malarka32
10.05.05, 18:27
Moje malzenstwo nie jest takie zle, czasami dobre chwile czasami gorsze. Staz
krotki tylko 2 lata, ale znalismy sie sie 10 lat przed slubem. Mysle ze maz
bardzo mnie kocha, mi sie wydawalo ze wielka milosc to bzdury z telenoweli,
dobry czlowiek u boku, zrozumienie, bez wielkich wzlotow. No i teraz problem,
poznalam kogos i uczucia wybuchly jak nigdy dotad. mam dwa wyjscia zdusic
wyszystko w sobie miec calkiem udane zycie zalujac i myslac co by bylo
gdyby..., albo poprosic meza o rozwod i zaczac wszystko od nowa. Problem
polega na tym ze to naprawde nie jest zly facet a wiem ze zalamie sie
strasznie, byloby mi latwiej gdyby on tez mial watpliwosci co do naszego
malzenstwa, ale chyba nie ma zadnych. I jeszcze rodzinka, mysle ze wszyscy
mnie potepia strasznie, bede ta najgorsza. Nie chcialabym mowic mezowi ze
kogos poznalam to by go dodatkowo tylko dreczylo, moze tylko powiedziec ze
jestem nieszczesliwa, ze szukam czegos innego? Jeszcze jedno, mam mozliwosc
wyjechac za jakis czas, po ewentualnym rozwodzie za granice z moja nowa
potencjalna miloscia, zostawic wszystko za soba. Wiec jak kulturalnie przy
minimalnym ranieniu przeprowadzic taka rozmowe? I czy odrazu po takiej
rozmowie powinnam sie wyprowadzic? Chce mu zostawic mieszkanie (moje przed
slubem)reszte podzielic i zaczac od nowa, bo to po prostu nie jest to...