przebywającegow Brazylii). Przepis jasny i nie
        posostawiający złudzeń. Moim zdaniem z obywatelstwem też powinno się określać
        wyraźne granice (co innego prawo stałego pobytu i prawo pracy, a co innego
        obywatelstwo). Człowiek o podwójnym obywatelstwie - cóż to za hydra :o((
        Niestety, mi kojarzy się z podwójnym agentem :o)))

        Zdrówka :o)))
        • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy ...- do Syreny IP: 157.25.128.* 14.10.02, 14:05
          Gość portalu: Tomaszek napisał(a):

          > Hej :o)
          >
          > No to rzeczywiście mamy dylemat - co do samej definicji.
          > Ja jednak jestem zdania, że wystarczy urodzić się w Warszawie (czy innym
          > mieście), by móc nazywać się warszawiakiem (czy paryżaninem). To o czym
          piszesz
          >
          > jest już sięganiem w przeszłość, czyli np. stwierdzeniem, że ktoś jest
          > warszawiakiem w drugim, trzecim, czy którymś kolejnym pokoleniu.
          > W Twoim przykładzie rodzice tej osoby nie są warszawiakami (mimo, że
          > mieszkają), ale ta osoba już tak.
          >
          > Dla porównania, jest wiele krajów, w których można uzyskać obywatelstwo po
          > pewnym okresie mieszkania w tym kraju, ale np. w Brazylii obywatelstwo mogą
          > otrzymać tylko osoby, które się tam urodziły (choćby były tylko np. dziećmi
          > ambasadora czasowo przebywającegow Brazylii). Przepis jasny i nie
          > posostawiający złudzeń. Moim zdaniem z obywatelstwem też powinno się określać
          > wyraźne granice (co innego prawo stałego pobytu i prawo pracy, a co innego
          > obywatelstwo). Człowiek o podwójnym obywatelstwie - cóż to za hydra :o((
          > Niestety, mi kojarzy się z podwójnym agentem :o)))
          >
          > Zdrówka :o)))
          Sorry, ale nie przekonałeś mnie do swojej definicji. Ja nadal uważam, że o
          przynależności do danego miasta, rejonu, kraju decyduje nie tylko miejsce
          urodzenia, ale również związki z nim. Jaki to jest Warszawiak, który jest
          pierwszym pokoleniem, które mieszka w tym mieście, a jego przodkowie pochodza
          np. z Pażniewa. Jest to mieszkaniec Warszawy, a nie Warszawiak.
          Pozdrowienia
          Syrena
    • wlodek55 Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... 08.10.02, 10:02
      Gość portalu: Tomaszek napisał(a):

      > Hej witam wszystkich ;o)
      >
      > Jako urodzony warszawiak chciałbym się dowiedzieć prawdy!
      >

      > Aby nieco podgrzać kociołek na samym początku dodam, że moim zdaniem
      > warszawiak to ktoś, kto URODZIŁ się w Warszawie.


      Małe pytanko.
      A w którym pokoleniu Waćpan jest Warszawiakiem?
      • Gość: Tomaszek Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: *.ipartners.pl 08.10.02, 17:15
        Hej :o)

        nie ma w tym żadnej tajemnicy - w drugim. Wcześniejsze pokolenia to
        wielonarodowa mieszanka z przewagą wschodnich kresów.

        Czy o lubieniu lub nie lubieniu decyduje ilość pokoleń?
        Czy w drugim pokoleniu jeszcze nie lubimy, a w trzecim już tak?
        Myślałem, że chodzi o zasadę - lubimy albo nie.
        Ogólnie jako "masę" lub indywidualnie osoby?

