kontakty

29.01.05, 14:38
witam
moim problemem jest sposób zachowania się po rozstaniu
rozstanie odbyło sie wyjątkowo obrzydiwie, były kłamstwa, zdrada, własciwie
razy dwa!
otóż M. jawnie, wrecz jescze nawet przed moim wyprowadzeniem (zapewen w
trakcie tez?)afiszuje sie ze swoja hmm przyjaciolka
bywaja we wszystkich Naszych miejscach,wśród ludzi, i wiadomo, że spotykają
naszych znajomych, którzy oczywiscie są zszokowani. Cały ciężar, co ma tez i
dobre strony, tlumaczenia zaistanialej sytuacji, spada na mnie.
M. nie ma w sobie ani odwagi ani honoru zeby przyznac sie do tego co zrobil,
kim jest, chociaz przeciez ma odwage to robic..
W jaki sposob wlasciwie się zachowac w takiej sytuacji, wobec wspolnych
znajomych, wobec jeo znajomych? Ja mam wciaz jakies zbedne zupelnie resztki
lojalnosci, i naprawde wiem, iz po tym co zrobil, nie zasuguje na nie..ale
Nie wyobrazam sobie jakichkolwiek kontaktow z nim? niby ajkich, i czy z nia
tez?
Ale w jaki sposob mozna poruszac sie po wspolnej przestrzeni miasta,
przyjaciol, by wciaz nei natykac sie na "miny", na informacje o nim, na
pytania "dlaczego? "
moje wytlumaczenie zaistnialej sytuacji na peweno przyjaciol mu nie
przyspozy...
macie jakis sposob?
dzieki
    • marta.sama Re: kontakty 29.01.05, 17:09
      Na pytania odpowiadaj zgodnie z prawdą i tym, co czujesz. Takie są fakty, nie
      ma czego ukrywać. Ja też mam taką sytuację, z tym że wszyscy jego znajomi np. z
      pracy, którzy znają również mnie i z którymi mam kontakt zgodnie twierdzą, że
      to co zrobił i jak dalej się zachowuje jest co najmniej dziwne. I on i ona
      (razem pracują) przestają być akceptowani, a on odwraca się od każdego, kto
      ośmiela się nie pochwalać jego wyboru. Ja nie chodzę po mieście i nie opowiadam
      każdemu kto chce słuchać co się stało, ale gdy ktoś zapyta, bo coś słyszał,
      albo w rozmowie wyjdzie temat to zwyczajnie odpowiadam, ja nie mam się czego
      wstydzić, ani ukrywać. A moje kontakty z nim praktycznie nie istnieją, nie
      dzwoni do mnie (coś mu zrobiłam?), do naszego domu nie przychodzi ("bo nie chce
      mnie widzieć"), ale jestem i zawsze będę matką jego dzieci, poza tym nie mam
      wobec niego żadnych zobowiązań.
    • ps13 Re: kontakty 29.01.05, 17:36
      Marto, dziekuje ci
      tak mniej więcej robię, z M. kontaktów nie utzymuję zadnych on rownież...czyzby
      wstyd??
      oni także razem pracują
      jak do tej pory wszyscy znajomi zachowują sie z o wiele większą doza godnosci i
      szacunku niź M. w stosunku do mnie, tak jak i u ciebie
      jdnak trudno jest zyc z cieniem na plecach
      niepojete jest tez dla mnie zachowanie M. ale przeciez nie mnei to rozumiec
      pozdrawiam
      • marta.sama Re: kontakty 29.01.05, 18:48
        Dokładnie tak, ile byś się nie zastanawiała i tak nie zrozumiesz, szkoda czasu.
        Ja próbowałam to zrozumieć, poukładać, ale dotarło do mnie, że tłumaczenie
        sobie, że chcę wiedzieć, co było nie tak żeby na przyszłość nie powtórzyć
        błędów, to tak naprawdę obwinianie siebie - a ja nie czuję się winna. Po prostu
        kochałam, tak jak potrafiłam, ślepo i wiernie. Staram się już to wszystko
        zamknąć i coraz rzadziej wracają natrętne myśli. Niestety oni mieszkają tuż
        koło żłobka i muszę być tam dwa razy dziennie, ciągle w stresie, czy się na
        nich nie natknę (raz się zdarzyło), ale cóż... jeszcze trochę i to się zmieni.
        • ps13 Re: kontakty 30.01.05, 12:20
          Rozumiem Cię, naprawdę, czułam podobnie, nadal czuję
          już się nie zadręczam, ale zawsze coś jeszcze wraca... to przeciez tak niedawno
          mam nadzieje, ze bedzie lepiej, musi byc!
          pozdrawiam serdecznie
          ps. dzis czeka mne, posrednio, kolejen starcie z M.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja