ela74
04.11.05, 21:16
Od jakiegos czasu czytam wasze posty i próbuje przygotować się na czekający
mnie rozwód.Moja historia, na poczatku bardzo pięknie, miłość, zaufanie,
wiara i cała reszta która dzis nie ma juz żadnego znaczenia. Małżeństwem
jesteśmy 11 miesięcy i chyba od dnia zawarcia wszystko się popsuło.Mam
półroczną córeczkę, jedyny promyczek w teraźniejszym życiu.W ciągu minionych
miesięcy było wszystko alkohol,pobicie, policja,kłamstwa, zdrada, nie sypiamy
ze sobą od dnia zawarcia ślubu, najpierw obawa męża o dziecko, całkowicie
nieuzasadniona, później już szczerze stwierdzenie - odrzuciło mnie od ciebie.
Jeden nie ciągnący się koszmar, coraz więcej złości i żalu we mnie samej,
poczucie że staję się ordynarna, chamska.Nie panuję nad sobą, nie śpie bez
leków nasennych albo alkoholu, poprostu całkowity upadek, beznadzieja i
strach.Jedyne co mi daje to zabezpieczenie finansowe. Boję się co dalej, z
czego mam utrzymac córeczkę, nawet jak wróce do pracy - 800 zł na rękę to
wszystko. Kiedy mówie o rozwodzie, on nie przyjmuje tego do wiadomości,
poprostu milczy.Ciągłe wyzwiska i ten nie do opanowania strach kiedy jest
pijany, jeden koszmar a przy tym wszystkim wspomniemnia tak niedalekie, pełne
wiary i miłości. Co robić, jestem u kresu wytrzymałości, gdyby nie malutka
nie zależałoby mi na życiu.