czy kogoś rozwodziła ta osoba???

03.03.05, 13:25
Mam pytanie. Czy kogoś rozwodziła p. sędzina Walenta z SO w Gliwicach?
Właśnie się dowiedziałam, że mnie się "trafiła". Wyszukałam w googlach kilka
bardzo niepochlebnych zdań i "strach mnie obleciał" odrobinę. Będę wdzięczna
za informacje.
ps. Rozwód jest bez orzekania o winie, nie mamy też dzieci.
dziękuję i pozdrawiam :)
    • grazia31 Re: czy kogoś rozwodziła ta osoba??? 11.03.05, 14:33
      mnie rozwodziła w grudniu ubiegłego roku. ale była jaaaazda
      • grazia31 Re: czy kogoś rozwodziła ta osoba??? 11.03.05, 14:42
        miałam bez orzekania o winie, ale w dokumentach mialam oskarżenie eksa w
        prokuraturze o znęcanie. jednak mój adwokat doradził nam ugodę żeby
        przyspieszyć cała sprawe. ustaliliśmy sposób zamieszkiwania, odwiedziny,
        alimenty i było dosyć łatwo. niemniej jednak pani sędzina drażyła temat
        strasznie, dlaczego bez orzekania o winie, kiedy pił, bił itp. dodatkowo widać
        była ze była nieprzychylnie nastawina do eksa. aż mi sie głupio robiło.
        chwilami stawałam nawet w jego obronie, tak ze ta druga rozprawa była
        conajmniej komiczna ale też w pewnym sensie wzruszająca. na koniec przed narada
        sędziów w sprawie wyroku popłakałam sie, o zgrozo!, i zaraz potem wpadłam w
        panikę ,ze jeszcze przez te nasze głupie gadki rozwodu nie dostaniemy. panie
        sędziny i reszta ich koleżanek z ławy patrzyły na nas z niedowierzaniem. przed
        wyjściem pani Walenty nawet zapytała czy jesteśmy pewni tego rozwodu. hihihi.
        potem poszliśmy na obiad i każdy pojechał do swojego domu. łatwiej jest gdy
        miedzy toba i jeszcze męzem nie ma nienawiści tylko faktyczna ugoda.
        • szczypiorekistokrotki Re: czy kogoś rozwodziła ta osoba??? 15.03.05, 11:50
          dziękuję za odpowiedź:)
          postanowiłam zacząć stresować się dopiero po wyznaczeniu terminu pierwszej
          rozprawy:).
          Byłabym Ci wdzięczna, gdybyś mi jeszcze powiedziała, po jakim czasie
          wyznaczono Wam termin rozprawy ostatecznej - tzn ile to wszystko razem trwało.
          pozdrawiam:)
          ps. mam nadzieję, że jesteś teraz szczęśliwsza:) Dużo szczęśliwsza! :)
          • grazia31 Re: czy kogoś rozwodziła ta osoba??? 17.03.05, 08:12
            jestem szczęśliwsza, ale powiem ci że trochę zagubiona i niepewna. na szczę
            scie mam przyjaciół i rodzinę którzy są obok.
            i na koniec. nie stresuj się, sędzia to też człowiek i poprostu wykonuje swoje
            obowiązki i zadaje standardowe pytania. 1 sprawa trwała około 20 minut, z czego
            najdłuzej trwało dyktowanie zeznań panienience przed kompem, a 2 trwała około
            godziny razem z naradą i odczytaniem wyroku. fakt ze głupie to uczucie patrzeć
            na siebie z przeciwnych ławek i czasem głos załamuje sie ...ale to chyba
            normalne. w końcu po przeciwnej stronie siedzi ktoś kto był w naszym zyciu
            podobno na dobre i na złe. czułam sie wtedy dosłownie jak na podsumowaniu
            naszego zycia i komisyjnym zamknięciu rozdziału. przykre doświadczenie ale
            niestety czasem trzeba to przeżyc zeby zacząć normalnie zyć. trzymaj sie.
        • kraxa to oskarzenie o znecanie 15.03.05, 14:21
          To byl fakt, czy sfabrykowalas je na potrzeby rozwodu. Bo jesli faktycznie
          robil Ci krzywde to w glowie mi sie nie miesci jak mozna z takim na obiad i w
          ogóle wszystko cacy...
          • grazia31 Re: odpowiedź 17.03.05, 08:01
            to był fakt. a wraz z rozwodem zamknęłam ten rozdział zyciowy z wielką ulgą.
            niestety jestem skazana na tego człowieka przez całe zycie ze względu na
            dziecko które nas łączy. jednak dziecko nie jest niczemu winne, kocha swojego
            tatusia i nie chciałabym je wciagać w gry wojenne pełne złości i nienawiści.
            jak dorośnie to sam wyciagnie wnioski i nas osądzi. na razie ma 2 lata i
            staramy sie aby był szczęśliwy mimo rozbitej rodziny. mam taki charakter, ze
            potrafię przebaczyć ale nie zapomnieć, więc łatwiej mi sie zyje z balastem w
            postaci eksmęża. poza tym dla dziecka na razie jest dobry i opiekuje sie nim
            najlepiej jak umie gdy mały jest u niego. wiec byłabym świnią gdybym dała sie
            podpuścić pani sędzinie która pytaniami sugeruje pijaństwo eksa podczas pobytów
            małego czy stara sie zaszczepić jakies inne niepewności, albo gdzy mówię ze mąż
            pił dużo podczas imprezy a ona dyktuje ze mąz pił często i nałogowo. wkurzało
            mnie poprostu przeinaczanie moich słów a nastepnie sugerowanie czegoś czego nie
            było. poza tym sposób zadawanie pytań i ton był inny w stosunku do mnie i inny
            w stosunku do męża. on już na starcie był przegrany, mimo rozwodu bez orzekania
            o winie.
            oprócz tego zawsze tłumaczyłam sobie ze niestety mój eks była tak wychowany w
            domu i miał zakodowany taki schemat rodziny i mimo że może chciał być inny to
            mu i tak nie wychodziło. innymi słowy gdyby jego matka rozwiodła sie z mężem
            gdy eks był jeszcze dzieckiem a nie w ubiegłym roku to moze zdołałaby uchronić
            dzieci przed tym co je spotkało ze strony ich ojca. ja nie chciałm powielać jej
            schematu zyciowego. niestety mam taki głupi charakter, miękkie serce i niestety
            tyłek. jak na tym wyjdę jeszcze nie wiem. wiem jednak że gdyby kiedykolwiek
            zrobił dziecku krzywdę to wtedy będzie wojna na całego i dołączę do
            grona "wrednych mamusiek" potępianych przez panów eksów na forum tatuśkowym.

