lukaszmozdzen
12.11.09, 00:28
Witajcie,
Mam nadzieję, że mi wybaczycie męski wpis o rozwodzie w "Rozwódki".
Zgłaszam się do Was wszystkich z ogromną prośbą o pomoc/poradę.
Z żoną wzięliśmy ślub 2,5 roku temu po zaledwie 4 miesiącach znajomości. 10 miesięcy po ślubie urodziła nam się córeczka, która ma obecnie półtora roku. Zaraz po ślubie wylecieliśmy do Anglii gdzie mieszkamy do dziś. Problem w tym, że co tu dużo ująć, niezbyt dobrze się rozumiemy, często się kłócimy. Czasami w kłótniach rzucamy hasła o rozwodzie itp. ale jak po burzy przychodzi słońce tak i po kłótni przychodzi spokój. Tylko pytanie: ile tak można? Jestem w stanie z pełnym sumieniem (jak i moja żona pewnie również) stwierdzić, że nijak to nie ma sensu dalej w tym tkwić. Tylko, że chyba tak naprawdę sami się boimy to zrobić. Moja żona pewnie boi się co z nią i dzieckiem dalej będzie itp. a ja się boję, że będę tego żałował, że sobie z tym nieporadzę. Może byłoby łatwiej gdybyśmy nie mieli dziecka. Ja swoją córkę kocham naprawdę mocno (każda matka wie jak bardzo kocha swoje dziecko tak i ja je kocham). I bardziej niż, żony boję się co to będzie: moje jedyne ukochane dziecko z racji rozstania rodziców będzie z dala ode mnie, nie będzie mnie kiedy będzie dorastać, uśmiechać się, wołać "tato"... Żal mi się rozstawać z moim dzieckiem, bo wiem, że kiedy dorośnie będzie jej wpajane jaki to ojciec niedobry był i jest. I co ja wtedy zrobię? Sam nie wiem co robić. Z jednej strony nie ma sensu dalej żyć razem, z drugiej nie chcę udawać całe życie "męża" by móc być z córką cały czas.
Pozdrawiam i proszę o porady
Łukasz