e.karina
29.11.05, 11:48
Czesc Dziewczyny,
napisze Wam prawde o moim zyciu, wlasciwie calej nikt nie zna. Mam nadzieje
ze patrzac na to z boku jakos mi doradzicie, wiem ze przezywacie moze cos
podobnego, dlatego zalezy mi na waszej opinii.
Historia byla jak z bajki, poznalismy sie w pracy, dlugie rozmowy, on zmienil
firme wiec bez przeszkod moglismy kontynuuowac te znajomosc. Zdecydowalismy
sie byc razem, co wiazalo sie z tym ze musialam zostawic Warszawe, prace
mieszkanie i przeniesc sie do niego. Powiedzial ze jesli bede to dluzej
odwlekac to on tak dalej nie chce i sie rozstaniemy. Kochalam, postawilam
wszystko na jedna karte, pojechalam. Mielismy pomysl na wlasna firme, dlatego
nie szukalam pracy, ale on nie mail pomyslu na nasze zycie. W koncu zostalm w
domu z bardzo ciezka depresja.
Przyzwyczajona do masy pracy i wielu znajomych, siedzialam w obcym miescie,
pracy nie moglam szukac bo mialam jeszcze 3miesiace wypowiedzenia. Jak w
czarnej dziurze byly dni ze nie wychodzilam z domu nie chcialam nawet
odslonic zaslon zeby nie widziec tego swiata na zewnatrz.
Bylam kura domowa, przynies podaj, sprzatnij.
On powiedzial ze z interesu nici bo on nie chce brac takiej odpowiedzialnosci.
Szukam dzielnie pracy, chodze na spacery, wracam do Warszawy, ale bez niego.
On ma tu remont domu w ktorym tkwi po zeby. w ciagu calego roku nie poznal
mnie z nikim, nie mam znajomych, nawet jak odwiedzal swoja matke to ja
musialam zostac w samochodzie, albo w domu, w ktorym nie mielismy wtedy nawet
telewizora.
Jestem na niego zla, ze nie bral pod uwage nigdy moich uczuc, nie wiedzial co
lubie, jakie mam plany. Stal sie dla mnie obcym czlowiekiem, nie wspolzyjemy,
bo jest dla mnie taki obcy, kiedys bylo pod tym wzgledem super ale on nioe
chcial widziec tego ze jestem czlowiekiem a nie tylko moim cialem.
Nie chce go w lozko.
Tak mysle ze nie jest zly, oklamal mnie kilka razy, mielismy tylko bardzo
cichy slub cywilny (dzien przed powiedzial mi ze jest 6 lat starszy od tego
wieku do ktorego sie przyznyje czyli 16 lat starszy ode mnie).
Czy jest sens z nim zostac nie bije nie zdradzi (tego jestem pewna, ale z
drugiej strony ja nie mam ochoty isc z nim do lozka to ta zdrada kiedys i tak
moze sie pojawic), ale nie ma w nim tych celow i ambicji ktore sa we mnie. On
mysli o swojej rencie a ja jeszcze o tym co chce osiagnac w zyciu.
Nie wiem czy jest sens to ciagnac.
Ale nie wyobrazam sobie dzieci z nim, bo moze jest troche zbyt malo meski jak
na faceta, nie czuje w nim takiego oapcia jakbym chciala, jest strasznym
egosista.
Jest jeszcze ktos, moj dawny kolega, nasze drogi sie rozeszly, ale ostatnio
zaczelismy mailowac. Ja napisalam, jak mi odpisal dwa dni z nerwow bolala
mnie glowa ze wzglwdu na wyrzuty sumienia, piszemy, ze wzgledu na kilometry
nie widzielismy sie. On ma te cele i ambicje jak ja, potrafi zrozumiec moje
zdanie i je uszanowac, nie stosuje przemocy fizycznej talko szanuje moje
zdanie.
Nie wie ze wyszlam za maz, nie mam sily mu o tym powiedziec bo to nie jest
rozmowa na telefon, a pozy tym musialabym opowiedziec o mojej depresji. On
tez jest bardzo radykalny w pogladach, wszystko jest biale albo czarne, nie
wiem czy chcialby spotykac sie z rozwodka.
Marze o slubie koscielnym i pieknej sukni, z moim mezem tego nie chcialam bo
chyba nie bylam pewna moich uczuc.
Wiem ze jesli drogi zyciowe moje i tego kolegi sie zejda blizej bede musiala
mu to opowiedziec bo nie chce drzec cale zycie ze jakos sie dowie, ale czy
potrafi to zrozumie, z reszta dluga droga przed nami.
Nic nie wiem, moze z moim m. to tylko kryzys moze wybrzydzam, najgorsze jest
to ze czuje sie tak bardzo winna, ze jestem zlym czlowiekiem...
Dziewczyny, napiszcie, pomozcie i wesprzyjcie w niedoli...