Dodaj do ulubionych

ja to sobie namotałam w życiu

26.10.05, 23:43
Problem podobny jak post "jestem mężatką, pokochałam innego..." .
już minął rok naszego małżeństwa, 5 lat znajomości i decyzja o ślubie raczej
dla zalegalizowania związku, bardziej transakcja, rozsądek niż euforia że
ślub. dwa miesiące po ślubie poznałam Jego. to uczucie spadło na mnie jak
grom z jasnego nieba, tak nagle, tak zupełnie przypadkowo. pojawiły się
spotkania, smsy, niekończące się rozmowy telefoniczne, wzajemne powolne
poznawanie się. wpadłam po uszy, mąż poszedł w odstawkę. wyczuł że coś jest
nie tak, dowiedział się że jest ktoś inny, postanowiliśmy że się rozstaniemy
dla przemyślenia co dalej, wyjechał do innego miasta i tak już od 5 miesięcy,
ja - "słomiana wdowa" na własne życzenie. a wtedy moja znajomość z Tamtym
zaczęła nabierać rumieńców, zaczęły się rozmowy o wspólnej przyszłości. a ja
zamotana, jest mąż z którym już nie wiem co mnie łączy, dzieci nie mamy, dom
jest mój, to mąż się do mnie wprowadził, a ja go teraz wysiudałam. nie jest
mi z tym dobrze, nie prawcie mi teraz kazań, proszę, i tak mi niełatwo. mąż -
prawie obcy mi człowiek, widujemy się bo studiuje w moim mieście, dojeżdża z
rodzinnego miasta. wiem że jest gotowy wybaczyć mi zdradę, wiem że chce
spróbować od nowa, tylko że ja nie wiem czy tego chcę, nie umiem odnależć sie
we własnym domu kiedy on w nim jest, wciąż jestem zakochana w Tamtym, nie
umiem z niego zregzygnować, nie wyobrażam sobie że nie ma Go w moim życiu. I
koło się zamyka bo żeby spróbować układać z mężem życie musiałabym rozstać
się z Tamtym, a na samą myśl o tym jest mi nieznośnie. Zamotałam się
okrutnie, wiem, na własne życzenie. I mija miesiąc za miesiącem, a ja wciąż
nie wiem. Babki, co ja mam robić, niech mi ktoś doradzi mądrym słowem,
proszę. :-((
Obserwuj wątek
    • aagnieszka76 Re: ja to sobie namotałam w życiu 27.10.05, 09:09
      Mam bardzo podobną sytuację do ciebie i też nie wiem-rozwieść się czy nie.
      Myślę,ze ważne jest czy facet w którym się zakochałaś równie poważnie traktuje
      znajomość z tobą. Bo może dla niego jest to tylko nic nie znaczący flirt z
      mężatką.Zresztą może to też być tylko zauroczenie z twojej strony, w końcy
      pewnie w pierwszych momentach znajomosci z męzem, te ileś lat temu, czułaś
      podobną fascynację.
      Ale jeśli nic już nie czujesz do męża to chyba powinnaś się rozstać, bo raczej
      uczucie się nie odrodzi,ale sama wiem jak trudne jest podjęcie takiej decyzji.
      • wintour Re: ja to sobie namotałam w życiu 27.10.05, 10:03
        Aga76 - ja i ten facet zaczęliśmy rozmawiać o wspólnej przyszłości, ten temat
        już wypłynął. Co do zauroczenia - to wiesz, na początku mojej znajomości z
        mężem nie czułam takich emocji jak teraz, te są diametralnie różne od tamych,
        teraz burza zmysłów, skrzydła u ramion, tam była cisza, spokój, stosowanie, bez
        szaleństw. A jeszcze moja mama bardzo mnie "wsparła": że to moja wina, że
        jestem nieodpowiedzialna, że mając 30 lat powinnam zachowywać się dojrzale,
        żebym nie żałowała swojej decycji i inne takie. Tak, bardzo mnie poparła :-/
    • olanna Re: ja to sobie namotałam w życiu 20.11.05, 10:54
      mam wrazenie, ze ty juz odeszlas od meza wiec moze teraz pora zawalczyc o
      szczescie dla siebie. dlaczego zawsze musimy z czegos rezygnowac, zeby na
      zewnatrz ladnie wygladalo? jesli Tamten czeka na Ciebie to chyba warto
      zaryzykowac. trzymam kciuki
      • gogola2005 Re: ja to sobie namotałam w życiu 24.11.05, 15:28
        Ja tez to przeżyłam!! Byłam mężatką 8 lat mamy dziecko 5 lat. Poznałam
        wspaniałego faceta, który dał mi miłość, ciepło, zainteresowanie moją osobą.
