Jestem mężatką,pokochałam innego...

01.07.05, 15:11
Jestem od 18 lat mężatką (mam 43 lata).Mamy dwoje dzieci.Mąż jest ode mnie
starszy o 8 lat.Tak naprawdę nigdy nie zaprzyjaźniliśmy się ze sobą,choć
pobraliśmy się z miłości (mąż był rozwodnikiem-poprzednia żona odeszła od
niego).Największą wadą naszego małżeństwa było to,że nie potrafiliśmy
rozmawiać
ze sobą.Rozmawiać-o wszystkim:tak o sprawach poważnych,jak i mniej
poważnych.Zawsze bardzo mi tego brakowało.No i tak narastał między nami
mur,który rósł też z innych powodów:nieciągnący się remont mieszkania (stare
budownictwo,mąż wszystko chciał robić sam,wykpiwanie mnie w towarzystwie,brak
wspólnych spacerów "donikąd"-które ja tak uwielbiałam...). Powoli stawaliśmy
się sobie coraz bardziej obcy.Przynajmniej-z mojej strony.Bo on tego tak nie
odczuwał.No i ponad rok temu poznałam "Tego Drugiego".Nasza miłość wybuchła
niemal od razu.Każde spotkanie (do którego oboje dążyliśmy) z zakładanej np.
godziny przeciągało się do 3,4,5,6 godzin.I zawsze było tak samo
pięknie.Coraz
więcej wspólnych spraw,problemów-jego,moich,...naszych...Nie żadna tam
sielanka
ale niezwykła jedność:uczuć,myśli,potrzeb...Ponad 2000 sms-ów wysłanych do
siebie i niesamowite uczucie braku czegoś-gdy ich nie było.I wcale nie był
(jest) to typowy związek "kochanków".Seks oczywiście pojawił się w końcu-nie
dało się tego uniknąć i było tak samo pięknie.Sielanka?..Bynajmniej
nie.Kłócimy
się-owszem-ale są to głównie kłótnie na jednym tle:zazdrości Jego o moje
małżeństwo-wciąż formalnie istniejące.Dla Niego jestem (tak mówi,a ja mu
wierzę) największą miłością życia.Nie wierzył,że może się aż tak zakochać.Tę
miłość potwierdza zresztą na każdym kroku-dlatego mu wierzę.
Mąż szybko "wybadał" o co chodzi (nie dało się inaczej).Zbytnio nie zabiegał
o "nawrócenie" mnie.Szybko znalazł sobie "zastępstwo",nie przestając przy tym
oskarżać mnie o rozbicie małżeństwa.Nie dopuszcza myśli,że Tamten Mężczyzna
był
skutkiem, a nie przyczyną mojego "odejścia".Bo tak naprawdę wciąż jestem
mężatką,mieszkam z mężem i dziećmi.I wariuję w myślach.Chcę być z "Tamtym".
(Sorry,że tak go nazywam).Ale boję się jednego:że utracę uczucia dzieci.Mają
15
i 16 lat.Niby wszystko rozumieją,że mama i tata nie umieją już być razem.Ale
dla nich najważniejsze jest,by byli razem mimo wszystko.I co wybrać?Próbować
budować swoje nowe szczęście (bo wiem,że bylibyśmy szczęśliwi)i przeczekać
burzę ze strony dzieci ( w końcu przecież będą się musiały pogodzić z nową
sytuacją),czy tkwić w bezsensownym związku-tylko i wyłącznie dla dzieci,które
w
końcu przecież pójdą swoimi drogami życia?.......Co jest w tym życiu
ważniejsze?...........Są to dylematy: matki,katoliczki,kobiety o raczej do
tej
pory spokojnym i nierzucającym się w oczy trybie życia. Oto "bajka" bez
morału...:-) Aha...Mimo wszystko nie oddałabym za żadne skarby świata takiego
uczucia i takich przeżyć, które stały się moim udziałem..Tylko...co robić
dalej...?
    • mameja2 Re: Jestem mężatką,pokochałam innego... 02.07.05, 17:51
      Dzieci są już "odchowane", wiec niedługo wyfruną z domu, na pewno to nie będzie
      dla nich łatwe. Możesz rozejść się z mężem i wcale nie od razu pokazywać
