Dodaj do ulubionych

Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem?

06.01.05, 00:50
Stoje przed rozwodem. Zdecydowalam sie, on jeszcze o tym nie wie (to znaczy
wie, ze sie nam nie uklada i ze mysle o odejsciu, ale ludzi sie, ze sie moze
jeszcze uda). Jestem od niego bardzo zalezna finansowo, jako, ze studiuje i
tylko troche zarabiam, a on, duzo starszy pracuje od dawna. On ma mieszkanie,
wiele przedmiotow w nim sie znajdujacych i mebli dostalismy w prezencie od
naszych rodzin.
Planuje sie wyprowadzic. Boje sie, ze jesli mu o tym powiem, nie pozwoli mi
nic ze soba zabrac, a przeciez rzeczy sa wspolne. A potrzebuje garnki,
talerze, moje ciuchy, reczniki itp. Niektore sama kupowalam. No i pieniadze.
Przeciez to, co odlozylismy przez te 2 lata, jest wspolne.
Teraz nie wiem, czy po prostu pod jego nieobecnosc wyniesc sie i wziasc co
uwazam do mnie nalezy? Czy dyskutowac i prosic? Czy wyjac z konta czesc
oszczednosci? Macie jakies doswiadczenia?
Obserwuj wątek
    • rozwoodka Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 07.01.05, 03:37
      Moje doswiadczenie bylo takie, ze przygotuj sie po ciuchu. Nie pros, bo on moze
      byc zly na ciebie, ze ty go pierwsza opuszczasz, taka po prostu meska ambicja,
      czy urazone ego. Wybierz pieniadze, ktore zaoszczedziliscie wspolnie i zabieraj
      co ci sie nalezy. Pamietaj, ze on na pewno nie bedzie mial skrupulow w stosunku
      do ciebie, wiec bierz co twoje i juz. Taka moja rada, bo nie sadze, zeby
      proszenie o dobre uklady i podzielenie ulozylo sie po twojej mysli. Powodzenia
      i oby wszystko jak najlepiej ci sie udalo.
      • calineczka2 Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 07.01.05, 09:26
        Szczegolnie, ze jest bardzo czuly na punkcie pieniedzy...
        Troche mnie przeraza taki plan, ze wynosze sie po cichu pod jego nieobecnosc..
        tak jakby to nie bylo fair... a z drugiej strony nie moge zostac na lodzie w
        jednych butach, a tego sie obawiam.
        Nie wiem tez, czy to potem przyczyni sie moze do przebiegu sprawy rozwodowej. I
        czy powinnam sie od razu wymeldowac?
      • angii Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 11.01.05, 15:17
        Zgadzam sie. Moj maz odszedl wlasnie po cichutku, bez uprzedzenia i zabral to
        co sam uwazal za stosowne.I dlatego odradzam ta opcje. Nie4stety jest jeszcze
        druga strona medalu, o ktorej pisze Calineczka. Co jesli maz nie zgodzi sie na
        zabranie rzeczy z domu, czesci oszczednosci? Z czego bedzie dziewczyna zyla,
        jak wystartuje? Przeciez sprawy sadowe o podzial majatku, rozwod ciagna sie
        bardzo dlugo. Przed Toba Calineczko bardzo trudna decyzja.

        Pozdr.
        • calineczka2 Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 12.01.05, 00:09
          Jak juz pisalam, nie zgodzi sie na zabranie niczego, jak juz mi pare razy
          zaznaczyl, jak rowniez zaznaczyl, ze we mnie "inwestowal" i bede go musiala
          splacic.
          A to co ja kupilam to niewazne, bo on wiecej pieniedzy wlozyl i do niego
          wszystko nalezy. Lacznie ze mna.
          Wiem, ze to obrzydliwe tak planowac "po cichu" ale on wie, ze ja chce odejsc,
          teraz mysli, ze sie nie odwaze, bo nie mam dokad pojsc, sam mi to powiedzial.
          Pozdrowienia,
          C.
          • jesiennapani Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 12.01.05, 08:58
            Zabrać rzeczy osobiste to absolutnie wolno.
            Wyjsciem z tej sytuacji byłoby podjęcie pracy
            i wynajęcie pokoju, moze nawet wspolnego z inna dziewczyna.
            W razie nachodzenia przez męza są świadkowie.
            Majatek w małżeństwie jest liczony 50/50 bez wzgledu
            na to kto i w jakiej mierze go stworzył.
            Wiele kobiet niepracujących latami tkwi w niechcianym związku,
            bo boją sie odejśc i podjąć ryzyko.
            A życie przepływa im obok.
    • balbina11 Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 12.01.05, 13:47
      Kochana, ja odeszłam tak jak stałam. Wydawało mi się, że po rozmowie, że
      odchodzę będę mogła zabać swoje osobiste rzeczy. Niestety nie. Zmienione zamki,
      prawie dwa lata minęły i ciągle nie odzyskałam swoich majtek np. i innych
      osobistych rzeczy, dokumentów itd. Zostałam z torebką i w tym w czym wyszłam.
      Teraz żałuję, że nie wyniosłam wszystkiego co moje, bo pewnie już tego nie
      odzyskam...
    • searover Odejsc z klasa 12.01.05, 14:28
      Rozne bywaja w zyciu sytuacje, ale przykro patrzec, gdy jedyna alternatywa
      zdaje sie albo potajemna ucieczka, albo potezna wojna. jezeli Wam jest zle ze
      soba, to moze po prostu sie dogadacie? Po co ciagnac cos, co irytuje Was oboje?
      Co z tego, ze facet nie da Ci forsy? Polepszy swoje zycie? Z drugiej strony -
      jest przeciez prawo nakazujace podzial majatku o ile przed slubem nie spiasano
      intercyzy. Jesli nie dostaniesz zywej gotowki to przynajmniej prawo do czesci
      mieszkania, samochodu. Dodatkowo, osoba ktorej warunki zyciowe po rozwodzie
      pogarszaja sie, ma prawo byc alimnetowana przez bylego wspolmalzonka przez
      ograniczony okres czasu. O ile wiem, sady na ogol biora strone kobiet, ktore sa
      w ich mniemaniu strona slabsza w sporze (o ile to byla malzonka nie zniszczyla
      zwiazku przez namietne stosunki z jakims mlodszym samcem).
      Gdy moja eks poinformowala mnie, ze chce odejsc, ja po prostu sie zgodzilem, bo
      tez juz mialem dosc. Podzielilismy sie majatkiem po polowie bez udzialu sadu, a
      ja place na nia alimenty dzieki czemu ona moze spokojnie studiowac. Odwiedzam
      dzieci u niej w domu, albo one przyjezdzaja do mnie. Zdarza sie nam tez
      wspolnie (t.zn. cala czworka) spedzic wigilie. Pozostalismy przyjaciolmi mimo,
      ze nie chcialbym nawet teraz, gdy emocje opadly, mieszkac z nia pod jednym
      dachem.
      Tak sobie mysle, ze moze lepiej odejsc wczesniej i jawnie niz meczyc sie,
      przechodzic gehenne codziennych awantur a potem znikac jak zlodziej.
      Wlasnie - prawo jest po Twojej stronie. Jesli jednak uciekniesz, oprozniajac
      konto i mieszkanie, to juz takie oczywiste nie bedzie.

      Mimo wszystko zycze odwagi w podejmowaniu decyzji. Nikt tego za Ciebie nie
      zrobi.
      • calineczka2 Re: Odejsc z klasa 12.01.05, 15:43
        Jak juz pisalam wyzej, dogadanie sie nie wchodzi w gre. Oznajmil mi, jak juz
        wyzej nadmienilam, ze nie mam na nic liczyc i to ze ja mu jestem winna za
        rzeczy, ktore on mi kupil w czasie malzenstwa (ciuchy, ksiazki, kosmetyki,
        jedzenie) Auta i mieszkanie jest na niego zapisane, nic nie dostane. Zostane
        tak jak balbina bez wlasnych majtek. Powiedzial, ze sie dobrze zabezpieczyl i
        wykaze, ze ma same dlugi. A pieniazki ktore dostalismy w prezencie slubnym dal
        mamusi na przechowanie, nie mam prawa ich ruszac.
        Oprozniac mieszkania, jak juz pisalam, nie chce, tylko miec swoje rzeczy
        osobiste plus pare niezbednych do zycia garnkow, sztuccow czy poscieli (tego
        mamy tak duzo, ze nawet nie zauwazy).
          • milcha1 Re: Odejsc z klasa 12.01.05, 20:04
            Kobieto, sama się tak urządziłaś, więc czego teraz oczekujesz?!
            pozwalałaś na to, że nie mówił ci ile zarabia.
            Pozwoliłaś utrzymywać się.
            Pozwoliłaś żeby podejmował za ciebie decyzje, inwestował w ciebie.
            Doprowadziłaś do takiego stanu i częściowo jesteś za to odpowiedzialna.
            ponieś konsekwencje.
            Porozmawiaj z mężem, odejdź i zacznij zarabiać na siebie zamiast myśleć o
            alimentach od niego.
            Jeśli chcesz być przez niego utrzymywana, to dalej męcz się z nim.
            A może szkoda ci jego pieniędzy?
        • searover Re: Odejsc z klasa 12.01.05, 22:08
          calineczka2 napisała:

          > Jak juz pisalam wyzej, dogadanie sie nie wchodzi w gre. Oznajmil mi, jak juz
          > wyzej nadmienilam, ze nie mam na nic liczyc i to ze ja mu jestem winna za
          > rzeczy, ktore on mi kupil w czasie malzenstwa (ciuchy, ksiazki, kosmetyki,
          > jedzenie) Auta i mieszkanie jest na niego zapisane, nic nie dostane. Zostane
          > tak jak balbina bez wlasnych majtek.

          Bzdura. Gadac sobie mozna rozne rzeczy a prawo jets prawem. Co to znaczy, ze
          jest na niego zapisane? Spiywaliscie intercyze? Na kogos zapisane byc musi co
          nie znaczy ze majatek nie jest wspólne. Ty masz takie samo prawo do jego
          kalesonow jak i on do Twojego biustonosza (w sensie majatkowym).

          Powiedzial, ze sie dobrze zabezpieczyl i
          > wykaze, ze ma same dlugi. A pieniazki ktore dostalismy w prezencie slubnym
          dal
          > mamusi na przechowanie, nie mam prawa ich ruszac.
          A moze wyjasni dlaczego nie masz prawa? Jakie to prawo (konkretny paragraf)?

          Jezeli macie tego tak duzo, to poki wszystko jest wspolne odzaluj 100 zl na
          adwokata. Prawnicy maja o wiele wieksze doswiadczenie w tego typu sprawach. to
          ich chleb powszedni. Twoj malzonek nie musi oczywiscie zaraz o tym wiedziec :)
          • calineczka2 Re: Odejsc z klasa 13.01.05, 15:13
            Nie, nie mamy intercyzy. Problem mam o tyle spory, ze nie mieszkamy w Polsce.
            Slub bralismy w Polsce i tam musimy sie tez rozwodzic. Tym bardziej jest mi
            ciezko sie wyprowadzic, nikogo prawie tu nie znam i nie mam pieniedzy. Do
            Polski nie chce wracac, bo tu studiuje i niedlugo skoncze.

            > mamusi na przechowanie, nie mam prawa ich ruszac.
            > A moze wyjasni dlaczego nie masz prawa? Jakie to prawo (konkretny paragraf)?
            >
            Bo sa nie moje tylko "nasze" poza tym on wydal przez siebie zarobione pieniadze
            na mieszkanie i moje utrzymanie, wiec w zasadzie wedlug niego sa "jego"
    • jagula5 Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 13.01.05, 18:49
      powiem Ci, ze tak zrobił mój mąż. I tak sczzerze to niewiem komu to na dobre
      wyjdzie. Pomijając już skutki prawne-to on będzie musiał żyć do końca życia ze
      świadomością, że okradł i zostawił najbliższych sobie ludzi, w tym własnego
      syna...
      Jak odjedziesz bez niczego to sąd i tak podzieli majątek na pół i tak jak ktoś
      Ci już poradził możesz go o alimenty ścignąć. Jak zabierzesz wszystko odchodząc
      nie będziesz bez winy.
      Oczywiście ja bym wzięła wszystko co jest moje i co ja wniosłam do wspólnego
      domu. Resztę mu zostaw-pieniądze szczęścia nie dają....
      Znajdź sobie pokój, pracę i dasz radę-ja też dałam :)
        • calineczka2 Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 14.01.05, 17:24
          To co on ma - mieszkania, samochody - to niech bedzie jego, on je finansowal i
          do tego nic nie mam. Ja nie jestem swinia i nie bede zadac czegos co on sobie
          wypracowal. Chodzi mi raczej o moje rzeczy osobiste i drobiazgi takie jak lampa
          na biurko czy moj komputer czy talerze i garnki, takie ktore bede na poczatku
          potrzebowac a nie stac mnie, zeby nowe kupic. Szczegolnie, ze mamy tyle ze nie
          zabrakloby na 3 gospodarstwa domowe.
          • ojlili Re: Jak odejsc? Po cichutku czy z wielkim hukiem? 14.01.05, 17:42
            Calineczka...
            Kiedy jestes uczciwa i odkryta stajesz sie łatwym łupem.
            Wygląda na to .... że Twoj meżczyzna nie bedzie mial skrupułów.
            Pusci cie bosa i naga tym chetniej im bardziej bedzie czuł sie skrzywdzony
            twoim odejsciem.
            Kiedy wszystko sie juz skończy i podsumujesz bilans- Bedzie na twoja
            niekorzyść.
            Bedziesz slusznie rozżalona i nikt nie bedzie ci mogl pomoc, bedziesz sobie
            zadawac pytania "jak moglam byc taka naiwna" oraz "to nie jest sprawiedliwe"
            Bo nie jest.
            Gdybym mogla odwrocic swoje zycie bylabym bardziej zapobiegliwa wlasnie w
            materialnych sprawach.moja uczciwosc i uczuciowosc ..podobna twojej kosztowala
            mnie to ze teraz w polowie zycia jestem wlasnie gola i wesola pomimo ze
            zawsze dobrze zarabialam ale rownie dobrze prowadzilam gospodarstwo domowe
            przegapiwszy to ...ze prowadze je wylacznie za swoje pieniadze.
            A potem byly juz tylko horrendalne dlugi do splacenia (poza gospodarstwem w
            scislym slowa znaczeniu) ale tez na moje nazwisko...A moj mąż dumnie
            oswiadczyl: długi na moje nazwisko splacilem.

            Teraz weź to co twoje i to co ci sie twoje wydaje i zmykaj....nie wygladasz na
            osobe ktora sie w tym zatraci.
            o.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka