Jak sie uwolnic od nalogowego klamcy?

12.04.05, 17:04
Witajcie.
Jestem 4 lata po slubie. Moje małżeństwo od początku nie wyglądało rozowo.
Maz strasznie kłamał. Pol roku po slubie dowiedziałam się ze prowadzi
podwojne zycie. Ze ma ogromne dlugi – czesc jeszcze sprzed slubu, ze zastawil
w lombardzie mieszkanie, ze nie pracuje (twierdzil, ze dlatego go nigdy nie
ma w domu, bo ma taka absobujaca prace), ze nie studiuje (twierdzil, ze
wlasnie konczy studia). Ze jest zamieszany w afere kryminalna. Ze
przywłaszczył sobie firmowe mienie, kiedy jeszcze (przed slubem) pracowal. Ze
wyczyścił mi konto. Ze zdefraudowal pieniadze na moje studia. Przy tym
wszystkim był tak milym, niewiarygodnie sympatycznym i uroczym człowiekiem,
cieplym, zawsze uśmiechniętym, deklarującym przywiązanie do tradycji,
rodziny, pragacym mieć mnóstwo dzieci, pomocnym kazdemu etc., etc.
Szok. Rozpacz i niedowierzanie. Rodzina moja i jego zdruzgotana. Proby
wytłumaczenia sobe jak moglo do tego dojsc. Jak mogliśmy nie zauważyć. Jego
błaganie o przebaczenie. Ze to wina nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Ze
się zaplatal i nie umial wyplatac. Ze kłamał, bo się bal ze mnie straci. Ze
beze mnie to juz nie ma po co zyc. Ze miał dlugi, ale myślał, ze z nich
wyjdzie. Ze kocha. I tak dalej i tak dalej.
Lyknelam to jak kaczka i postanowiłam dac szanse. Zamieszkalimy u moich
rodzicow, którzy tez uwierzyli w jego cudowna przemiane. Był taki mily,
uczynny, sympatyczny. Jak się domyślacie, przyczail się na jakis czas. Po
półtora roku ukradl karte bankowa mojej siostrze i wyczyścił jej konto. Nie
było tego duzo, cos kolo 1000 złotych, probwal to zatuszowac, ale się nie
udalo,. Potem tłumaczył, ze musial i ze chciał oddac. Zaczęło się od nowa.
Placze i błagania. Przepraszanie na kolanach mnie, mojej mamy, siostry. Nie
uwierzycie – znowu to łyknęłam. Do dzis nie wiem, jak mogłam być taka glupia,
ale bylam.
Po roku rodzice pomogli kupic mi mieszkanie (mieli chyba dosc siedzenia im na
glowie). Mieszkanie kupione na nich, zamieszkaliśmy w nim z mezem. Wszystko
wydalalo się w porządku. Dostal prace, wznowil studia. Ale po pol roku jakos
dziwnie wczesnie zaczal wracac z pracy i dziwnie nieregularnie przynosic
wyplate. Ze malo przynosil, to mnie nie dziwilo, w koncu miał dlugi, które
musial spaca. Na moje wątpliwości pokazal mi umowe o prace. Bylu na niej
pieczatki i podpisy. To mnie na chwile uspokoilo.
Ale po pewnym czasie podejrzenia wróciły. Zadzwoniłam do jego firmy. Okazalo
się, ze nikt o nim nie słyszał. Nie pracuje i nigdy nigdy w niej nie pracowal.
Podjęłam decyzje o rozwodzie. Kazałam mu się wynieść. I mam problem – facet
nie chce się wyrpowadzic. Nie jest zameldowany, ale po prostu nie chce się
wynieść. Ani oddac kluczy. Nie wiem co robic. Nie mogę zmienic zamkow kiedy
wyjdzie, bo nie pracuje, w odróżnieniu ode mnie. Nie wiem jak się go pozbyc.
Manipuluje mna, urzadza lzawe sceny. Mowi, ze się wyniesie, ale kiedy
przychodze do domu, to dalej w nim jest. Co mam zrobic? Wezwac policje? Sama
nie jestem zameldowana w tym mieszkaniu.
Nie wiem, co napisac w pozwie? Jak z orzekaniem o winie, to będę musiała
powołać świadków, sprawa będzie się ciagnac a sad jeszcze gotow uznac, ze
skoro tyle razy dawalam mu szanse to go jeszcze da się małżeństwo uratowac.
Nie mam dowodow jego oszustw, o czesci pewnie nawet nie wiem.
Jestem totalnie zdezorientowana. Co zrobic? Jestem z tym calkiem sama i nie
mam kogo się poradzic. Boje się, ze sad nie da mi rozwodu, bo jestem pewna,
ze ten człowiek zacznie przed sadem plakac, jak bardzo mnie kocha. Do tego
dojdzie jego urok osobisty zawodowego oszusta. Może ktoras z Was ma podobne
doświadczenia? Jak wybrnąć z takiej sytuacji?
    • kraxa Jak najszybciej 13.04.05, 11:30
      Póki nie masz dzieci. Zaloz sparwe rozwodowa i o ustanowienie rozdzielnosci
      majatkwoej. Zebys nie musiala wlasnym majatkiem odpowiadac za jego dlugi.
      Pozbycie sie go z mieszkania jest latwe- Twoi rodzice jako posiadacze zglaszaja
      na policje, ze ten czlowiek nie chce opuscic mieszkania. Nie musisz miec
      meldunku, zeby w mieszkaniu zostac- to jego wlasciciele decyduja komu
      udzielaj "gosciny". Co do rozwodu- proponuje jednak orzeczenie winy, bo w
      przeciwnym wypadku Twój malzonek bedzie za kilka lat mógl Cie pozywac o
      alimenty, a czytajac to co piszesz, nie mama najmniejszych watpliwosci, ze tak
      zrobi. Jak to nie masz dowodów jego oszustw- chyba Twoja siostra poswiadczy, ze
      okradl ja z wlasnych pieniedzy, podobnie jesli sad zwrci sie do rzekomego
      pracodawcy z pytaniem czy w ogóle byl tam zatrudniony, to musza potwierdzic, ze
      nigdy. Dobrze byloby tez miec kopie tej falszywej umowy o prace, która Ci
      pokazal. Sytuacja jest ewidentna, i uwazam, ze to nie "przeszkody" prawne
      przeszkadzaja Ci w zrobieniu stanowczego kroku. Raczej jestes omamiona przez
      niego. Dlatego Lepiej ratuj sie póki mozesz i póki Twoja rodzina jeszcze z Toba
      rozmawia po tym co mz im zgotowal. Zostajac z nim, któregos dnia obudzisz sie
      gola i wcale nie wesola, bo wszyscy sie od Ciebie odwróca. On Cie doprowadzi do
      ruiny- nie pozwól mu na to. Zacznij dzialac i zabezpiecz swój byt. Pozdrawiam
      • marti_75 Re: Jak najszybciej 13.04.05, 12:13
        Dzieki za te slowa, mysle, ze masz calkowita racje... Nie jest mi latwo, czuje
        sie okropnie i zupelnie irracjonalnie mam poczucie winy. Ale musze wziac sie
        jakos w garsc i zaczac walczyc o swoje zycie zanim ten czlowiek do reszty je
        zniszczy. Strasznie sie boje i nie wiem jak dam sobie rade z tym wszystkim.
        Jeszcze raz dziekuje za wsparcie.
        • kraxa nie ma za co 13.04.05, 13:28
          Po prostu zrób cos, cokolwiek co pozwoli Ci uwierzyc, ze lepeij bedzie Ci bez
          niego. Jak juz ktos na tym forum napisal, najbrdziej sie boimy kiedy jestesmy
          pomiedzy. Wiec nie przedluzaj tego zawieszenia, zrób to co jest w tej sytuacji
          jedynie sluszne.
          • jesiennapani Re: nie ma za co 14.04.05, 14:44
Pełna wersja