Wyjazd za granice.

16.01.05, 10:56
Czy po rozwodzie jest mozliwe ulozenie sobie zycia poza granicami kraju ?
czy potrzebne sa sterty papierow ,umow miedzy mna ,a moim bylym mezem ,ktory
pewnie nie wyrazi zgody na wyjazd dzieci ?
czy bez jego zgody jest to mozliwe ?
czy sad moze wydac taka zgode ? jak jest to rozpatrywane przez sad ?

moze ktos spotkal sie z taka sytuacja

ewa

    • jagula5 Re: Wyjazd za granice. 16.01.05, 17:33
      A wiec zacznijmy od tego czy dzieci mają paszporty?? Jeżeli tak to ojciec
      wydając zgodę na wydanie dla dzieci paszportu wydał tym samym zgodę na ich
      wyjazdy i pobyt za granicą.
      Jeżeli nie masz paszportów to możliwe jest, aby sąd wydał tą zgodę za niego,
      ale trzeba to odpowiednio uzasadnić. Niewiem w ilu procentach sądy takie zgody
      wydają, ale wydaje mi się, że jeżeli przedstawisz odpowiednie dowody na to, że
      za granicą będziesz miała większe możliwości do zapewnienia dzieciom lepszego
      bytu (załatwiona już praca, mieszkanie, szkoła dla dzieci itp.) to szanse są
      duże...
      Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości
      • ewa724 Re: Wyjazd za granice. 16.01.05, 19:31
        Z tego co wiem wydanie zgody na paszport nie jest jednoznaczne z wyrazeniem
        zgody na zamieszkanie dzieci za granica ale moge sie mylic.
        mam nadzieje ze sad wyrazi zgode na paszporty (jesli nie ich ojciec) bo
        chcialabym chociaz moc dzieciom pokazac kawalek swiata i mam nadzieje ze ojciec
        nie ma prawa im tego zabronic poniewaz nie lubi nowego partnera mamy

        ewa
        • jagula5 Re: Wyjazd za granice. 16.01.05, 20:13
          W świetle prawa ojciec dzieci nie ma prawa zabronić Ci poruszania się z dziećmi
          po świecie. A Ty wyjeżdżając z dziećmi do innego kraju niekoniecznie musisz tam
          osiąść na stałe i on tego wiedzieć nie musi. Pozatym wydanie zgody an paszport
          jest zgodą na wyjazdy zagraniczne-nikt nigdzie nie napisał czy mogą to być
          wyjazdy 5 dniowe, czy 8 letnie.
          Wiem na bieżąco, bo sama to przechodziłam. Na szczęście ojciec wkońcu podpisał
          mi zgodę na paszport i teraz podróżujemy gdzie i kiedy chcemy.

          Pozdrawiam
          • ewa724 Re: Wyjazd za granice. 17.01.05, 13:43
            jagula bardzo dziekuje za informacje

            pozdro,
            ewa
            • ewa724 Re: Wyjazd za granice. 18.01.05, 00:19
              No to juz wiem ze tatus nie wyrazi zgody na paszporty :((

              Tylko dlatego ze nie zyczy sobie ewentualnego kontaktu dzieci z mamusi
              przyjacielem!
              sam podrozuje ile chce i gdzie chce i ja go nie ograniczam ,dlaczego on to robi
              tak naprawde dzieciom ? mam mozliwosc zabrania dzieci i pokazania im swiata
              dzieki tatusiowi spedzic maja wakacje w miescie wrrrr
              sam nie jest w stanie zajac sie dziecmi i ogranicza ta metoda rowniez i moje
              wyjazdy (chocaiz nie wyobrazam sobie wyjazdu bez dzieci na dluzej niz 2
              tygodnie ! )

              czy ta metoda zabroni mi wyjsc powtornie za maz ,lub odbierze dzieci bo nie
              zaakceptuje partera ex malzonki ??

