mazi27
03.08.04, 21:27
Moj maz chce rozwodu. Przez 5 lat malzenstwa bylo ciezko ale dla mnie to bylo
na dobre i zle. Pol roku temu chcial juz rozwodu i powiedzial ze mnie juz nie
kocha. Wyblagalam szanse, ale pozorna. On juz rozwod zaplanowal i nie chcial
nam dac tej szansy. A ja w moim mniemaniu walczylam jak moglam. I 3 dni temu
mowi ze jest pewien na 100% ze cche rozwodu, nic do mnie nie czuje i nic dla
niego nie znacze. Chce miec kogos nowego. Powtarza to co jakis czas. Co mam
robic? Tkwic w naszym mieszkaniu i blagac Boga o ratunek dla naszego
malzenstwa? Czy odejsc, wrocic w moje rodzinne strony i cierpiec w
samotnosci? Kocham go na zawsze, na dobre i zle. Nie chce mi sie zyc. Nie mam
motywacji do niczego. Nie wiem jak powiedziec o tym moim rodzicom, nie wiedza
jak bylo zle bo im nie mowilam i teraz boje sie ze przeze mnie jeszcze moze
ktores z nich wyladowac w szpitalu. Jestem na tabletkach uspokajajacych i
alkoholu, nie moge nic jesc nie moge spac i pracowac. Co mam robic, skad
wziac sily????? Nie dam rady z tym sama .............