        Romans trwał 1 rok i postanowiłam odejść od męża. Wszystko się wydało mąż
        dowiedział się o moim romansie, chciał mi wybaczyć, ale ja nie chciałam.
        Odeszłam nie dałam już jemu szansy, choć bardzo prosił, wiedziałam, że to’ co
        się stało zmieniło mnie i całe moje życie. Czułam, że nie jestem w stanie
        ponownie się zakochać w mężu, nic do niego nie czułam tylko martwiłam się bo
        złamałam mu serce.
        Wiedziałam, że życie z moim mężem nie jest dla mnie, obawiałam się ludzi co
        będą o mnie mówić, że jestem zła, wredna a nawet to gorsze.
        Zdecydowałam się na rozwód, rozmowa z rodzicami, jakoś się udało, nie robili
        mi wymówek. Poznali moją miłość, długo obserwowali, ale jakoś się
        przyzwyczaili. Bałam się albo wstydziłam się oceny mojej wielkiej rodziny,
        która była na moim weselu, jak wytłumaczę dlaczego odeszłam?
        Wzięłam się w garść na spotkanie rodzinne przyprowadziłam moją nową miłość.
        Czułam się strasznie widziałam każdego myśli, ale nic nie dałam po sobie poznać
        pomyślałam tylko „ nie mieszkam z nimi, nie czuje do ciotek babci wujków nic”
        Kocham Mojego partnera to z nim chce żyć i jakoś to przeszłam. Zapomniałam
        napisać straciłam wszystkich moich znajomych przyjaciół, oni tego nie
        zrozumieli albo nie byli tym za kogo się podawali.
        Teraz z moją miłością planujemy ślub, kupiliśmy mieszkanie czuje się cudownie,
        szczęśliwa na maxa.
        Ten rok był bardzo dla mnie trudny, koszmary, wyrzuty sumienia, bez senne noce
        ale nie żałuje (zrobiła bym to jeszcze raz). Mój syn zaakceptował nowego
        PRZYJACIELA, bardzo się lubią choć tęskni za tatą, ale mówi, że kocha nas
        wszystkich „ szkoda, że tata nie może mieszkać jeszcze z nami”.
        Mój mąż, wbrew moim obawą, że będzie sam poznał koleżankę-przyjaciółkę zmienił
        pracę jakoś daje sobie dobrze radę, tęskni za synem, czasami jest mi smutno, bo
        zabrałam mu szczęście jakim jest syn.
        Teraz wszyscy musimy z tym żyć, każda ze stron, zawsze będziemy w swoim życiu
        co by się nie stało. łączy nas dziecko. Choć chciałabym aby na zawsze zniknął z
        mojego życia, ale nie mogę tego zrobić synkowi. Więc od czasy do czasy a nawet
        regularnie spotykam mojego byłego. Nie czuje prawie nic tylko mi smutno, że to
        ja mu życie skrzaniłam.
    • mimi797 Re: ja to sobie namotałam w życiu 26.11.05, 14:42
      no właśnie.. ja mam podobny problem. Mam meża, kocham innego i nie wiem co mam
      zrobić. Postanowiłam odejśc, ale jakoś nie mam 100% pewności ze dobrze robię.
