rozwód po 50-tce

22.05.06, 11:59
Cześć
mam 52 lata i 28 lat małżeństwa z facetem , który nigdy nie dojrzał do roli
męża i ojca.
Decyzję o rozwodzie podjęłam 10 lat temu , ale ze względu na dzieci nie
realizowałam jej.
Dziś dzieci są dorosłe jedno wyfrunęło z domu a ja nadal tkwię w chorym
układzie małżeńskim , gdzie od wielu lat nie ma seksu, wzajemnego szacunku,
zrozumienia ani wspólnych dochodów. Pracuję tylko ja . Ja utrzymuję
dom, "męża" lenia oraz 18 letnią córkę.
Każda rozmowa z mężem na temat rozwodu kończy się ironicznym śmiechem oraz
tekstem ,że w sądzie powie , że mnie kocha i nigdy nie da mi rozwodu.
Nie wiem , czy w ogóle jest sens przechodzić przez ten cały korowód
rozwodowy , bo przecież w moim wieku już jest za póżno na zaczynanie
wszystkiego od początku.
Ela
    • koni42 Re: rozwód po 50-tce 22.05.06, 12:13
      Elu, nigdy nie jest za wcześnie, ani za poźno, żeby mieć spokój i wreszcie
      uśmiech na twarzy. Jesteś samowystarczalna, masz dorosłe dzieci, ktore na pewno
      będą wsparciem w cięższych chwilach i siebie, przyjaciół, zanajomych. O to, czy
      mąż nie da Ci rozwodu, nie martw się. Idź do adwokata u mnie porada była
      bezpłatna, a ew. przygotowanie wniosku do sądu 150 zł. Sąd na pewno da Ci
      rozwód! Uśmiechnij się - musimy się wspierać nawzajem. Dziś mam dobry dzień, bo
      jadąc samochodem z moim jeszcze obecnym mężem zobaczyłam żałosnego człowieczka,
      który próbował mnie włączyć jak zawsze w swoje stresy nerwy, a ja się nie dałam
      i patrzyłam n a niego jak na obcego człowieka. Nigdy więcej toksycznych
      układów!!!Pozdrawiam. Trzymaj się ciepło.
    • jmwaw Re: rozwód po 50-tce 26.05.06, 19:34
      Kobiety! to jakieś pozostałości z dawnych czasów.
      Stwierdzenie:
      "nie da rozwodu", którym również szachowała mnie była żona oznaczało po prostu,
      że nie rozwiedzie się jak ludzie, w trybie "bez orzekania o winie". Że będzie
      udowadniała moją winę. Niestety udało się ją złapać na kradzieży wspólnego
      majątku i musiała grzecznie zgodzić sie na ta wersje kulturalną. Inaczej
      groziła jej sprawa karna.

      Inna sprawa, że jeśli mąż nie przejawia chęci do "odczepienia" się od ciebie
      rozwód nic ci nie da. Nadal bedzie mieszkał, bo nie mozna go wymeldować bez
      jego zgody i wystawić rzeczy za drzwi a jak będzie sprytny to uzyska rozwód z
      twojej winy i natychmiast złozy o alimenty od ciebie. Będzie mieszkał jak
      mieszkał i będziesz go musiała utrzymywać w majestacie prawa.

