puchatek251
13.03.05, 11:16
Jak to milo ze nie jestem sama:)
Mam dosc trudna sytuacje ze wzgledu na malego synka.Juz kiedy bylam w ciazy
zaczely sie awantury.Bardzo chcielismy miec razem dziecko-wspolna szkola
rodzenia, rodzinny porod.Nie moge powiedziec ze maz jest zlym ojcem.Bardzo mi
pomagal.Jednak miedzy nami byly ciagle awantury.Ja mam ciezki charakter i
on.Maz jest bardzo zlosliwy i dumny.Nigdy nie przyznaje sie do bledow nawet
gdy w gre wchodzi rozpad naszej rodziny.Miesiac temu byla taka awantura
(wyzwiska w najgorszym wydaniu)ze postanowilam ze strachu wyniesc sie do
brata az sprawa przycichnie.W miedzy czasie zalatwilam terapie malzenska.Po
tyodniu czasu maz zabral mi klucze od mieszkania i powiedzial zebym zabrala
reszte rzeczy.Kiedy spytalam sie go co zamierza powiedzial ze nie wie-
potrzebuje czasu zeby sie otrzasnac.Uwaza ze to nie ma sensu, ze nie pasujemy
do siebie, ze dziecko nie bedzie sie chowac w patologicznych wrunkach i
raczej powinnismy wziasc rozwod.Kiey powiedzialam ze tesknimy za nim i chcemy
wrocic do domu powiedzial ze nie chce mnie juz w domu i zebym poszla do pracy
(zajmowalam sie wychowaniem dziecka)bo nie bedzie dawac na mnie pieniedzy a
dziecku bedzie robic raz w tygodniu zakupy.Nie chce pojsc na terapie.Wszystko
co robie odbiera jako podstep.Wszysko jest na nie.Widze ze interesuje go
tylko dziecko.Strasznie to boli.Po co to wszystko.Mowi ze juz zrobil wszystko
i wiecej nie bedzie sie strarac.Cala wina obarczyl mnie,ze to ja zniszczylam
te rodzine.Nie wiem co robic.Nie wiem czy mowi to powaznie czy tylko po to
zeby mnie przestraszyc lub zranic.Nie wiem co z synkiem.Czemu nie moze miec
dwojga rodzicow?Nie wiem co robic???
Puchatek251