misinka81
27.09.05, 10:55
jesteśmy małżeństwem 3 lata,mamy synka 2,5 roku
od roku był problem zdrady ze strony męża (chociaż on mówi, że jak do
niczego nie doszło, to nie zdrada; że jak mu się podobała, to nie zdrada!)
myślę, że nie doszło między nimi do niczego, bo tamta zaszła w ciążę z innym
i z nim wzięła ślub
mój mąż miał z nią zerwać kontakt, mówił, że mu przeszło
ja miałam się wyprowadzać, bo atmosfera była lodowata, rozmawialiśmy tylko o
rzeczach niezbędnych
poprosił, żebym została i żebyśmy spróbowali
no i zostałam; na początku było nawet fajnie, on się starał, chociaż czułam
jakiś dystans, bo uznałam, że tak od razu nie będziemy od razu blisko
teraz przeprowadziliśmy się do rodziców (chodzi o kasę) i jest fatalnie (ze
względu na moją matkę, która go nie cierpi, a on nie cierpi mojej matki)
niedawno zupełnym przypadkiem znalazłam zeszyt, gdzie on pisał do tamtej
dziewczyny (takie listy, którch się nie wysyła)i to też z datą, kiedy już
próbowaliśmy ratować małżeństwo
on tam pisał, że nie mogą być razem, bo jest żonaty, że nie może jej zapomnieć
gdy sie zapytałam, zaprzeczył, powiedział, że to jego prywatne sprawy,
wyrwane z kontekstu, pisane po paru browcach i to, co on robi, a co myśli, to
dwie różne sprawy...no koment
on chce dalej próbować, mówi o kupnie mieszkania, a ja mam dosyć
nie chce mi się już walczyć o to małżeństwo, bo nie czuję się kochana, nie
szanuje mojej pracy w domu ( bo on to pracuje ciężko, a ja w domu to sobie
wypoczywam i to nie jest praca), nie spędza czasu z dzieckiem, mówi, że albo
musi odpocząć po pracy albo że ma pilną pracę na kompie do pracy albo na
studia, że ja go zmuszam do tego, by on coś robił, czego akurat nie chce......
i teraz nie wiem, co robić, bo gdyby nie moja sytuacja rodzinna, to bym się
pewnie od razu zdecydowała...właśnie skończyłam studia i szukam pracy
(psycholog!sic!), na razie nic nie mam, a dopiero jak będę miała pracę, to
mogę samodzielnie mieszkać z dzieckiem i nie być zależnym od rodziców...
mój ojciec jest alkoholikiem, wypomina mi wszystkie potknięcia i w ogóle
czuję się przy nim jak ktoś, kto jest nic nie wart, nic nie umie, itd. Pomaga
mi, bardzo kocha wnuczka, ale i tak daje mi odczuć, jaki on jest dobry, bo
daje kasę, a jakby nie dawał, to nic bym nie miała...cieszę się, że pomaga,
sama rzadko go o to proszę, ale skoro sam sie ofiaruje, to po co potem komuś
wymawiać? Moja matka chce mi pomagać, nawet na siłę. Bardzo często nie
dociera do niej, że ja muszę zrobić po swojemu, że muszę sama podjąć decyzję,
że to nie musi być, tak jak ona uważa za słuszne. Jest też nadpobudliwa i
zmienna emocjonalnie i nie wytrzymuję tej huśtawki nastrojów...:( ....
Z powodu moich rodziców mam taką sprzeczność, że wolę czasami być z mężem,
który (chociaż pewnie mnie nie kocha), to jednak nie serwuje mi takich
przeżyć jak moi rodzice.........a nawet jak serwuje, to do niego docierają
jakieś racjonalne argumenty, a do nich nie......
nie wiem, czy kazać się mężowi wyprowadzać, rodzice i tak pomogą, ale
wypomną...
czy może trzymać się męża i iść jak najdalej od mojej patologicznej rodziny
(rodzina męża jest bardzo fajna, poza teściem)....
czuję się, jakbym nie miała żadnego wyboru, bo co nie zrobię, to będzie źle...