        Zdrówka :o)

        PS: A Waćpan Włodek55 z jakiego miasta?
              • Gość: Tomaszek Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.02, 09:17
                Hej :o)

                Być może w przeciwieństwie do Twego znajomego ja nie afiszuję się tak bardzo
                opowiadając wszerz i wzdłuż: "Hej, słuchajcie wszyscy, skąd jestem".
                Ktoś inteligentny zauważy rejestrację samochodu, z którego wysiadam i zacznie
                coś podejrzewać. Nie mamy jeszcze tablic rejestracyjnych na czołach :o)))
                Ale mimo wszystko mu współczuję, bo Śląsk to rzeczywiście swoista autonomia.

                A tak na poważnie - czy pytasz każdego napotkanego na ulicy skąd jest?
                Ja uważam, że akurat w rozmowie dwóch osób takie intymne bądź co bądź sprawy
                zależą od danej osoby, jeśli czuje się na tyle "bezpiecznie", jeśli ufa
                rozmówcy, może zdradzać różne szczegóły swojej osobowości. Ja nigdy nikogo o to
                nie wypytuję, uważam, że jeśli będzie chciał(a), sam(a) mi powie. Nie mam
                również takiego "szóstego" zmysłu i nie potrafię po języku, akcencie, itp.
                rozpoznać miejsca zamieszkania/pochodzenia (chyba, że mówi po góralsku, śląsku
                lub kaszubsku)

                Nadal nie "wyspowiadałeś" się ze swojego miasta urodzenia/zamieszkania?
                No i jak to będzie?

                Zdrówka ze słonecznej dziś Warszawki :o)))

    • Gość: Paweł Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: *.waw.cdp.pl 12.10.02, 22:19
      Do Warszawiaków. Na "prowincji" nie lubią Was przede wszystkim za Wasze
      zachowanie na drogach. Czy wymuszanie pierwszeństwa, wyprzedzanie na trzeciego
      a nawet czwartego na trasach w kierunku Helu to nie jest przypadkiem łamanie
      przepisów ruchu drogowego? A może kodeks drogowy Was nie dotyczy. Ja wiem, że
      Wam spieszno do Bryzy ale zrozumcie, że to przez Was przy drodze do Gdańska
      stoi tyle krzyży.
      • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: 157.25.128.* 14.10.02, 11:26
        To zjawisko wcale się nie zaczyna ono trwa od prawie 50 lat. To, że ktoś ma
        warszawską rejestrację nie znaczy, że jest Warszawiakiem. Już wcześniej pisałam
        o tym, że ktoś mieszka w Warszawie również nie znaczy, że jest Warszawiakiem
        (powtarzam pytanie: czy ktoś kto urodził się w Paryżu od razu jest Paryżaniniem
        lub Francuzem? Zdecydowanie nie.)Tak samo jest z Warszawiakami, Krakowianinami,
        Opolanami... A swoją drogą to Warszawiacy (ci nie farbowani)są bardzo
        porządnymi ludźmi - słowo daję - tylko szkoda, że jest ich tak mało w Warszawie.
        Pozdrawiam
        Syrena
        • Gość: Tomaszek Re: Lubimy czy nie lubimy - do Syreny IP: *.ipartners.pl 16.10.02, 12:50
          Hej Syreno :o)

          Widzę, że zgadzamy się przynajmniej w jednej kwestii - jeśli ktoś jedzie
          samochodem na warszawskiej rejestracji to nie znaczy, że jest Warszawiakiem.
          I mówię to naprawdę z doświadczenia, pracowałem kiedyś w dużej firmie, mieliśmy
          wiele samochodów służbowych na warszawskiej rejestracji, którymi jeździli
          ludzie nie mieszkający w Warszawie, ba, nawet z nią się nie identyfikujący. Nie
          raz słyszałem opowieści z trasy, że zrobili takie manewry, że się rozpychali,
          że wyprzedzali na 3 czy na 4, ale się nie przejmują, bo to i tak na konto
          Warszawiaków idzie.

          Natomiast jestem ciekawy Twojej definicji Warszawiaka: wiem już, że musi być
          urodzony i coś jeszcze. Czyli co - ile pokoleń w głąb, jak się ma udzielać, jak
          okazywać zżycie z miastem?

          Zdrówka :o)
        • Gość: Tomaszek Re: Lubimy czy nie lubimy do Syreny, PS. IP: *.ipartners.pl 16.10.02, 12:56
          Hej :o)

          Jeszcze krótka dygresja - czy jest inne miasto w Polsce, które tyle wycierpiało
          w czasie II wojny światowej? Represje, wywózki, Powstanie, wygonienie całej
          ludności, burzenie... Które miasto w Polsce to przeżyło? Jedynie Wilno i Lwów
          doświadczyły barbarzyństwa, no ale z innej strony i naprawdę żal.

          Więc jak można się dziwić, że do wyludnionej w 1945 roku Warszawy zjeżdżali się
          z całej Polski zarówno jej mieszkańcy, jak i inni. Zresztą komunistyczne władze
          wolały, żeby tych innych było zawsze jak najwięcej, zaś rodowitych
          przedwojennych Warszawiaków jak najmniej (miały na to swoje powody, o których
          tu zmilczę, bo je wszyscy znamy).

          I tyle historycznego wtrętu,
          Zdrówka :o)
          • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy do Syreny, PS. IP: 157.25.128.* 16.10.02, 14:54
            Cześć i czołem, wg mnie to w zwiazku z przejściami i pożogami wojennymi, o
            których piszesz (oczywiście, że tak było i chyba nikt temu nie zparzeczy;
            dorzuciłabym jeszcze wymordowanie narodu i liczne wyemigrowania - ale to
            zapewne też mialeś na myśli)optowałabym co najmniej do miejsca urodzenia
            rodziców. Jeśli rodzice od urodzenia mieszkają w Warszawie i ich dzieci również
            się tu urodziły i tu mieszkają - to są one Warszawiakami. Moja rodzina jest
            zakorzeniona w Warszawie od 6 pokoleń (znaczy to, że pradziadek mojego
            pradziadka urodził się i mieszkał w Warszawie). Praprapradziadek-Prapradziadek-
            pradziadek-dziadek-ojciec-ja (to po mieczu). Ze strony matki trochę później, bo
            od 4 pokoleń. Co prawda różne były koleje losów (wojny, powstania, zsyłki),
            część rodziny rozsiana jest oczywiście po Polsce i świecie, ale ta najbliższa
            urodziła się tu i w więksozści tu też spoczywa.
            Pozdrawiam serdecznie
            Syrena
            • Gość: ni Re: Lubimy czy nie lubimy do Syreny. IP: *.ichip.pw.edu.pl 10.03.03, 14:23
              Czegos nie rozumiem. Sytuacja hipotetyczna, urodziłam się w Radomiu, moja mama
              jest olsztynianką, tata wrocławianinem. Poznali sie i razem zamieszkali w
              Radomiu, gdzie ja sie urodziłam. Mieszkają tam nadal. Oczywiście, bywam u
              rodziny w innych miastach, ale nigdy tam dłużej nie mieszkałam. Czy możesz mi
              powiedzieć kim ja własciwie, według Twojej defincji, jestem? Bo do tej pory
              wydawało mi się, że radomianką. Czy nie lepszą definicją jest stwierdzenie, że
              o fakcie bycia np. radomianką decyduje to, czy urodziłam się w Radomiu? Takie
              podejście nie stwarza takich właśnie dylematów. Aż dziw, że dotychczas nikt na
              to nie zwrócił uwagi.
              A propos warszawiaków. Czy trzeba pochodzić z Warszawy, żeby zachowywać się jak
              warszawiak (a ściślej zgodnie ze stereotypem warszawiaka)? Czy zgodnie z tym
              stereotypem nie może zachowywać się np. poznaniak? Czy nie należy rozrózniać
              faktu, że ktoś urodził się w Warszawie i dlataego jest warszawiakiem a ktoś
              zachowuje się jak stereotypowy warszawiak. Podobnie jest z blondynkami. Moim
              zdaniem wszystkie te dowcipy nie mówią o kimś, kto ma blond włosy, tylko o kims
              kto mysli własnie w taki sposób - dla uproszczenia ten ktoś został nazwany
              blondynką.
              Pozdrawiam
    • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy - do Tomaszka PS IP: 157.25.128.* 16.10.02, 15:01
      Jeszcze dodam, że nikt się nie dziwi i nikt nie ma nikomu za złe, że osiedla
      się na stałe w Warszawie. Tylko dlaczego, się sadzą na Warszawiaków nie znając
      historii tego miasta. Dlaczego przenoszą wsiowe zwyczaje (np. lanie wody
      wiadrami w Lany Poniedziałek, trzaskanie drzwiami, zostawianie butów na klatce
      schodowej, trzepanie przez okno). A jak przychodzi co do czego, to mówią, że
      oni są z Warszawy, mają znajomości, widują aktorów i inne znane osoby - jakby
      to miało jakieś znaczenie. W rezultacie - tak myślę - są to osoby z dużymi
      kompleksami. I jak ma się lubić takich "Warszawiaków" To mi przeszkadza i tego
      nigdy nie zaakceptuje.
      To to byłoby na tyle
      Jeszcze raz pozdrawiam
      Syrena
      • Gość: Tomaszek Re: Lubimy czy nie lubimy - do Syreny IP: *.ipartners.pl 17.10.02, 09:29
        Hej Syreno :o)

