koni42
14.05.06, 18:03
Jestem na początku tej długiej drogi. Po roku dręczenia się sama ze sobą, czy
go kocham, że pewnie jeszcze będzie lepiej, że się zmieni itp. postanowiłam
się rozstać z mężem. Jesteśmy ze sobą 6 lat. Mamy pięcioletnia córeczkę. Mąż
absolutnie się wybiwla, nie chce słyszeć, że to jego zachowanie wpłynęło na
taki stan rzeczy - oskarża mnie. Przechodzę batalię o dziecko. Mąż nie chce
słyszeć, że mała mogłaby być ze mną. Wiem, że wcześniej napisałam nowy wątek
o tym, że mamy mieć opiekę naprzemienną, ale się z tego wycofałam. Mąż uważa,
że złamałam wcześniej dane słowo i nie rozumie argumentów o dobru dziecka.
Nie jestem osobą, która zamknie mu drzwi przed nosem! Ostatnio jednak,
pytałam się go co powiemy Julii o naszym rozstaniu, z kim zostanie itd.
odpowiedział, że powiemy, że zostanie ze mną, a on będzie nas odwiedzał.
Opowiem wam, jak wygląda sytuacja: Mieszkanie sprzedaliśmy, ja mam wynajęte
mieszkanie od 01.06. On wyjeżdża z małą na urlop 05., potem Julia jedzie z
dziadkami (teściami) nad morze. Po tym całym urlopowym szaleństwie ma byc u
mnie. Moje pytanie brzmi: Co mam zrobić, żeby sytuacja została
znormalizowana, że prawnie Julia jest tylko ze mną - tzn., że mieszka ze mną,
a ojciec ją tylko odwiedza przed rozwodem. Pozew wystosuję w najbliższym
czasie. Tata dziecka zastrasza mnie, a właściwie to robi to zrywami. Raz jest
ok. raz każe sobie płacić za urzytkowanie naszego wspólnego samochodu, tylko
dlatego, że jest na niego zarejestrowany (mój jest zepsuty - w naprawie).
Boję się, że jemu się też coś odwidzi. Czy w świetle prawa, gdy rodzice się
rozchodzą, ale jeszcze nie maorzeczenia sądu dziecko ma mieszkać z matką?
Kto o tym decyduje, czy mam jakieś argumenty prawne przeciw mężowi? Jestem
ciągle przybita, ale wiem, każdy dzień mnie w tym upewnia, że robię dobrze!