A jeżeli to ja jestem przyczyna?

15.08.05, 22:41
On chce odejść, bo wie, że mam romans.
Ja mam romans, bo w małżeństwie nie jest dobrze. Bo mi trzeba wiecej seksu
niz raz na pół roku... Bo nie kocham, bo nie ma we mnie dla niego ani kawałka
ciepła czy czułości. Bo jego nie było przy mnie, kiedy znagałam się z zyciem,
z dwójką malutkich dzieci, kiedy potrzebowałam czułości, oparcia, pomocy,
pieszczot. Bo był w jakiejś nieokreślonej pracy, nieokreśloną ilośc godzin,
nie potrafił przychodzić do domu i cieszyć sie rodziną, tylko gnał dalej, do
firmy, do mamusi, do pracy. Wracał, gdy ja razem z dziećmi już dawno spałam.
Tą czułośc udaje teraz, bo nie chce, żeby odszedł. Bo się boję. Najbardziej
pasuje mi taki układ - w domu jest mąż, a od czułości, seksu,
zainteresowania - kochanek.
I co dalej?
Ciężko żyć ze świadomością, że zraniłam kogos, kogo kiedyś kochałam. Z kim w
miarę ulożyłam sobie życie, jest spokojnie i bezpiecznie, ale nic wiecej we
mnie nie ma.
Pozwolić mu odejść i kiedyś związac się z kimś innym? Jak, skoro wiem, ze
wszystkie związki kończą się tak samo? Że za parę lat będzie powtórka z
rozrywki?
    • magnuna Re: A jeżeli to ja jestem przyczyna? 17.08.05, 18:00
      Aelianno, nie wszystkie zwiazki musza konczyc sie tak samo, nie musza sie w
      ogole konczyc.Dlaczego z góry tak zakladasz? Ja pomimo rozwodu nadal wierze, ze
      jeszcze przede mna milosc do grobowej deski.Ale o kazdy zwiazek trzeba dbac.Twoj
      maz moze nawet nie zdawal sobie sprawy ze nie dbal o wasz zwiazek tak jak Ty
      tego oczekiwalas.Czy on mowi, ze Cie nadal kocha czy tylko chodzi o dume, fakt
      zdrady?A czy Ty kochasz tamtego mezczyzne?
      • aelianna1 Re: A jeżeli to ja jestem przyczyna? 18.08.05, 20:23
        Mąz mówi, ze kocha, ale że nie potrafi być z kobieta, która go zdradziła. Ale
        fakt, że ani on ani ja nie potrafiliśmy dbać o ten związek.
        Tamtego... kocham. Bardzo.
Pełna wersja