        Przy Tobie poczułem się takim malutkim warszawianinkiem, że z lupą szukać :o|
        Jak już wcześniej wspomniałem ja mogę poszczycić się jedynie Tatą urodzonym w
        Warszawie (ale za to jeszcze przed wojną), natomiast dziadkowie i pra-
        dziadkowie (z obu stron) to są kresy wschodnie. Czy zatem jestem warszawskim
        kundlem?

        Kiedy czytam posty johanno czy Pawła, to od razu widzę moich kumpli z kraju
        rozbijaących się samochodami na warszawskiej rejestracji (wspominałem o tym
        wcześniej). Czy tylko z powodu stylu jazdy samochodem nie lubicie warszawiaków?
        Gdybym był złośliwy wtrąciłbym parę przykładów o jeździe samochodem po
        Warszawie kierowców spoza stolicy, ale zmilczę.

        A-ha, pojawił się wątek o podobnej tematyce na naszym Forum warszawskim, ale
        muszę z dumą przyznać, że tutejsi forumowicze są o niebo bardziej kulturalni w
        swoich wypowiedziach, wstyd mi za tamtych :o(

        Zdrówka :o)
        • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy - do Tomaszka IP: 157.25.128.* 17.10.02, 10:06
          Jesteś 100% Warszawiakiem. W sumie pochodzenie nie jest wyznacznikiem
          człowieczeństwa, ani naprawde nie świadczy na niekorzyść nikogo i w sumie nie
          ma znaczenia czy ktoś jest Warszawiakiem., Poznaniakiem, czy Grójczaniniem, czy
          Pcimianinem. Ważne jest jakim się jest człowiekiem i co sobą się reprezentuje.
          Prowincjonalizm jest kategorią intelektualną, a nie geograficzną. Pozdrawiam
          serdecznie
          Syrena
          • tomaszek00 Re: Lubimy czy nie lubimy - do Syreny 17.10.02, 12:09
            Hej :o)))

            Dziękuję :o)

            I zgadzam się z Twoją teorią o prowincjonaliźmie:
            >wsiowe zwyczaje (np. lanie wody wiadrami w Lany Poniedziałek, trzaskanie
            drzwiami, zostawianie butów na klatce schodowej, trzepanie przez okno).
            Śmieszy mnie jeszcze wystawianie pościeli na balkon, choć muszę przyznać, że
            kiedyś latem będąc na wsi spałem pod tak wywietrzoną pościelą z zapachem pól,
            siana i było naprawdę niezwykle...:o)

            Są oni tacy "dumni", bo wydaje im się, że wskoczyli do niewiadomo jakiej elity
            (mimo, że za elitę wcale się nie uważam). Ciekawe co by było, gdyby stolica
            Polski była w innym mieście (np. Kraków czy Gdańsk). Czy ich mieszkańcy też
            byliby tak nielubini, czy nastawienie reszty byłoby podobne?
            Czasem wolałbym, żeby stolicę razem z rządem i sejmem przenieśli do innego
            miasta, nie byłoby tych szopek, manifestacji itp.

