loiterer
01.09.07, 21:58
Wyjeżdżajac na urlop do Gdańska w sezonie natknęłam się na Villę Ada w Gdańsku
Oliwie. Wspaniałe położenie, ze smakiem urządzone pokoje. Zadzwoniłam pod
podany na stronie nr tel. Miły pan utkwił mnie w przekonaniu, że warto być
gościem Villa Ada. Następnego dnia dokonałam przedpłaty i potwierdziłam
rezerwację drogą mailową. Otrzymałam potwierdzenie przyjęcia przedpłaty. W
mailu poproszono mnie o: "Jednocześnie proszę o kontakt telefoniczny na około
godzinę
przed przyjazdem na numer telefonu komórkowego (tutaj nr )". Zadziwiło mnie
to, ponieważ jeszcze żaden pensjonat czy hotel nie prosił mnie o zaanonsowanie
siebie samej.
Naiwnie jednak zadzwoniłam godzinę przed przybyciem. I ... zaczęły się schody.
W rozmowie telefonicznej zostało mi "pozwolone" przyjść do zarezerwowanego
pensjonatu. Tak, niemal na zupełnym marginesie, zapytał mnie rozmówca czy
wspominał mi, że w sumie mają tutaj mały remont. Nie muszę chyba pisać, że
wspaniałomyślnie o tym zapomniał! Według niego remont nie jest poważny, ot
kilka rur na podwórzu i trochę pali drewnianych. Do tego facet uparcie
dopytywał się czy mam rezerwację na tańszy pokój czy na ten o podwyższonym
standarcie. A skąd ja to mogłam wiedzieć? Zrobiłam rezerwację na pokój, który
- rzekomo - był ostatnim wolnym pokojem.
Po takiej rozmowie nie dałam sobie popsuć wakacji i - mimo wszystko -
postanowiłam pojechać do Villi Ada i przekonać się na własne oczy.
Dom wolnostojący w spokojnej dzielnicy Gdańska- Oliwy. W miejscu, gdzie kiedys
był z pewnością ogród, leżały góry metalowych prętów, drewnianych belek i
innych gadżetów potrzebnych do generalnego remontu domu!!! Mały remont okazał
się być dobudowywaniem drugiego piętra! A takich rzeczy nie planuję się z dnia
na dzień. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył facet, który rozmawiał ze mną
dwukrotnie przez telefon. Kiedyś miły pan przestał być miły. Po przedstawieniu
się znienił tonację głosu. Zostałam zaproszona do środka. Pokazany został mi
pokój z serii: wyższy stardard. O gustach się nie dyskutuje. Przemilczę więc
wygląd pokoju. Wielkość łazienki była tak powalająca, że trudno się było
obrócić. Wykładzina w stylu "późny PRL" była tak zabrudzona, że strach było
stanąć bez obaw na niej. Reasumując: pomieszczenie to nie widziało nigdy
designera!
Do pokoju wszedł (przypuszczam właściciel czyli) facet, który otworzył mi
drzwi. Zaczęlismy rozmowę. Okazało się, że - rzekomo - w zeszłym tygodniu
pensjonat odwiedzili Rosjanie, którzy wzniecili ogień i własciciel postanowił
zrobić remont. Wszystko rozumiem, ale stanu zamkniętego nie uzyskuje się w
kilka dni. Poprosiłam aby pokazano mi kuchnię, z której goście mieli możliwość
korzystać. Stan estetyczny tego pomieszczenia (przy wielkości 1m x 0,5m trudno
mówić o kuchni) powalił na kolana. Pan oprowadzający mnie po tym przybytku
wyjaśnił, że właśnie przygotowuje sobie posiłek i jak skończy to posprząta SIC!
Wróciliśmy do pokoju. Zostałam poproszona o dowód tożsamości i ... opłatę Z
GÓRY !!!! za pobyt. Tutaj granice mojego zrozumienia zatarły się. Starałam się
wyjaśnić, że taki nocleg to usługa i idąc do restauracji nie płaci się z góry
- wyjątek stanowią bary szybkiej obsługi. Właściciel tłumaczył, że jak był w
Zakopanym to musiał tak płacić, a tak w ogóle to jak ktoś zadzwoni, to on
wtedy wie jak długo pokój jest zajęty. Na nic zdały się wyjaśnienia, że
rezerwując pokój jasno określiłam daty swojego pobytu.
Czyżby właściciel obawiał się, że w pierwszej godzinie pracy robotników
zrezygnuję z wypoczynku na tym "terenie budowy"?
Obniżenie ceny za niedogodności związane z remontem kapitalnym obiektu
wchodziły w rachubę ... przy następnym pobycie :)
Dostałam gwarancję, że pracownicy zachwują się niezwykle spokojnie. A było to
tak przekonujące jak moja pierwsza rozmowa telefoniczna.
Dziękuję, nie skorzystam.
Poprosiłam o zwrot wpłaty informując tym samym o rezygnacji z urlopu w tym
obiekcie, ponieważ przy rezerwacji nie poinformowano mnie o kapitalnym
remoncie obiektu. Mój rozmówca zapewnił mnie, że wpłacona kwota zostanie
przelana na konto.
Wyszłam.
Tydzień po umówionym terminie przelewu zadzwoniłam z przypomnieniem.
Dowiedziałam się, że on jest wyłącznie pracownikiem, ale poinformował
właścicielkę (przy pierwszej rozmowie telefonicznej słyszałam o właścicielu,
dlatego sądzę, że zostałam wprowadzona w błąd i cały czas miałam doczynienia z
właścicielem z roztrojem jaźni).
Po kilkunastominutowej rozmowie okazało się, że on nie widzi podstaw do
wypłaty zaliczki. Chociażby dlatego, że wychodząc nie wyjaśniłam powodów
rezygnacji i w sumie to mój problem, że wyszłam nie korzystając z usług Villa
Ada w cenie ... 180 PLZ za noc!
Nadzieje na zwrot przedpłaty straciłam dawno. A post wystawiam ku przestrodze.
Zanim zdecydujesz się na wypoczynek w Villa Ada w Gdańsku, pomyśl czy warto
.. tracić czas i kasę!
Pozdrawiam,
Loiterer