              bosze mam nadzieje ze sad ma odrobine rozsadku

              ewa :(

              • searover Re: Wyjazd za granice. 18.01.05, 03:13
                Jest glupi, bo robi na zlosc przede wszystkim dzieciom i one mu to zapamietaja,
                wiec straci nie tylko Ciebie, ale i je. Tak to jest, gdy postepowaniem nie
                kieruje rozsadek,lecz slepa zlosc. Ale... czy na pewno wyjezdzasz tylko na
                urlop? Bo jezeli na dluzej,to moze sie po prostu obawia, ze dzieciakow juz
                nigdy nie zobaczy, bo jak tu widywac je n.p. co miesiac gdy pojada do
                Austarlii? I druga sprawa - czy na pewno niechec (poza ta oczywista, ze odebral
                mu zone) do Twojego nowego partnera jest bezpodstawna? Moze rzeczywiscie
                przedstawialiscie go przy dzieciach w nienajlepszym swietle? W zyciu rzadko cos
                bywa w 100% czarne albo biale.
                • zyta2003 Re: Wyjazd za granice. 18.01.05, 04:20
                  Mysle, wlasnie z wlasnego doswiadczenia, ze jesli ojciec nie wyrazi zgody na
                  wyjazd dzieci z Toba na urlop to nie wyjada, bo sad nie wyrazi na to zgody.
                  Chyba, ze dasz lapowki w sadzie, przypuszczzalnie tez w RODK. Istnieje powazne
                  niebezpieczenstwo, ze wyjedziesz i nie wrocisz i wtedy dzieci beda pozbawione
                  kontaktow. Chcialam cie tez uprzedzic, ze jesli wyjedziesz, a beda to tylko
                  wakacje i nie wrocisz o czasie ,a Australia podpisala Konwencje Haska to dzieci
                  zostana ci odebrane przez wladze australijskie (chyba, ze bedziesz sie
                  ukrywac), gdyz miejscem stalego zamieszkania dzieci jest to, gdzie
                  zamieszkiwaly ostatnie 6 miesiecy. Chyba, ze exs. ma ograniczona wladze
                  rodzicielska. Dzieci nie musza jechac do Australii, stwierdzi sad. Moje
                  dziecko - obywatel niepolski nie moze wyjechac z Polski (wg kilkukrotnej juz
                  decyzji polskiego sadu rodzinnego) z wizyta do matki, ktora mieszka w jego
                  ojczyznie- cywilizowanym kraju, z ktorym Polska podpisala wszelki umowy nie
                  zwiazana z zadnym partnerem, a o rozwod wystapil maz cudzoziemiec w Polsce, bo
                  tam zamieszkiwali , bo istnieje niebezpieczenstwo, ze moge przeciwko ojcu
                  dziecka - obywatela tego innego kraju wystapic do sadu tego kraju (moge,
                  wystapic przed kazdym sadem, takie jest prawo i w polsce tez) i ze kiedys
                  powiedzialam w sadzie, ze w tamtym kraju rodzenstwa sie nie rozdziela (wiec
                  istnieje zagrozenie dla dzieci - bo jedno mam ze soba, ze wystapie o ich
                  wspolne zycie - uplynelo wiele lat, i nigdy nie byloby mozliwe i nigdy nie
                  zrobilabym cos przeciwko woli mojego 9 - letniego dziecka z Polski - zarowno
                  sad jak i ex zdaja sobie sprawe, ze takiego dziecka juz nie moge zatrzymac
                  wbrew jego wlasnej woli, to ono musi chciec ) Sad Polski nie dba o interesy
                  dzieci, jedynie o interesy tego z rodzicow, ktore wiecej zaplaci. Skontaktuj
                  sie z moim ex, to Ci wytlumaczy, ze KAZDY WEZMIE, wiec kto ma pieniadz ten ma
                  racje. Tak naprawde mysle, ze to nie o wakacje chodzi. Rozumiem Cie, ze jestes
                  w trudnej sytuacji, uwierz mi urzadza cie tylko lapowka, jesli umiesz takie
                  rzeczy zalatwiac.
                  • ewa724 Re: Wyjazd za granice. 18.01.05, 10:39
                    Nie wiem skad wam sie wziela ta Australia :))) ?
                    Chodzi o kraj w Europie ,calkiem niedaleko.
                    Z dziecmi i przyjacielem nie rozmawiamy w ogole na temat taty !

                    Chce wyjechac tam na wakacje ,nie jestem gotowa na wyjazd na stale !
                    Czy podpisanie jakiegos zobowiazania ze wroce cos tu pomoze ??
                    W ten sposob ojciec moze zabranic dzieciom wyjazdu praktycznie do uzyskania
                    pelnoletnosci ! toz to paranoja !

                    no to mnie zdolowalyscie

                    ewa
                    • zyta2003 Re: Wyjazd za granice. 19.01.05, 03:27
                      Tak, to paranoja. Jesli ex. zdobedzie sobie przychylnosc pani sedzi sadu
                      rodzinnego (bo to naogol panie, to moze nie do 18 roku, ale do 16 -tego, tez
                      jest szansa na 13-ty rok zycia, a takze w kazdym racie po odwolaniu bedzie juz
                      dawno kolejna zima i tak sie mozna bawic co roku. Jak sad sie uprze nigdy nie
                      zdazysz na zadne wakacje. Jesli Twoj ex. nie chce dogadac sie z toba poza
                      sadem, to znaczy, ze sie zaparl. Teraz tylko kwestia, kto silniejszy w sadzie.
                      Nie powoluj sie na rozsadek sadu, dobro dzieci, sprawiedliwosc. To zupelnie nie
                      ma nic do rzeczy.
Pełna wersja