      Boję się ze za bardzo skrzywdze tym męża. Mąż zna częśc prawdy o tym drugim,
      ale i tak traktuje to jako zdradę. Powiedział, ze pomimo wszystko mnie kocha i
      żebym się jeszcze zastanowiła, że moze wybiorę jego. Ja juz nie wiem co mam
      zrobic. Przy tym drugim czuję się sobą, jest mi z im dobrze, choć widzieliśmy
      się dopiero kilka razy. On ma wobec mnie jak najbardziej poważne plany. Mąż nie
      był dla mnie najlepszy, to zawsze ja dawałam z siebie wszystko zeby było
      dobrze. Ale pobralismy się, tak trochę, z rozsądku...Teraz jak mu powiedziałam,
      ze chce sie rozstac, to on mówi ze wszystko zrozumiał i ze chce sie zmienic.
      Jakos w to wszystko nie wierzę..Ale i tak myślę o tym zeby dac mu jeszcze jedną
      szansę. Tylko wtedy nie będzie tego drugiego, a ja nie potrafię się z nim
      rozstac (juz raz próbowałam).
      czy coś juz postanowiłaś?? co zrobisz??
      • gogola2005 Re: ja to sobie namotałam w życiu 28.11.05, 10:40
        ja uważam, jakią byś nie podjeła decyzję i tak będzie Tobie ciążyła do końca
        życia. Moim zdaniem powinaś zadbać o siebie, bo jeśli jest ktoś inny w Twoim
        życiu to znaczy, że nie kochasz męża i nie wiem czy mozna się w nim ponownie
        zakochać. Opowiedz sobie czego oczekujesz od życia, czy dasz sobie radę jak
        zostaniesz sama bo tak się też może stać. Ja zaryzykowałam bo nie miałam
        wyjścia nie mogłabym pokochać mojego męża ponownie tego jestem pewna.
        • mimi797 Re: ja to sobie namotałam w życiu 28.11.05, 12:09
          masz rację, ale nie wiem w sumie dlaczego dałam mu ostatnią szansę. moze
          dlatego, że się bałam?? bałam tego co będzie jak mąż dowie się więcej niz wie
          do tej pory i też tego,że powie całej rodzinie jaka to ja jestem najgorsza, bo
          tak go potraktowałam, a obiecywałam co innego. No i zdecydowałam się na
          pozostanie z mężem, ale jakoś nie mogę przestać myśleć o tamtym. Wiem, że juz
          nigdy nie spotkam nikogo takiego i boję się, że włąśnie marnuję swoją szansę na
          to żeby byc tak naprawdę szczęśliwą. On oczywiście nie przyjnmuje tego do
          wiadomości, mówi zebym jeszcze przemyślała, że tak naprawde to zła decyzja. Ze
          nie muszę być koniecznie z nim, ale zebym zostawiła to wszystko za sobą i
          pomyślała w końcu o sobie. I obawiam się, ze on ma rację... Nie moge sugerowac
          się jednym miłym dniem, bo przeceiż przed nami całe życie.
          A powiedz, jak było u Ciebie w małżeństwie zanim się rostałaś?? czy było jakos
          źle?, dlaczego dałaś się ponieść nowemu uczuciu??, bo przecież gdyby było
          dobrze, to nie zainteresowałbyś się kiimś innym. Ciągle myslę, że te moje
          powody są zbyt błahe, ale czy taki powód, że się kocha kogoś innego jest zbyt
          błahy?? Ostatnio dowiedziałam się, że rozwiodła się nasza znajoma, bo mąż
          znalazł sobie inną. koleżanka skomentowała to, ze lepiej ze tak się stało, bo
          skoro on w pierwszym roku juz cos takiego zrobil, to co byłoby później.
          Poczułam się jakos dziwnie, pomyślałam, co będą mówić o mnie, i tez to, ze ja
          chyba nie nadaję sie do małżeństwa, skoro mam takie ciągoty. Juz sama nie wiem,
          co mam o tym wszystkim myslec. Czy jestem w stanie zakochać się ponownie w
          męzu?? bo jak na niego patrzę, to sobie myślę, że mogłabym byc teraz z tym
          drugim. moze mi przejdzie?? Najbardziej brakuje mi tej pewności siebie, bo
          gdybym ja miała to juz by było po sprawie.
