Reakcja dzieci

17.01.05, 14:43
jak na wasz rozwod reagowaly dzieci ? jak tlumaczyliscie dzieciom (jezeli w
ogole ) zaistniala sytuacje ? wreszcie w jakim wieku bylyscie i Wy i Wasze
dzieciaki kiedy rozstalyscie sie z mezem ?

Moja dzieci sa w wieku szkolnym 11 i 7 lat
znosza zaistniala sytuacje calkiem niezle ,moze dlatego ze widuja swojego
tate dosc czesto
bardzo staram sie aby nie byly swiadkami klotni ,niestety nie zawsze mi sie
to udaje i bardzo to sobie potem wyrzucam

widze ze jest im czasami smutno,staram sie zapewnic o milosci mojej i ojca
ale jak kazda istota maja prawo do swojego smutku.
ojciec niestety nie pomaga mi w tym tlumaczeniu on po prostu jak zwykle nie
rozmawia ,temat nie istnieje :(

pozdrawiam
ewa
    • searover Re: Reakcja dzieci 25.01.05, 03:32
      Przez tydzien nikt nie odpowiedzial na Twoj post, co potwierdza moje
      przypuszczenia, ze dla wiekszosci rozwodzacych sie licza sie przede wszystkim
      ich wlasne emocje. Tym, ktorzy za chwile na mnie naskocza przypominam:
      napisalem "wiekszosci", a nie wszystkich. Wiele na tym forum jest zalu,
      wzajemnych pretensji, a zadziwiajaco malo o dzieciach.

      Ja z calego rozwodu najbardziej pamietam ogromny strach - moj, a chyba wiekszy
      mojej eks, przed powiedzeniem wszystkiego dzieciom (12 i 11 lat). Balismy sie
      okropnie, ze sie zalamia. W koncu postanowilismy, ze bedzie to tego i tego dnia
      po powrocie ze szkoly, przy obiedzie. Wrocily ze szkoly, my spieci jak nigdy, a
      tu corka mowi, ze musi zaraz leciec na probe kolka teatralnego. A przeciez
      mielismy zaplanowane, ze powiemy im, potem pojdziemy razem na pizze, zeby nie
      zostawiac ich samych i.t.d. Nie bylo czasu. wszystko zaczelo sie sypac. Moja
      eks zaczela. Prosto z mostu.
      - Chcemy Wam cos powiedziec. Nie jestesmy juz z tata mezem i zona. Ja moge miec
      nowego meza a tato nowa zone.
      - Naprawde???? - Zapytal syn.
      - Tak? - zapytala corka, i po chwili dodala:
      - Mam jedno pytanie...
      Oczekiwalismy go z napieciem
      - Mam taki problem na kolku, ze nie wiem czy powinnam grac te role w sposob... -
      i tu nastapila opowiesc o watpliwosciach dotyczacych roli w spektaklu.
      Odetchnelismy z ulga. Najwyrazniej nie zrozumialy powagi sytuacji, ale
      cieszylismy sie, ze oswajali sie z nia stopniowo. Nie bylo jakichs krytycznych
      sytuacji, ale i tak kac pozostal, ze zniszczylismy im prawdziwe dziecinstwo.

      Zapewniaj je o milosci Twojej i ich ojca, nawet jesli on o to nie dba. Nie
      robisz przeciez tego dla niego, lecz dla nich. Chron je, bo na pewno ciepla i
      swiadomosci, ze sa kochane potrzebuja najbardziej. Kiedys zrozumieja, ze on
      mniej dbal, ale to juz nie bedzie takie wtedy wazne. Beda starsze i silniejsze.
    • jesiennapani Re: Reakcja dzieci 25.01.05, 10:54
      To bardzo trudny i bolesny temat,
      moze dlatego tak niewiele glosow w tej sprawie.

