A życie toczy się dalej

24.05.05, 10:44
Po niespełna 3 latach małżeństwa okazało się że mój mąż od dłuższego czasu
prowadzi podwójne życie (dwa razy w tygodniu w jakimś podrzędnym hotelu)
Parokrotnie pytałam się czy ma kogoś czy spotyka się z jakąś kobieta
zaprzeczał, zarzekał się na nasze dziecko, że nikogo nie ma i że to ja
zabijam naszą miłość ograniczając go.Już parę miesięcy temu chciał odejść pod
pretektem że już nie daje rady być ze mną.Rozmawiałam z nim,prosilam
tłumaczyłam,przepraszałam. Obarczył mnie całą odpowiedzialnością za problemy
w naszym małżeństwie.Zapomniał tylko wspomnieć że od ponad roku ma
kochankę.Paradoksalnie kobietę pracującą w jednym z oddziałów mojej
firmy.Kobietę która znała mnie, naszego synka i która rozbiła to małżeństwo z
pełną premedytacją.
Gdy wszystko wyszło na jaw odszedł do tamtej kobiety.Paradoksalnie ich plan
był nieco inny. On chciał odejść, bo przecież nas już nie ma a ona miała się
pojawić w jego życiu post fatum tak po prostu po paru tygodniach naszej
rozłąki.Ich plan „niestety”legł w gruzach gdyż jedna z bliskich nam osób od
pewnego czasu widywała ich razem i w końcu postanowiła mi o tym
powiedzieć.Przyznał się od razu…Zostawił mnie i naszego 2 letniego synka tak
jakbyśmy byli tylko krótkim epizodem w jego życiu.Twierdzi że ją kocha i chce
z nią być na zawsze.Ona odeszła od męża,od 3 miesięcy z nią mieszka,jeździ
jej samochodem. RAz w tygodniu odwiedza naszego syna ,czasami ma oczy pełne
łez,ale twierdzi że jest z nią szczęśliwy... Czy to zawsze tak strasznie
rani….teraz wyprowadził się 100 km od nas..
    • jesiennapani Re: A życie toczy się dalej 25.05.05, 11:23
      z obwiniania siebie przeszlas do obwiniania tamtej kobiety za rozpad Twojego
      malzenstwa. A Twoj malżonek jest absolutnie niewinny. I jeszcze b. wrazliwy "ma
      łzy w oczach" To on przeciez z was dwojga zdecydowal się na romans. To on
      obwinial Ciebie. Nie ma powodu go wybielać. Ta kobieta nie jest chyba taka zla,
      skoro nie zabrania mu kontaktow z waszym dzieckiem i jeszcze w tym celu również
      udostępnia mu swój samochód. Teraz przemyśl inną opcję: on zostaje z rozsadku,
      jest chłód uczuciowy, ty starasz się okazać, że go kochasz i trafiasz na zimną
      ścianę. O wszystko, co nie po jego myśli jestes obwiniana, więc starasz się
      jeszcze bardziej, aż w koncu nie starcza Ci sił i są drogi: rozwód , ucieczka w
      depresję lub znajdujesz sobie kochanka. "A życie toczy się dalej"...
      • woman-in-love Re: A życie toczy się dalej 25.05.05, 22:23
        nikt nie może rozbić małzenstwa oprócz samych małzonków.
        • landrynka8 Re: A życie toczy się dalej 26.05.05, 12:09
          No właśnie. Nie rozumiem takiego zaściankowego myślenia jakie niektóre kobiety
          prezentują. To ze tamta jest wredna bo rozbiła małżeństwo, to ona jest ta zła.

          Przecież to Twój mąż zdecydował sie na romans, wiedział przecież że jesteś Ty.
    • puchatek251 Jak?? 30.05.05, 18:24
      Jak udowodnic mezowi ze rozpad rodziny jest spowodowany przez inna kobiete.Mam
      przeczucie ze u mnie tez jest podobna sytuacja ale nie mam na to dowodu.Nie
      stac mnie na detektywa a nie mieszkamy ze soba juz pare miesiecy i niebawem
      bedziemy mieli pierwsza sprawe rozwodowa ktora on zalozyl.Mam male dziecko wiec
      nie jestem w stanie ruszyc sie szczegolnie wieczorami z domu.
      Moze masz jakis pomysl??
      • magnuna a racja i tak jest po srodku 30.05.05, 22:50
        Ja jako swieza rozwodka (maz wystapil o rozwod, mimo moich blagan aby tego nie
        robil, prosb o szanse)z cala odpowiedzialnoscia stwierdzam, ze na kryzys i
        rozpad malzenstwa pracuja obie strony.Przemyslam sprawe i kiedys uwazalam ze
        zdrady, chlod, dystans, zaniedbanie to albo wina jednej z malzonkow, albo wplyw
        osob trzecich.Bzdura.Nawet jesli ktos trzeci miesza to my, malzenstwo
        powinnismy to rzaem przezwyciezyc.Jesli jedno z nas odsuwa sie od drugiego to
        chyba tez z jakiegos powodu.Mi teraz jest trudno,bo po rozwodzie stracilam
        praktycznie wszystko i teraz szukam pracy, ale wiele zrozumialam.I mysle ze
        jest byc lepiej samemu niz meczyc sie malnzenstwie pozbawionym milosci.
        • magnuna Re: a racja i tak jest po srodku 30.05.05, 22:54
          Magg czy gdyby on wrocil, potrafilabys znowu zaufac? Pomysl ze cale zycie
          balabys sie ze znowu pojawi sie inna.Bylabys zazdrosna i sfrustrowana.On nie
          chcialby znosic tego.I tak trwalibyscie w beznadziejnym malznestwie.A i waszemu
          synowi taka atmosfera nie zapewnialaby szczescia i dobrego dziecinstwa.Pomysl o
          sobie i dziecku a ktoregos dnia prawdziwa milosc sama do Ciebie
          przyjdzie.Pozdrawiam
Pełna wersja