            Zdrówka :o)

            PS - w zamierzchłej przeszłości mój ojciec miał Syrenę i podróżowaliśmy nią po
            całej Polsce :o))))
              • Gość: Tomaszek Re: Lubimy czy nie lubimy - do Syreny IP: *.ipartners.pl 17.10.02, 14:13
                Hej Syreno miła :o)

                a tu dotknęłaś małego problemu - nad Wisłą czy na Rynku Starego Miasta?
                Która jest bardziej Syrenia, warszawska?
                Władze chyba bardziej hołubią tą na rynku, bo i miejsce jaby bardziej
                prestiżowe, więcej turystów może oglądać, a nad Wisłą teraz nawet trudno
                podejść?

                Niemniej ściskam Twoje płetwy :o)))
                PS - tylko nie ćwicz na mnie swego miecza!
                • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy - do Tomaszka IP: 157.25.128.* 17.10.02, 15:37
                  Wcielam się w jedną z tych dwóch Syrenek w zależności od nastroju, otoczenia i
                  okoliczności. Także, jak chcę być stateczna i elegancka - to jestem tą ze
                  Starego Miasta, a jak chcę być lubieżna to jestem tą znad Wisły. Mimo wszystko
                  jstem delikatna i nikomu krzywdy nie robię. Także nie obiawiaj się.
                  Jeszcze raz pozdrawiam. Bardzo miło się z Tobą dyskutowało - po prostu, jak
                  Warszawiak z Warszawianką.
                  Syrena
                  • Gość: Tomaszek Re: Lubimy czy nie lubimy - do Syreny :o) IP: *.ipartners.pl 17.10.02, 17:48
                    Hej :o)

                    czy chcesz już zakończyć ten wątek, a tak miło się zrobiło, w końcu wspólne
                    zdanie, no i te pomniki, jakoś się rozkleiłem ...

                    Właśnie zdałem sobie sprawę, że już dawno nie widziałem Syrenki nad Wisłą,
                    muszę tam podjechać w przyszłym tygodniu (jak się uda) i popatrzyć na tę
                    lubieżność ;o)

                    Pozdrawiam gorąco i do zobaczenia ;o)
                    Tomaszek

                    PS: "mieczy Ci u nas dostatek, ale i te przyjmiemy..."
                    • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy - do Tomaszka IP: 157.25.128.* 18.10.02, 09:12
                      Witam, ten wątek chyba już wyczerpaliśmy. Możemy podyskutować np. nt. dzielnic
                      Warszawy, które są "nasze", a których nie lubimy. Proponuję jednak przejście do
                      innego forum nt. Warszawa, bo tu na Turystyce, jakoś chyba nie pasujemy. Co o
                      tym myślisz? Ja już założe wątek pt. "Warszawiacy...kontynuacja"
                      Jeżeli będziesz chciał podjąć temat, będzie mi bardzo miło.
                      Pozdrawiam
                      Syrena
                    • Gość: Syrena Re: Lubimy czy nie lubimy - do Tomaszka IP: 157.25.128.* 18.10.02, 09:14
                      Witam, ten wątek chyba już wyczerpaliśmy. Możemy podyskutować np. nt. dzielnic
                      Warszawy, które są "nasze", a których nie lubimy. Proponuję jednak przejście do
                      innego forum nt. Warszawa, bo tu na Turystyce, jakoś chyba nie pasujemy. Co o
                      tym myślisz? Ja już założe wątek pt. "Lubimy, czy nie...kontynuacja"
                      Jeżeli będziesz chciał podjąć temat, będzie mi bardzo miło.
                      Pozdrawiam
                      Syrena
    • xris Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... 05.01.03, 00:45
      Gość portalu: Tomaszek napisał(a):

      > Jak to jest - czy lubicie czy nie lubicie warszawiaków?
      > Jeśli lubicie, to za co,
      > a jeśli nie lubicie, to za co?

