3zwis
24.11.09, 13:31
MOZE macie podobne doswiadczenia? na razie nie ide do adwokata bo
wstd mi za swoje zachowanie i kasy brak. generalnie chcialabym
rozwod z orzeczeniem o winie meza. pokrotce: po slubie zaczely sie
miedzy nami scysje, ja bylam zaraz w ciazy,wiec nerwki tez mialam
niezle. w ciazy a pozniej krotko po dochodzilo do rekoczynow.
najczesciej to ja rzucalam sie na meza wymierzajac policzek, on
oddawal i bijatyka gotowa. kilka razy przywalilam mu tym co mialam
pod reka, deska do krojenia, kuchennymi narzedziami, taboretem,
strszylam go nozem (ale nigdy bym sie nie odwazyla zrobic mu nim
krzywde-za zwyczaj chodzilo o to zeby zwrocil na mnie uwage i
zastanowil sie ze moze mam racje,ze czuje sie odtracona,niepotrzebna
mu itd,zeby przestal mnie ponizac i wyzywac od k...). to moje
przewinienia. potem po pologu jakos sie opanowalam i zrozumialam ze
zle robilam,bo nie trafilam takiem zachowaniem do niego a tylko sie
oddalilismy. probowalam odkrecic sytuacjie,ale nie da sie juz.
ale teraz winy meza: codzienne naduzywanie alkoholu, narkotyki w
portfelu (podobno nie jego), szarpanie, grozenie, wyzywanie od
najgorszych, brak seksu, pobicie (w trakcie naszej bijatyki)ze
skutkiem oplakanym, on caly i zdrowy a ja w szpitalu w
gipsie,olewanie obowiazkow domowych, male angazowanie sie w zycie
rodzinne,robienie czegokolwiek w domu z wielka lacha, duszenie i
podbicie oka w 7miesiacu mojej ciazy, slowny terroryzm-grozby ze
mnie wyrzuci z domu, dzielenie kasy na jego i moja,zabieranie kluczy
do domu bo "nie moj". itd
wiem wina jest po obu stronach, ale czy w takim przypadku mam szanse
na uzyskanie rozwiodu z jego winy???? nie radzcie mi ze lepiej bez
orzekania o winie,bo nie spieszno mi do zeniaczki,wiec na rozwod
moge zaczekac,a zszargane nerwy...znajac klase mojego meza mam to i
tak jak w banku,wiec przyjnajmniej chce lepiej na tym wyjsc,bo czuje
sie bardziej pokrzywdzona.
owszem ja sie dolozylam do tego calego gowna,ale w pore sie
zmiarkowalam,ze zejemy jak patologia,niestety moj maz tylko taki
obraz zna z domu rodzinnego i nie chce nic zmieniac,wyzwiska,
grozby pt "zaraz ci sypne" to norma.
mam stosowne nagrania, obrukcje, swiadkow ze ciagle dla niego byl
najwazniejszy komputer i TV niz wspolne wyjscia,wspolne
Swieta,wakacje itd.
jak myslicie czy masz szanse rozwiasc sie z jego winy? ja chcialam
ratowac to malzenstwo,ale on nie.