aelianna1
15.08.05, 22:41
On chce odejść, bo wie, że mam romans.
Ja mam romans, bo w małżeństwie nie jest dobrze. Bo mi trzeba wiecej seksu
niz raz na pół roku... Bo nie kocham, bo nie ma we mnie dla niego ani kawałka
ciepła czy czułości. Bo jego nie było przy mnie, kiedy znagałam się z zyciem,
z dwójką malutkich dzieci, kiedy potrzebowałam czułości, oparcia, pomocy,
pieszczot. Bo był w jakiejś nieokreślonej pracy, nieokreśloną ilośc godzin,
nie potrafił przychodzić do domu i cieszyć sie rodziną, tylko gnał dalej, do
firmy, do mamusi, do pracy. Wracał, gdy ja razem z dziećmi już dawno spałam.
Tą czułośc udaje teraz, bo nie chce, żeby odszedł. Bo się boję. Najbardziej
pasuje mi taki układ - w domu jest mąż, a od czułości, seksu,
zainteresowania - kochanek.
I co dalej?
Ciężko żyć ze świadomością, że zraniłam kogos, kogo kiedyś kochałam. Z kim w
miarę ulożyłam sobie życie, jest spokojnie i bezpiecznie, ale nic wiecej we
mnie nie ma.
Pozwolić mu odejść i kiedyś związac się z kimś innym? Jak, skoro wiem, ze
wszystkie związki kończą się tak samo? Że za parę lat będzie powtórka z
rozrywki?