            pozew złożyłam w pierwszych dniach stycznia 2004, rozprawa ugodowa była w
            połowie lipca a 2 końcowa na początku grudnia. czyli trwało to wszystko rok. w
            międzyczasie dzwoniłam czasem do sądu zapytac czy juz ustalili termin sprawy i
            z reguły miłe panie informowały mnie z około miesięcznym wyprzedzeniem o
            terminach. miałam dobrego adwokata, który być moze miał jakiś wpływ na terminy
            rozpraw, ale nie jestem pewna tego, więc nie traktuj tego jako pewnika.
            • szczypiorekistokrotki Re: odpowiedź 17.03.05, 10:15
              bo oni w tych sądach uważają, że rozwodzić można sie tylko jak Cię człowiek
              bije (ewentualnie ja jego ":)"), pije itd... A przecież czasem okazuje się, że
              ktoś się zwyczajnie pomylił, nie kocha, odkrył inną "jakość życia" i chce się
              uwolinić, nie zostawiając po sobie zgliszczy...
              ech...
              przecież nie będę kłamać, że ktoś się nade mną znęcał, jeśli tego nie robił.
              Powiem prawdę - stał się obcym człowiekiem. A z takim nie można żyć.
              to tylko takie moje przemyślenia...
              pozdrowienia
              • grazia31 Re: odpowiedź 17.03.05, 10:44
                chyba masz rację. a nawet jak już ludzie biją sie i pastwia nad sobą to też
                mogą rozstać sie normalnie. poprostu nie moga ze sobą żyć bo sie nie da. ja juz
                byłam zmęczona ta pięcioletnią walką i dlatego odpuściłam sobie orzekanie o
                winie. poza tym te wszystkie zeznania na policji i w prokuraturze dobiły moją
                psychikę. poprostu miałam juz dośc, dlatego zmieniłam z orzekania na bez. o
                winie meża stwierdził prokurator, mam to czarno na białym, on tez o tym wie.
                więc po co stwierdzać jeszcze raz to samo i przechodzić przez to kolejny raz.
                pozdrawiam
                • kraxa ja tez sie rozstala z damskim bokserem 17.03.05, 11:26
                  bez orzekania o winie. To co zrobil, zrobil tylko raz bo na wiecej mu nie
                  pozwolilam. Twoje wyjasnienia mnie przekonuja, ja po prostu czuje do tego
                  czlowieka pogarde i nie bylabym w stanie isc z nim na obiad, stad byla moja
                  uwaga, nie ukrywam, ze emocjonalna...Pozdrawiam, grazia
                • szczypiorekistokrotki Re: odpowiedź 17.03.05, 12:03
                  dobrze zrobiłaś:) teraz możesz wziąć głęboki oddech
                  zaciągnać się ŚWIEŻYM powietrzem, w którym nie ma agresji, przemocy...

                  a strach, przed tym czego nie znamy, jest podobno naturalny a nawet zdrowy
                  i tego staram się trzymać :)
Pełna wersja