      Pozostaje tylko nająć zbira i zlikwidować faceta ale zrozumiałe, że możesz mieć
      przed tym opory. Sumienie, nawet jeśli to łajdak nie pozwoli ci cieszyć się
      resztą zycia pomijajac juz fakt, że policja może dojść kto był prowodyrem i
      spędzisz 25 lat w więzieniu.
    • yeti55 Re: rozwód po 50-tce 26.05.06, 22:38
      Jestem też po 50-tce i zdecydowałam sie na ten krok.
    • yeti55 Re: rozwód po 50-tce 26.05.06, 22:45
      Pierwszy raz podeszłam do tego 8 lat temu. Niestety, trafiłam na wyjątkowo dziwną panią sędzię. "Mąż" oczywiście nie zgadzał się, nie tylko argumentując że mnie kocha, ale powoływał się też na religijną nierozerwalność małżeńską. Niestety, pani sędzia widziała szansę na utrzymanie naszego małżeństwa, w czym bardzo się pomyliła.Niestety, przyznam, że bardzo mi to utrudniło życie. Powtórnie złożyłam pozew po 8 latach. Czekam na pierwszą sprawę.Mam nadzieję , że tym razem to się skończy dla mnie dobrze. Mężowi chodzi przede wszystkim o to, że będzie tym samym musiało dojść do podziału majątku.
    • kasiar74 Re: rozwód po 50-tce 27.05.06, 08:06
      wymeldowac sie nie da ale mozna np sprzedac mieszkanie i kupic dwa mniejsze,
      srednio w tym kraju kobiety zyja 80 lat, twoj maz jak sie byczy w domku pewnie
      tez dlugo pozyje wiec masz perspektywne 30 lat zycia z tym czlowkiem jesli nic
      nie zrobisz
      znajoma mojej mamy wyszła za maz po 50 po bardzo ciezkim i pełnym wybojów zyciu
      i była bardzo szczesliwa *była bo zmarła niestety na raka
    • tessg Re: rozwód po 50-tce 27.05.06, 23:09
      Wiek nie gra roli , żeby mieć spokój.Ja też sie rozwiodłam z winy męża/kochałam
      go/ gdyz miał dziewcze w wieku własnej córki.Ja zostałam z niepełnosprawnym 21
      letnim synem nie chodzacym samodzielnie /całkowita obsługa/ przeszłam
      wiele.Spłacilam go z 1/2 mie4szkania M-4 /zadłuzyłam sie.Poszłam do pracy mam
      opiekunke.A ON /wyrzucila go/ przyjeżdza do syna dam mu kolacje i wyjeżdza nie
      wiem gdzie.Nie ciekawie wygladfa biedny bo sarenka oskubała .Ja zgodzilam sie na
      1oo zł alimentów by byl na każde żadanie i tak jest,Głowa do góry >Zycie zaczyna
      sie poi 50-tce dla tych co maja zdrowe dzieci ...świat mozna zaorać.Ja niestety
      poswiecilam sie dla syna i mysle ,że jeszcze kiedys bedzie lepiej.Jestem
      samodzielna ale nie samotna mam duzo przyjaciół i cudowena mamę.
    • ramaria Re: rozwód po 50-tce 28.05.06, 15:58
      Witaj Elu,
      mnie też sie wydawało,ze mi nigdy nie da rozwodu.Na pierwszej rozprawie
      powiedział,ze mnie kocha i nie wyraza zgody.Do drugiej miał czas na
      przeanalizowanie i gdy do niej doszło stwierdził:skoro ta pani tak sie domaga to
      sie zgadzam.Nie chciał,aby jego błedy były analizowane.Oni tylko w domu sa
      wielkimi bohaterami.W tłumie giną,tracą swoją pewność,siłe.Prawda jest taka,że
      to mąż ma zabezpieczyć rodzinę.Owszem są sytuacje,że może stracic pracę.Wówczas
      to zrozumiałe,że nie możesz mieć pretensji.Nie bój się,masz już 52 lata i
      najwyzszy czas pomyślec o sobie.
      • jmwaw Re: rozwód po 50-tce 28.05.06, 18:45
        Tak. Można nazwać upieranie suę na pierwszej rozprawie, "że się kocha" rodzajem
        niezgody na rozwód i to wydłuży czas, ilość potrzebnych rozpraw = podroży
        koszty sądowe, adwokackie. Teoretycznie można pozwać na tę okoliczność męża o
        zasądzenie zwrotu tych niepotrzebnych kosztów. Ale i tak nikt chyba w Polsce
        nie dostał jeszcze rozwodu na pierwszej rozprawie. Rok temu nazywało się to
        rozprawą pojednawczą teraz ma (miał) być ksiądz, który ma dodatkowo przekonywać
        stronę inicjującą do zaniechania starań.
        Rzeczywiście zapomniałem, żę jeśli mieszkanie jest właśnościowe i ma załozoną
        hipotekę, sąd zasądzi podział i po sprzedaży można oddać połowę drugiej stronie
        i "niech się buja". Problem, jeśli nie ma się gdzie podziać (nie ma rodziny,
        któa przygarnie) a mieszkanie jest tak małe, że praktycznie niepodzielne =
        niezamienialne na dwa mniejsze.
        • anka611 Re: rozwód po 50-tce 28.05.06, 19:36
          Mam 36 lat, jestem po rozwodzie. Nie ma znaczenia ile masz lat 25 czy 55. Lepiej
          przezyc szczesliwy rok samemu niz 20 lat z durniem -w nieszczesliwym zwiazku.
        • 7mazurzanka Re: rozwód po 50-tce 12.03.14, 12:05
          Witaj Elu, tez jestem po rozwodzie, po ktorym zostalam jedynie z dwojka dzieci, ktore sa juz dorosle.Dlugo bylam sama, po czym drugi raz wyszlam za maz, owocem czego jest wspanialy 11 letni teraz syn.Dodam jeszcze, ze 7 lat temu pojechalismy doLondynu i tu juz zostalismy.Oczywiscie bylo duzo rozterek, czy sobie poradzimy.Wszystko byloby dobrze , gdyby nie wielka zmiana , ktora nastapila w mezu.Stal sie po prostu wygodny, pomimo, ze ja bardzo ciezko pracuje na kilku etatach on nie poczuwa sie do jakiejkolwiek pomocy przy czymkolwiek.Ogranicza sie jedynie do swojej pracy.Cala reszta jest niestety na mojej glowie.Coraz czesciej zaczynam miec tego dosyc a co za tym idzie mysle rowniez o drugim niestety rozwodzie, na szczescie w Anglii nie ma z tym wiekszego problemu.Niestety dodatkowy m problemem meza jest nieumiejetnosc picia przez co sa dodatkoweroblemy np.jazda po pijanemu samochodem, w efekcie czego zabrane prawo jazdy na dwa lata.Myslalam, ze cos go ta sutuacja nauczyla, niestety nie.Nie robi tego czesto, ale za to stara sie chowac wszelkie slady, a to juz zle o nim swiadczy.Jestem w wielkiej rozterce, bo boje sie czy sobie poradze .Juz raz przez to przechodzilam i nie
Pełna wersja