      Reakcje dzieci są bardzo różne w zależności
      od tego jak bardzo kochają ojca.
      Od ulgi z powodu odejścia przez wstyd po ciężkie depresje, alkoholizm,
      narkomanię. Niektóre ze skutków widać dopiero z upływem czasu.
      Zależy to również od reakcji otoczenia na fakt rozstania się rodziców
      (akceptacja, tolerancja lub nie)
      Nie zawsze matka swoimi zapewnieniami o miłości obojga rodziców przebije się
      przez poczucie winy u dziecka za rozpad rodziny (dziecko szuka przyczyn rozwodu
      w sobie np. było za mało grzeczne, bądź nienajlepiej się uczyło, lub za mało
      kocha rodzicow).
      O tym warto z dziećmi rozmawiać i tłumaczyć, że to nie ich wina.
      Warto, gdyż zagrożenia czyhają. I tylko mądra miłość rodziców może je uratować.
    • weronika2802 Re: Reakcja dzieci 25.01.05, 11:24
      Witaj! Nasza corka brala czynny udzial w wyprowadzcze ojca i pierwsza noc poza
      domem spedzila u niego. Tata przyjezdzal do niej bardzo czesto, czasem nawet
      nocowal u niej. Na wiadomosc, ze zamierzamy sie formalnie rozwiesc wpadla w
      rozpacz i jak sie dowiedziala, ze to ja wnioslam o rozwod powiedziala, ze chce
      po rozwodzie zamieszkac z ojcem. Przez caly czas trwania rozwodu podtrzymywala
      swoje zdanie. Miala wtedy 12 lat. My akceptowalismy jej wybor i nie
      probowalismy jej nawet przekabacic. Uklady zarowno ze mna, jak i z ojcem byly
      bardzo poprawne. Uczyla sie i uczy swietnie. Az przyszedl dzien rozwodu a
      wlasciwie dzien nazajutrz. Na wiadomosc, ze rozwod jest juz dokonany, moja
      corka dostala strasznego ataku. Nie potrafie tego wytlumaczyc. To byla zalosc,
      histeria, starch, niepewnosc i zal pomieszane ze lzami i strasznym krzykiem.
      Nie potrafilam jej uspokoic. Nie reagowala na zadne slowa. Nie chciala wogole
      ze mna rozmawiac. W desperackim czynie i z ogromna milscia przytulilam ja mocno
      do siebie. Bronila sie, nie chciala. I wtedy zaczelam cichutko spiewac jej
      piosenke, ktora spiewalam jej, jak jeszcze byla malutka i przy ktorej zawsze
      sie uspakajala. Stalysmy tak na srodku pokoju kolyszac sie leciutko a ja
      spiewalam ciagle i ciagle te sama piosenke cichutko, trzymajac ja mocno w
      objeciach. Po dluzszej chwili wzielam jej rece i objelam nimi siebie. Nie
      chciala. Ale ja powtorzylam to jeszcze raz i juz nie zabrala rak. Objela mnie.
      I tak objete nawzajem stalysmy dlugi czas kolyszac sie a ja spiewalam cuagle te
      piosenke. Czulam, jak jej cialo wiotczeje, jak przytula sie do mnie mocniej i
      mocniej i zrozumialam, ze ona wcale nie chce do taty tak naprawde, ale czula,
      ze taki bylby jej obowiazek. Powiedzialam jej, co mysle, ze wcale nie musi isc
      do taty, ze to nie jest jej obowiazek, ze tata dalej bedzie do niej przyjezdzal
      a ona do taty. Obie zadzwobilysmy do jej ojcy i poprosily, zeby przyjechal i
      omowilismy nowa sytuacje. Corka zostala ze mna. Z ojcem ma staly kontakt i jej
      tata bierze czynny udzial w jej zyciu. Ani ja, ani moj maz nie mamy nowych
      partnerow.
      Od tamtego zdarzenia minelo dobrych kilka lat i juz dawno moja corka
      zrozumiala, ze ja i jej tata przestalismy do siebie pasowac, ze nasze wspolne
