calineczka2
18.01.05, 01:31
Poinformowalam meza w piatek, ze odchodze. 4 dni rozmow non stop, on nie daje
za wygrana - dla mnie nie ma to sensu, wiem to i mam to przemyslane od dawna.
Wiem, ze tak bedzie lepiej dla mnie, jest duzo powodow do rozwodu poza tym
juz go nie kocham, dzieci nie mamy jestesmy niecale 2 lata.
I co... i zaczynam pekac. Bo to ja sie musze wyprowadzic, sama utrzymywac
(nie wezme od niego ano grosza, taki uklad), ale to nic... pekam, bo mi go
zal... a tak nie mozna chyba, bo wiem, za miesiac bedzie to samo.. A raz mi
go zal, jak robi z siebie ofiare a drugi raz jestem wsciekla, na to co mowi i
na to jak mnie traktuje i wiem, ze to sie nie zmieni
Okropnosc...
jak to przejsc?