          • gogola2005 Re: ja to sobie namotałam w życiu 28.11.05, 14:25
            Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie.Był dobrym człowiekiem zajmował się domem,
            gotował, sprzatał ale nie dawał mi miłości, żyliśmy jak dobrzy znajomi bez
            czułości. Nie interesowałam go jako kobieta i się mnie bał. Zawsze mi
            przytakiwał człowiek pantoflarz lub ciepłe kluchy, mi było z tym bardzo źle.
            Ja już nie mam odwrotu, nie potrafiłam bym żyć z tym co przeszłam.
            Teraz czuje ból ale jestem szczęśliwa mam faceta który mnie kocha i to okazuje,
            mówi, że nie mam racji ciągnie i motywuje abym szła do przodu.
            Ale to jestem ja i moję życie moje potrzeby, może warto spróbować jeszcze raz
            ja tego nie czułam więc odeszłam.
            • code46 Re: ja to sobie namotałam w życiu 29.05.06, 16:42
              Prawde mowiac gratuluje odwagi. Ja zyje w zwiazku z kobieta, ktora kocham, ale
              czuje, ze z jej strony to juz tylko przyzwyczajenie i strach przed odejsciem.
              Nie jestem w stanie wykonac pierwszego kroku, gdyz caly czas mam nadzieje, ze
              sytuacja sie poprawi.

              Wole prawde, chociazby najgorsza niz dawanie mi zludnej nadziei.
      • galareta2 Re: ja to sobie namotałam w życiu 30.05.06, 09:05
        Gogola, Mimi - mam niemal to samo, tylko jestem jeszcze o dwa kroki za Wami -
        mam męża, który niby dba o rodzinę (mnie i corkę) bo przynosi kasę. Tylko jakos
        nie udziela się w takich codziennych zwyczajnych zajeciach domowych. Niby mało
        zarzutów, a jedoczęsnie wszystko może być zarzutem. Chwali sie mną przed
        innymi, ciągnie w górę, ale jednoczesnie nigdy nie chwali mnie, nigdy nie mówi
        ciepłych słow, nie kupuje kwiatów. Taka "dobra techniczna obsługa". Po wielu
        kłótniach zaczełam szukać wsparcia emocjonalnego. No i znalazłam kogoś, kto
        stał się dla mnie bardzo bliski, ciepły, troskliwy - mężczyzna, o jakim
        marzyłam i jakiego mi potrzeba by "żyć". Mąż dowiedział sie o tej znajomości,
        probował mnie straszyć, a kiedy zobaczył, że oddalam sie jednak - zawalczył o
        mnie dając ostatnia szansę, ale i szantazując mnie. Wystraszyłam sie ... Boje
        sie cały czas, choc maż widząc, że skuliłam uszy stał się jakby łagodniejszy
        i "poprawił się" ... Tylko ja juz nie jestem taka jak byłam i mam obawy, że
        moge stracić prawdziwą miłość ...
    • herself1 Re: ja to sobie namotałam w życiu 29.05.06, 18:02
      Jeśli do swojego męża nic nie czujesz,
      jeśli to małżeństwo było <transakcją>
      to nie widzę powodu, abyś w nim tkwiła.
      Nie zapytałaś siebie kiedyś - dlaczego wychodzisz, wyszłaś za mąż bez miłości?
      Dzisiaj pytasz, czy masz zrezygnować z takiego małżeństwa z powodu uczucia,
      jakie poczułaś do kogoś innego?
      Nie jest istotne, że pokochałaś kogoś (być może to chwilowa fascynacja?)
      istotne jest to, co czujesz do męża.
      Jeśli nic i jeśli nie ma to związku z nową znajomością,
      to można uznać, że ta nowa znajomość była tylko impulsem, który ułatwił Ci
      zrozumienie, że wychodząc za mąż popełniłaś błąd.
      A błędy popełnia każdy, szkoda tylko, że ktoś ...przez te błędy cierpi.
      Pozostaje Ci próba zminimalizowania skutków tego błędu.
      Pozdrawiam
      HS




Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka