Historia pewnego małżeństwa...

12.07.05, 14:40
Było sobie małżeństwo. Wielka, młodzieńcza miłóść, namietność. Outsiderzy
towarzyscy-inni, mieli swój własny świat. zawsze razem, szczęśliwi.
Mineło 13 lat, dwoje dzieci.
On coraz bardziej zapracowany, "wielki nieobecny", coraz bardziej zamkniety,
obojetny, zimny.
Ona nie pracująca, czekajaca w domu na Niego, tęskniąca za tym co umyka,
czekająca z nadzieją, ze to wszystko wróci. Pełna miłości, oddania,
begranicznego zaufania.
Pewnego dnia....pojawia sie ta trzecia..świat cały legł w gruzach....
On od roku kłamał, oszukiwał, spotykał sie potajemnie (nota bene to ich
wspólna znajoma). Trzecia namawiała od kilku miesięcy Ją do rozwodu, obiecała
pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania. Jednocześnie spotykała się z Nim i
wspólnie żalili sie na swoje złe małżeństwa.
Ona potwornie cierpi, podwójnie zdradzona, podwójnie okłamywana.Ból jest nie
do zniesienia. Chciała popełnic samobójstwo, ale dzieci....Prosiła, błagała
prawie na kolanach(do dzis czuje wielkie upokoreznie na wspomnienie scen gdy
kleczała przed nim), ale On sie zaparł: trzecia jest dla Niego równie ważna
jak Ona i dla Jej widzimisie nie zrezygnuje z niej. Nawet w sytuacji
postawienia ultimatum: ja albo ona odpowiedział : Nie masz prawa i dlatego
wybiore zawsze ją. Jej dusza powoli umiera, szaleje, chudnie [ponad 20 kg,
choruje, płacze, nie śpi, nie je-On patrzy, kwituje ironia, drwiną, jak z
kamienia. Uderzył ja kilka razy-podobno to Jej wina, sprowokowała Go.
Dodatkowy ból i upokorzenie. Tak mija kilka miesięcy. potwornych miesięcy.
Pewnego dnia coś peka w niej. Znalazła pracę, życzliwych ludzi, mężczyznę( na
raie to tylko znajomy, ale bardzo Jej pomaga). Zaczęła sie usmiechać (choć
myslała,że już zapomniała jak sie to robi), jest spokojniejsza, ale On nie
wie że to nie z Jego powodu. On próbuje ratować, stara sie, ale Ona już nie
wierzy, obojetnieje z dnia na dzień. Buduje swój świat od nowa, a On nie
widzi, że Ona odchodzi z każdym dniem dalej. Za późno. Czas pokaze kiedy Ona
powie : Do widzenia....
Ale ciągle sie boi, ciagle jescze kołacze sie w Niej nadzieja, ze moze jednak
jakiś cud.....Że może trzeba ratować....
I już nikomu nie ufa, wszystkich sie boi.....
Rozwód to straszne słowo. Nie przypuszczała, ze kiedys zjawi sie w Jej
życiu...
    • kasia9989 Re: Historia pewnego małżeństwa... 13.07.05, 08:32
      Czytałam historię twojego życia i w niektórych jej fragmentach odnajdywałam
      siebie.Boże też jestem na skraju rozwodu.Świat mi sie zawalił.Gdyby nie dzieci
      byłoby po mnie.Nie chcę już żyć.....
      • zaga7 Re: Historia pewnego małżeństwa... 13.07.05, 10:40
        To nieprawdopodoben, że tak wiele z nas to spotyka. Ja miałam wrażenie, że
        jestem nietykalna, że wszystko : problemy z pieniędzmi, pracą, domem, ale
        zdrada... Nie nie mieściło mi się to w głowie, a teraz muszę w niej zmieścić o
        wiele więcej : świadomość, że była inna, lęki, obawy, nienawiść, miłość,
        niechęć i tęsknotę zarazem, nie ma w niej tylko miejsca na zaufanie, ono nigdy
        nie wróci - wiem to i dlatego teraz, kiedy po tylu miesiącach się podnoszę
        muszę podjąć najlepszą dla mnie decyjzję i obym nigdy jej nie żałowała.
        • kraxa u mnie tez byla ta trzecia 13.07.05, 12:13