      dzieciom, że jest ten drugi. To może poczekać. Jak chcesz męczyć się z
      człowiekiem Ci obcym przez resztę życia - Twój wybór. Nie licz wtedy na
      wdzięczność dzieci, bo raczej będzie odwrotnie, będą miały pretensje, że nie
      dorastały w spokoju i normalności tylko w fikcji i wrogości. To masz jak w
      banku. Myślę, że samo się jakoś wszystko ułoży, trzymaj się, powodzenia!
      • magnuna Re: Jestem mężatką,pokochałam innego... 03.07.05, 01:03
        Wiesz, ja nie mam dzieci.Czasem zaluje, czasem mysle, ze to lepiej skoro
        nastapil rozwod.Mysle, ze wspolnie z mezem mozecie przynajmniej o jedno zadbac
        wspolnie i wybrac jeden wspolny cel, tak sie rozstac aby oszczedzic bolu
        dzieciom (jesli to mozliwe).Wiem, jestem laikiem ale przeciez mozecie postarac
        sie rozstac kuluralnie, jak najmniejszym kosztem dzieci (bo sadze, ze dzieci
        widzac walke rodzicow ucierpia bardzo a jesli bedziecie im mowic moze banaly,
        ale ze wasza milosc do nich bedzie zawsze, to moze jest szansa ze jakos sobie z
        tym poradza).
        A moze powinnas jeszcze lepiej poznac "tego Drugiego"? Moze rok to za krotko by
        podejmowac decyzje o zwiazaniu sie na stale? Moze to jest jeszcze zauroczenie,
        fascynacja?
        Chociaz z drugiej strony, trwanie w pustym malzenstwie, bez milosci moze byc
        gorsze niz zycie zupelnie samej.Moze separcja bylaby dobrym rozwiazaniem,
        niekoniecznie formalna ale taka wasza prywatna. Moze ten czas utwierdzi i
        Ciebie i meza, ze to faktycznie nie ma sensu, a moze zatesknicie za soba?
        Przeciez o rozwod mozna zawsze wsytapic.Czas separacji to chyba dobry czas na
        przemyslenie wszystkiego i czas na podjecie decyzji dobrej, pewnej i na cale
        zycie.Na przekonanie sie czego chcesz?
        Ja wlasnie dlatego chcialam separacji, ale moj maz zdecydowal ze to niczego nie
        zmieni, nie kocha mnie, nie chce byc ze mna, juz czekala inna.On sie nie
        wahal.Jesli oboje z mezem chcecie sie definitywnie rozstac to wszystko jasne,
        ale jesli brak tej pewnosci to moze dajcie sobie czas na spokojne i osobno
        przemyslenie.
    • daaga Re: Jestem mężatką,pokochałam innego... 28.07.05, 11:08
      ...wiesz znam Twoje wszystkie wątpliwości, przeżyłam to samo...ale wybrałam swoje szczęście... trwanie w nieistniejącym już związku to psychoza... a dzieci?? one też będą dążyć do swojego szczęścia i wyfruną z domku...
      Nie poddawaj się, ułóż sobie życie tak aby Tobie było dobrze...nie słuchaj chrześcijańskich podpowiedzi typu >ślubowałaś> Dziewczyno na co czekasz??????
    • margerita1 Re: Jestem mężatką,pokochałam innego... 11.08.05, 00:18
      bylam w podobnej sytuacji. wybralam "tego drugiego"
      po prostu nie moglam zyc z czlowiekiem ktorego przestalam kochac
      wiedzac ze jest ten drugi ktory darzy mnie goracym uczuciem i ja jego tez
      jestem juz po rozwodzie.
    • aelianna1 Re: Jestem mężatką,pokochałam innego... 15.08.05, 21:53
      Jestem mężatka, pokochałam innego..."tamtego" już nie ma, wyjechał z rodziną.
      Pokochałam, bo moje małżeństwo jest tak na prawdę puste. Po 6 latach.