      zycie byloby dla wszystkich niekorzystne. Sama do tego doszla. Widzi nasz
      wzajemny szacunek i wspolny front jako jej rodzice. Tata ma inne zadanie w jej
      zyciu i ja tez. Kocha nas obu i my kochamy ja oboje. Uczy sie nadal swietnie.
      Jestem dumna, ze udalo mi sie moje dziecko przez ten trudny czas przeprowadzic
      w miare bezpiecznie. Nie oklamalam jej nigdy. Liczylam na to, ze z biegiem
      czasu sama zrozumie dlaczego sie rozwiedlismy. I nie pomylilam sie.
      Weronika
      • kasiar74 Re: Reakcja dzieci 25.01.05, 14:15
        po przeczytaniu tego wyć mi się chce po prostu i wcale się nie dziwię że mało
        tu jest o dzieciach bo to jest najbardziej bolesne
      • marta.sama Re: Reakcja dzieci 28.01.05, 22:41
        Zwyczajnie nie miałam czasu tu zajrzeć, troje dzieci w "różnym" wieku, każde
        inaczej reaguje, 3 miesiące po wyprowadzeniu się taty bez "dowidzenia". Jak
        przeczytałam dziś Twój post to łzy ciekły mi ciurkiem, choć jeszcze rano czułam
        się silna jak nigdy przedtem. Mam świadomość odpowiedzialności za przyszłość
        moich dzieci, ale wiem że na razie to chyba ja od Nich czerpię siłę by żyć.
        Moje dzieci zawsze były dla mnie "cudem", ale przecież trzeba zachowywać
        autorytet i czasem było różnie. Tatuś był ukochany, ale jak trzeba było
        zapędzić do pracy to mama musiała stanowczo zażądać. Aż tu nagle tatusiowi się
        znudziło, w niedzielę, jak każda inna zaczął się pakować i na pytanie gdzie
        idziesz odpowiedział :do wujka. I poszedł. Żadnych rozmów, najpierw zdziwienie,
        a potem szok, dlaczego? Przecież rodzice zawsze się przytulali, śmiali, nigdy
        nie słyszeliśmy kłótni (może właśnie to było dziwaczne żeby małżeństwo po 15-tu
        latach się nie kłóciło). Syn (14 lat)nie podejmuje tematu, tata często dzwoni,
        rozmowy w stylu: fajnie, może być... Córka (10 lat) co tydzień spotyka się z
        psychologiem (schemat: dlaczego pani nie pozwala poprawiać czwórki, jestem do
        niczego, czwórka to zła ocena), płacze na lekcjach, najmłodsza 3-latka przez 2
        tygodnie uciekała gdy zobaczyła, że odbiera ją ze żłobka mama a nie tata jak
        zwykle. Teraz jest trochę inaczej... Ja wiem, że muszę być silna dla nich, oni
        z kolei odbierają ode mnie trochę tej siły i wiem, że jest coraz lepiej. Na
        początku powtórzyłam może 2 razy zdanie: pamiętajcie, tata przestał kochać mnie
        a nie was. Temat taty wrócił sam gdy zaczęłam z córką temat kłamstwa i zaufania
        (skłamała w jakiejś błahej sprawie), i nagle dziecko nie na temat mówi: mamo,
        ty mi mówisz, że mam prawo mieć własne zdanie w każdej sprawie, to w ja w tej
        sprawie myślę że jestem winna... Zdobyłam się tylko na odpowiedź: kochanie,
        akurat w tej sprawie po prostu musisz mi zufać, nieistotne kto jest winny - ja
        mam swoje zdanie, ty możesz mieć swoje - ale na pewno TO NIE JESTEŚ TY. Możeś
        obwiniać mnie, to będzie lepsze niż gdy obwiniasz siebie, ale tak naprawdę nikt
        nie wie gdzie leży wina. Dziecko odpowiedziało: mamo, ty na pewno nie jesteś
        winna...
        A tak naprawdę kto to wie...
Pełna wersja