          Ale nie ona byla powodem rozwodu. Po prostu moja przyjaciólka, ktora w trudnych
          chwilach "zyczliwie' mi doradzala: postaw mu sie, niech cie tak nie traktuje,
          jak bedzie trzeba wprowadzisz sie do mnie. I w koncu stalo sie- uderzyl mnie,
          odeszlam. Ona cos zadko do mnie zagladala, chcociaz bardzo wtedy potrzebowalam
          kogos bliskiego. Potem zobaczylam ich razem i wszystko stalo sie jasne. Nie
          mialam zamiaru rewidowac swojej decyzji o rozwodzie- to bylo swietne
          rozwiazanie, ale zrozumialam, ze ona patrzac na mj ból wietrzyla juz w tym swój
          krótkotrwaly interes ( on z nia nie jest, to byl tylko krótkotrwaly seks). Ale
          juz nie mysle, kto mnie bardziej zdradzil, czniam ich oboje.
          • kasia9989 Re: u mnie tez byla ta trzecia 18.07.05, 20:03
            szczerze Ci współczuję Kraxa.U mnie nie było stałej kochanki tylko od wielu lat
            prostytutki portowe.Dopiero "choroba " męża otworzyla mi oczy i po burzliwej
            kłotni dowiedziałam sie szczegółów.Czuję sie po 24 latach oszukana i
            upodlona.Słowa piosenki doskonale opisuja naszych mężów "facet to
            świnia".Trzymaj sie dzielnie to go powali z nóg.Nie pokazuj po sobie na
            zewnątrz ile ciebie to kosztuje choć wiem ze to trudne.Po czasie tak jak mój
            doceni co stracił.Zycze powodzenia i daj znać jak to dalej przebiega
            • kraxa Kasiu u mnie juz po wszystkim na szczescie 19.07.05, 12:46
              CzytaBam Twój wpis na forum marynarzowych. To ja Tobie wspólczuje, bo Ty
              zostalas równiez "uszkodzona" fizycznie. Dobrze, ze nie zarazilas jakims
              swinstwem. Ja juz jestem od kilku lat po, chociaz on ma jeszcze wobec mnie
              pewne nieuregulowane zobowizania. Ale mam nadzieje, ze juz niedlugo. Pozdrawiam
              cieplo
              • maksa3 Re: Kasiu u mnie juz po wszystkim na szczescie 20.07.05, 19:35
                zastanawiam się nad tym czy we wszystkich związkach gdzie maz pływa jest
                podobnie..czy po latach czekania na niego dochodzi się do wniosku ,że to obcy
                facet? I to koniec....byłam z nim bo..były małe dzieci..bo zabrakło
                odwagi...ale rowodzę się...dwa lata...teraz wiem,ze to okrutny i zły
                człowiek..gdzie miałam oczy!!!Pozdrawiam wszystkie dziewczyny w podobnej
                sytuacji..
                • kraxa maksa jesli chcesz pogadac napisz na priva 21.07.05, 10:49
                  ja o swoich przezyciach moglabym ksiazke napisac, ale nie amm ochoty az tak
                  publicznie sie wywnetrzniac;-) Poza tym niestety moje obserwacje srodowiska
                  rodzin marynarskich potwierdzaja, ze sa to uklady trudne i brakuje im
                  równowagi. To w polaczeniu z pewnymi cechami charakterologicznymi osob, które
                  wybieraja zawód marynarza czesto prowadzi do katastrofy.
    • smutek9 Re: Historia pewnego małżeństwa... 20.07.05, 23:49
      Jest mi smutno, cały czas sie kłócimy dziecko w stresie a on po ostatniej
      kłótni został z rodzicami.....

      Boję sie żę nie dam sobie rady, boję się stracić pewną "stałość" swojego życia,
      jak dokonać wyboru aby był dobry, czy to musi dziać się naprawdę ?

Pełna wersja