KOBIETY -POMÓZCIE !!! ZONA ODESZŁA -GADA O ROZWODZ

23.05.06, 21:20
Bardzo was prosze o pomoc -moja zona nie mieszka juz w naszym domu 2 m-ce .
po kolejnej kłótni nie wytrzymałem i kazałem jej się spakowac -było to juz po
raz piąty... ona wygarneła przed postronnymiu osobami moje grzeszki ,
powiedziała ze piję ( tak naprawde kilka piw w tygodniu) , spię u kolegi
nieraz ,do mnie miała zal ,ze wyjezdzam z kolegami, Doszło do
rekoczynów ,wyzywała mnie ,obrażała ,rzuciła się z rekami,...
Teraz mieszka u matki i twierdzi ,ze jest jej dobrze .Spotkaliśmy sie kilka
razy ,byłismy w kinie ,była w naszym domu nan kolacji ..ale nie chce
wrócic .Wspomina o rozwodzie ,innym razem o separacji -a tak naprawde to ja
czuje ,ze ona nie wie czego chce ...Przepraszałem , zachćeałem do
powrotu ,pisałem listy i nic -nie moge bez niej zyc i bardzo ją
kocham ,załamuję się -POMÓZCIE -CO ROBIC ??????

Lucky

piszcie do mnie

lucky-luck@gazeta.pl
    • aktsieta Re: KOBIETY -POMÓZCIE !!! ZONA ODESZŁA -GADA O RO 23.05.06, 22:56
      jak powiadają górale "baba z wozu koniom lżej"następna miłość leczy poprzednią
    • fikus28 Re: KOBIETY -POMÓZCIE !!! ZONA ODESZŁA -GADA O RO 24.05.06, 14:53
      Musisz sobie zadać dwa pytania. 1)Czego będzie Ci brakowało jak ona odejdzie? i
      2)Co jesteś w stanie zrobić, jakie ponieść koszty (nie mówię o kosztach
      materialnych) aby ona do Ciebie wróciła. A oprócz tego zastanów się czy gra
      jest warta świeczki, jeżeli uznasz że jest, postaraj się nawiązać z nią dialog.
      Powiedz czego Ci brakuje kiedy jej nie ma, za czym tęsknisz i pamiętaj jedną
      rzecz że wina za rozpad związku zawsze leży po obu stronach a nie tylko po
      jednej. Doradzam dialog, bo jeżeli obie strony tego chcą zawsze się jakoś
      dogadają, gorzej jak każda szarpie w swoją stronę i żadna ani o milimetr nie
      popuści. Pozdrawiam i powodzenia życzę.
      • neb6 Re: KOBIETY -POMÓZCIE !!! ZONA ODESZŁA -GADA O RO 25.05.06, 15:24
        wcale sie nie dziwie,że odeszła...skoro przeszkadza jej kilka piw w tygodniu to
        zrezygnuj ze swojej przyjemności na rzecz związku.
        U mnie było podobnie, tez na początku kilka piw i wyprowadzało mnie to z
        rownowagi. Najpierw były prośby, rozmowy, nie skutkowało. Z czasem piw było
        coraz wiecej,w dni powszednie i weekendy, potem na wspolnych spacerach,
        wyjazdach...etc. Na moich oczach rozwijała sie choroba alkoholowa. Probowałam
        mu pomóc, najpierw siegajac do literatury, potem do lekarzy , rodziny ...i nic,
        kompletnie nic.
        Efekt jest taki, ze odeszłam...decyzja była naprawde trudna (bo była miłość)
        ale napewno właściwa.
        Pomyśl trochę , żeby nie stracic czegos na czym ci zalezy..
Pełna wersja