      Czemu życie pisze nam niemal identyczne scenariusze? Kiedyś myslałam, ze mnie
      to ominie.

      Dziś stoję przed wyborem... Walczyć o małżeńswto czy nie... Mąż wie o "Tamtym"
      przez przypadek. Walczę ze strachu. Mam dwójkę zbyt małych dzieci, które
      kochają tatę. Mam pracę, która wymaga większej dyspozycyjności niż mogą mi to
      zapewnić przedszkola. Ale dokąd to prowadzi?

      Czy można zycie ułożyć sobie na nowo? Czy można zostawić, to co było, a zacząc
      z kimś innym?

      A jeśli nie, to dokąd mnie to zawiedzie? Do jakiejś skrajnej rezygnacji, że już
      nic nie należy mi się od życia?

      Nie chcę żyć z mężczyzną, który ciągle jeszcze śpi w moim łóżku. Tylko dokąd to
      prowadzi? Czy warto zostać ze strachu, wygodnictwa, tłumaczac sie dobrem
      dzieci? Co robić dalej?

      Nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań. Niestety...
      • 1312lucy Re: Jestem mężatką,pokochałam innego... 03.03.14, 14:53
        Witam!!
        Jak czytalam Towja historie to mialam wrazenie ,ze o sobie czytalam!!!
        To jest wrecz nierealne ,myslalam ,ze jestem sama na calym swiecie!!!!
        Moja historia jest bardzo podobna i nie wim co mam robic dlatego tez znalazlam to forum!!!
        Jestem mezatka wydawalo mi sie do tej pory,ze jest ok i tak juz zostanie do konca zycia.
        Moj maz nie bil mnie, nie krzyczal ,nie robil dzikich awantur a jednak pojawily sie pewne ale...nie okazywal mi uczuc bo przeciez juz jestem jego zona wiec tak juz zostanie i tyle, kiedy ja plakalam bo brakowalo mi rozmowy, zwyklych przytulaskow ,prawdziwych pocalunkow, poprost chcialm wrocic do tych minionych lat on twierdzil,ze wymyslam i odwracal sie na drugi bok!! nie chcial rozmawiac bo nie bylo problemu!! a ja bylam sama. Po pewnym czasie doszly do tego male niewinne gderanaia a to za duzo wydajesz na to ,a oszczedzac musimy,zgadzam sie ale ile mozna wiecznie BO OSZCZEDZAMY!!!Po kolejnych probach nawiazania rozmowy z mezem ostrzegalam go ze to moze zle sie skonczyc dla naszego malzenstwa!!! dodam ze jeszcze wtedy nie bylo 'TEGO DRUGIEGO'Jednak wszystko sie zmienilo gdy poznalam GO !!!
        Uwiezylam, ze jestem kobieta i to w dodatku atrakcyjna,sama nie wiem jak to sie stalo ale moje serce poprostu szalalo przy nim!! az pewnego dnia stwierdzilam ,ze jestem zakochana tak jak kiedys . Myslama ze to uczucie juz nie dla mnie bo mam meza a tu prosze!!! Po nitce do klebka powiedzialm mezowi,ze jest KTOS no i stalo sie nie odejdzesz ja sie zabije a co z naszymi wspomieniami, co znaszymi dziecmi, bo musze dodoac ze mamy dwujke.Moja siostra przy okazji dodala swoje 3 grosze i stwierdzila ze mam gowno w glowie. Bo moj maz nie jest przecierz zlym czlowiekiem jest mily ,uczynny,troskiwy w stosunku do dzieci cala moja rodzina kocha go bardziej niz mnie sama!!! I ja musze to przyznac tak to prawda ale moja milosc gdzies wygasla!!!I z tego powodu mam ogromne wyrzuty sumienia!!!trwam w tym wszystkim i umieram z tesknoty za tym drugim!!!!! Utrzymujemy katakt choc wiem ,ze musze zostac dla moich malych dzieci bo one bardzo kochaja swojego tatusia a ja odczuwam swojego rodzaju wiez ze wzgledu na minione lata, zal ze unieszczesliwiam drugiego czlowieka. Jak moge budowac swoje szczescie na nieszczesciu drugiego???? Co robic??????
        Jak zostane to juz na zawsze bede tesknila i nie wiem czy dam rade odbudowac z mezem to co zniklo!! a jak odejde to bede mniala wyrzuty ze to moja wina i ze zranilam, ja tak nie lubie zadawac komus bolu!!!!wic moze to ja powinnam sie poswiecic? CO ROBIC!!!!
        Prosze o pomoc
    • wwwkura Re: Jestem mężatką,pokochałam innego... 18.09.05, 15:18
      Masz już prawie dorosłe dzieci ,co prawda nic już nie będzie takie jak dawniej
      ale ... czas abyś pomyślała o sobie i własnym szczęściu . Trzymam kciuki tym
      bądź egoistką i myśl wyłącznie o sobie .
Pełna wersja