      Jako urodzony warszawiak - nie lubię. Mam to szczeście, że pół zycia przeżyłem
      poza Warszawą (zarówno w mieście większym, jak i mniejszym od Warszawy)

      > Aby nieco podgrzać kociołek na samym początku dodam, że moim zdaniem
      > warszawiak to ktoś, kto URODZIŁ się w Warszawie. A więc, nie każdy, kto
      > mieszka w Warszawie, jest warszawiakiem, jak również nie każdy warszawiak
      > mieszka w Warszawie. Namieszałem?

      oj, namieszałeś :-)... czy dziecko warszawiakow wg Twojej definicji urodzone
      np. podczas podróży do innego miasta nie jest warszawiekiem? i nic a nic nie
      pomoże, że kilku dni po urodzeniu mieszka w Warszawie? ;-)

      Pozdrowienia,
      xris
      • Gość: acton Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... IP: *.net.pl 08.03.03, 05:22
        Jutro cosik napiszę więcej. Teraz w skrócie. Generalnie Warszawiaków ciężko
        lubić za całokształt. Pojedyńcze przypadki są spoczko, ale większość z którymi
        się spotkałem to tragedia. Przykład z dzisiaj. Do Krakowa (w którym się
        urodziłem i mieszkam) przyjechał chłopak mojej kumpeli z uczelni. Praktycznie
        co kilka zdań w jakiś sposób musiał podkreślić, że na jakąś wieś musiał
        przyjechać, że tego albo tamtego u nas nie ma, albo że Warki w knajpie nie
        sprzedają, a w ogóle, że w knajpie ciasno. Za każdym razem krzywił się z
        obrzydzeniem. Praktycznie codziennie przebywam na Rynku i co chwilę co jakieś
        wycieczki. Bardzo łatwo zauważyć, które są z Warszawy. Dzieciaki już mają
        powbijane do głowy jak to u niech nie jest dobrze. Mały Warszawiak patrząc na
        Wawel, albo Sukiennice powie: "eeee wcale nie takie ładne", podczas gdy inne
        wycieczki są znacznie bardziej podniecone, dzieci mają buzie pootwierane buzie
        z zachwytu, dzwonią do domu z budek i opowiadają, że przed chwilą widziały
        smoka wawelskiego itp. Takich przypadków jest tysiące. Do Warszawy też często
        jeżdżę i już na Centralnym muszę być w pewien specyficzny sposób potraktowany
        przez kasjerkę, panią ze sklepu itp. To są takie przykłady, które teraz wpadły
        mi do głowy, ale jest ich tysiące. Aha, jeszcze się z pewną częstą rzeczą
        spotykam. Ludzie z Warszawy, gdy są krytykowani,ich naczęstszym kontrargumentem
        są małomiasteczkowe kompleksy krytykującego:)\
        Jednak się rozpisałem. Jutro napiszę coś więcej.
        Pozdrówka
        • ziggy.s Re: Lubimy czy nie lubimy warszawiaków... 16.03.03, 16:56
          Interesujace - a ciekaw jestem co powoduje ze ta pani na centralnym traktuje
          cie w taki a nie inny sposob ?
          Co powoduje ze rozpoznaje w ciebie nie-Warszawiaka - bo zakladamy ze to jest
          powodem extra obslugi.
          Moze zbyt szeroko otwarta buzia z nieumytymi zebami bo chyba nie masz wypisane
          na czole "Krakow wita/zegna wies" po ktorym ta pani selekcjonuje tych ze
          stolycy od calej reszty ?

          Wyluzuj kolego

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka