Alimenty na meza.

08.01.05, 20:12
Ten post zamiescilam takze na forum kobieta.

W skrocie wyglada to tak: zostawilam meza i wystapilam o rozwod. Maz nie
chcial sie zgodzic i robil cyrki, wywlekal intymne sprawy w sadzie. Chcialam
jak najszybciej zakonczyc sprawe rozwodowa bez prania brudow, wiec popelnilam
blad i nie walczylam, teraz odczuwam tego konsekwencje. Orzeczono rozwod z
mojej winy, mimo, ze maz do konca sie na niego nie zgadzal. Po pewnym czasie
pomyslalam, ze oprzytomnial, pogodzil sie, ze nie bedziemy razem juz nigdy i
pol roku pozniej sie z nim skontaktowalam. Chcialam sie dowiedziec, co
slychac, jak zyje - w koncu troche razem przezylismy i nie jest mi
czlowiekiem zupelnie obojetnym. Od nowa zaczal podchody, chcial sie spotkac,
zaczelismy pisac do siebie maile - jak starzy znajomi. Kiedy sie dowiedzial,
ze mam kogos i nie wrocimy do siebie na pewno juz nigdy, zmienil ton. Podal
mnie o alimenty. Zasadzono mi 250 zl. Placilam 4 miesiace. Teraz zaszlam w
ciaze i zaczynaja sie nowe wydatki. Na razie na lekarza (prywatne wizyty), a
potem wiadomo, ze bedzie ich coraz wiecej. Czy jesli teraz wyjde za maz i
zrezygnuje z pracy, moj maz bedzie musial placic na mojego eksmeza? Z bylym
mezem nie mam dzieci.
    • ania_53 Re: Alimenty na meza. 10.01.05, 12:18
      Alimenty na męża? Czyli co, on jak dziecko? A do roboty i niech rękawki
      zawinie! Nie daj się!
      A odnośnie winy rozpadu małżeństwa.Ja udowodniłam, że całkowitą winę ponosi mój
      były mąż.Uważam,że nie przemyślałaś całej sprawy przed wyrażeniem zgody.
      • milcha1 Re: Alimenty na meza. 10.01.05, 13:53
        Ona nie miała co przemyśliwać. Jej Ex przed sądem udowodnił, że ona jest winna
        rozpadowi małżeństwa a sąd orzekł wyrok. Jeśli komuś przestaje podobać się
        zabawa w rodzinę to ponosi tego kosekwencje.
        Jeśli popadł w niedostatek miał prawo wystąpić o alimenty od byłej żony.
        Widocznie mu się należały skoro sąd je "zaklepał".
        Jeśli urodzi dziecko to jest podstawa do obniżenia alimentów.
        Mamy równouprawnienie. Możesz pracować i wychowywać dziecko. No i płacić na Ex
        alimenty.
      • rafixcch Re: Alimenty na meza. 10.01.05, 19:27
        a co mąż nie może być pokrzywdzony przez żonę? tylko kobietom należą się
        alimenty? a gdzie równouprawnienie?
        pozdrawiam wszystkie Rozwódki
        • jesiennapani Re: Alimenty na meza. 11.01.05, 11:07
          Myślę sobie,ze warto to ująć tak:w poście padlo sformulowanie "na dobre i na
          złe". Kwestia płacenia alimentow dla eksmęża to po prostu to "na złe" w sensie
          finansowym oczywiście. W sensie duchowym, emocjonalnym jest spokój moznośc
          zalożenia rodziny i bycia szczęśliwą. Ta łyżka dziegciu nie powinna zmącic
          zycia, ktore się do Ciebie uśmiecha. Z pierwszym moze nigdy nie byloby dziecka,
          a masz w perspektywie bycie mamą.
          Przebywanie na utrzymaniu drugiego męża i urodzenie dziecka nie zwalnia od
          płacenia alimentów dla pierwszego małżonka. I tu będąc fair w stosunku do
          drugiego męża, nie rezygnowalabym z prac. W przeciwnym razie stworzy sie
          sytuacja, że drugi mąż płaci na pierwszego.
          Zycze wielu szczęśliwych chwil bycia szczęśliwa żona i matką.
          • lomasinahimana Re: Alimenty na meza. 11.01.05, 14:25
            Tak, ale straci na tym dziecko (musialoby isc do zlobka, a tego nie chcemy),
            poza tym, byly maz moze pracowac, tylko mu sie nie chce. Mam nawet mozliwosc
            zalatwienia mu pracy, ale odrzuca wszelkie propozycje. Czy da sie udowodnic, ze
            nie pracuje, bo nie chce? I czy taki argument podany w sprawie o obnizenie
            alimentow bedzie pomocny?
            • bojasia Re: Alimenty na meza. 12.01.05, 00:31
              lomasinahimana napisała:

              > Tak, ale straci na tym dziecko (musialoby isc do zlobka, a tego nie chcemy),
              > poza tym, byly maz moze pracowac, tylko mu sie nie chce. Mam nawet mozliwosc
              > zalatwienia mu pracy, ale odrzuca wszelkie propozycje. Czy da sie udowodnic,
              ze
              >
              > nie pracuje, bo nie chce? I czy taki argument podany w sprawie o obnizenie
              > alimentow bedzie pomocny?

              To bardzo trudna do udowodnienia teza. Praktycznie w przypadku prawie
              wszystkich spraw, w których orzeka się o winie, a także w niektórych bez
              orzekania, jedna ze stron mówi, że ona była leniwa, jemu się nie chciało
              pracować, nic nie robił w domu:dzisiaj usłyszana odpowiedź na tego typu pytanie:
              "Pracowałem od rana do wieczora, od 8 do 20. Jak przychodziłem do domu to
              dziecko [wówczas ok. 2 lat - przypisek] już spało a żona kładła się spać. To
              kiedy miałem zajmować się dzieckiem?" Dwa pytania później odp.: "Jak tylko
              wracałem po pracy do domu, to poświęcałem czas rodzinie, bawiłem się z
              dzieckiem, rozmawiałem z żoną".
    • bojasia Re: Alimenty na meza. 12.01.05, 00:19
      lomasinahimana napisała:

      > Ten post zamiescilam takze na forum kobieta.
      >
      > W skrocie wyglada to tak: zostawilam meza i wystapilam o rozwod. Maz nie
      > chcial sie zgodzic i robil cyrki, wywlekal intymne sprawy w sadzie. Chcialam
      > jak najszybciej zakonczyc sprawe rozwodowa bez prania brudow, wiec popelnilam
      > blad i nie walczylam, teraz odczuwam tego konsekwencje. Orzeczono rozwod z
      > mojej winy, mimo, ze maz do konca sie na niego nie zgadzal. Po pewnym czasie
      > pomyslalam, ze oprzytomnial, pogodzil sie, ze nie bedziemy razem juz nigdy i
      > pol roku pozniej sie z nim skontaktowalam. Chcialam sie dowiedziec, co
      > slychac, jak zyje - w koncu troche razem przezylismy i nie jest mi
      > czlowiekiem zupelnie obojetnym. Od nowa zaczal podchody, chcial sie spotkac,
      > zaczelismy pisac do siebie maile - jak starzy znajomi. Kiedy sie dowiedzial,
      > ze mam kogos i nie wrocimy do siebie na pewno juz nigdy, zmienil ton. Podal
      > mnie o alimenty. Zasadzono mi 250 zl. Placilam 4 miesiace. Teraz zaszlam w
      > ciaze i zaczynaja sie nowe wydatki. Na razie na lekarza (prywatne wizyty), a
      > potem wiadomo, ze bedzie ich coraz wiecej. Czy jesli teraz wyjde za maz i
      > zrezygnuje z pracy, moj maz bedzie musial placic na mojego eksmeza? Z bylym
      > mezem nie mam dzieci.

      Jeżeli pozwany nie zgadza sie na rozwod, to jedyną istniejaca prawnie
      mozliwoscią udzielenia rozwodu(Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy) jest rozwod z
      orzeczeniem o winie powoda. Orzekani bez ustalania winy lub z winy obojga
      małżonków jest możliwy tylko wtedy, gdy rozwodu chcą zarówno powód, jak i
      pozwany.
      Alimenty na byłego współmałżonka mogą zostać zasądzone, gdy temu
      współmałżonkowi na skutek rozwodu znacząco pogarsza się strona finansowa, tzn.
      pozostaje on bez pracy, do czasu podjęcia pracy lub zawarcia przez pozwanego
      nowego zwiazku małżeńskiego, który znosi obowiązek alimentacyjny powoda.
      Proszę nie mieć pretensji do Sądu, który rozpatrzył Pani powództwo pozytywnie,
      rozwiązując Państwa małżeństwo.
      Ze względu na zmianę Pani sytuacji życiowej (ciąża) może Pani wystąpić do
      właściwego Sądu o umorzenie alimentów.
    • mameja2 Boże, co za niedorajda! 21.05.05, 07:49
      Z tego byłego! Ja też jestem wiele lat po rozwodzie, prawie sama utrzymuję 18
      letniego syna, udaje mi się wywalczyć 200 zł alimentów(sic!), od wielu lat tyle
      samo. Bez sądu, nie lubię tego. Jeśli to fajtłapa, to niech spada! Nigdy nie
      chciałabym żadnych pieniędzy na siebie samą! Co za tupet! To on ma dwie lewe
      rączki?! Za granicą czeka dużo pracy, jak nie ma w kraju! Biedactwo!
      Rzeczywiście pomyliłaś się a on pokazał kim jest dopiero po rozwodzie. Byłaś
      naiwna. Walcz o obniżenie tego zasądzonego g..!Powodzenia!
    • kizdam47 Re: Boże, co za niedorajda! 22.05.05, 08:14
      Prawo dopuszcza płacenie alimentów na byłego małżonka, więc o co to larum?
    • kizdam47 Re: Boże, co za niedorajda! 23.05.05, 20:02
      Ale teraz prawo nie dopuszcza zabijania. Za to jak najbardziej płacenie
      alimentów. Czy Ci się to podoba czy nie.

      Ostatnio moja koleżanka też miała taki problem. Jej (były już) małżonek co
      zarobił, to przepuścił, a ona wiecznie starała się to trzymać w ryzach,
      pamiętać o ratach kredytowych itd.

      Przed rozwodem sprzedali dom, podzielili się kasą (zarabiali mnie więcej po
      równo - jakbyś się pytał), ona kupiła samochód, zrezygnowała z dotychczasowej
      pracy, otworzyła komis. Jest szczęśliwa, a bała się, że na tego przewalacza
      kasy będzie musiała jeszcze płacić alimenty, jak mu się stan posiadania
      pogorszy, a to w jego przypadku b. prawdopodobne.

      Lubiłam ich oboje, teraz nie lubie żadnego.

      Rozstali sie w miarę kulturalnie, chociaż nie zabrakło oczywiście pewnych
      scysji.
Pełna wersja