ritta76
25.05.06, 16:18
Dziś kończę 30 lat. A przeżyłam chyba tyle co 60-letnia kobieta.
Poznałam mojego EX na studiach. Był zamknięty w sobie, małomówny,
małokontaktowy, dziki jakiś....Nigdzie nie chodziliśmy bo mu się nie chciało,
do mojej rodziny też bo o czym on będzie rozmawiał,każde wakacje to kłótnie,
sprzeczki i psychiczne dokuczanie. Leniwy i wygodny do n-tej potegi. Skąpy.
Złośliwy. A do tego makabryczny kłamczuch.I tak 4 lata.Owszem, nie jestem
idealna, tez mam wady ale znam słowo kompromis. W 2001 ślub. Do dziś dnia nie
potrafię wytłumaczyć dlaczego za niego wyszłam. Po prostu nie wiem. Chyba
przyzwyczajenie....Moja mama widziała to wszystko, i delikatnie sugerowała mi
bym przejżała na oczy. A ja po prostu nie chciałam chyba tego wszystkiego
widzieć. Oszukiwałam siebie ,że po ślubie to wszystko się zmieni, że tylu
facetów po ślubie stało się czułymi i troskliwymi mężami i ojcami.Gdyby wtedy
powieidziała mi,że on jest do mnie niedobry i nie widzi dla mnie przyszłości
w tym związku nie podjełabym tej decyzji o ślubie a na pewno przemyslałabym
to wszystko jeszcze raz. Cóż...stało się inaczej. Bajeczna, klasyczna
sukienka, welon i piekny ślub na który nie zasłużył. Ślub przygotowałam i
zorganizowałam wszystko sama z moja mamą. Nic go nie interesowało, nawet
garnituru nie chciał sobie kupić- szkoda pieniędzy.Już to powinno mi dac do
myślenia. Boże, jak ja głupia byłam.....A po? Codzienie gorzej. Kłótnie,
szarpaniny. Proszenie o wszystko, o wyniesienie śmieci, o odkurzenie dywanu.
O wszystko. I to jego 'zaraz'trwające kilka dni. Zero czułości i namiętności.
Kwiatów i miłych słów. Wszystko robił tak ja jemu wygodnie. Egoista do szpiku
kości, cham i ta jego obojętność.Wykończył mnie psychicznie.Byłam kłębkiem
nerwów. Grałam przed mamą, że wszystko ok, ze jestem szczesliwa.Nie chciałam
jej martwić.Nie chciałam się przyznać że to moja największa życiowa
porażka.Mama kiedyś przy okazji wspomniała,że tak nie wygląda szczęśliwa
kobieta a znajomi pytali czy naprawde jestem z nim szczesliwa.Tesciowie
naciskali: dziecko, dziecko, kiedy będziesz miała dziecko? Słuchać tego nie
mogłam. Wspomniałam mu o tym a on: dobrze, ale przez całą ciąże będziesz
pracować (pracuję w laboratorium z toksycznymi chemikaliami), a jak się źle
poczujesz to karetka na porodówkę z pracy Cie zabierze i spać będziesz w
drugim pokoju z dzieckiem bo ja musze sie wysypiać.Doznałam szoku.Wyobraziłam
sobie całe moje życie z człowiekiem ,który nigdy się ne zmieni.Że będe miała
tak zawsze.I pekło coś.Zdecydowałam, że odcinam go jak pepowinę. Koniec. I
poczułam niesamowitą ulge i radość.Spakowałam się i wyprowadziłam do mamy.
Odżyłam. Złożyłam pozew.
I poznałam kogoś. Odmienił całe moje życie.Uzmysłowiłam sobie w jak chorych
normach żyłam.Jeszcze trochę a uwazałabym je za normalność. I na co się
godziłam, bo powinnam go w dupę kopnąć w pół roku po poznaniu.Teraz jestem
naprawde szcześliwa. Po raz pierwszy czuję się kochana i bardzo kocham. Na
każdym kroku odczuwam troske i opiekę, miłość i nieustanną czułość. Drobne
niespodzianki codziennie, kwiaty, kolacyjki w knajpkach. Ja nie wiedziałam,że
tak mozna żyć.....
Jestem już dawno po rozwodzie. Kiedy dotarło do niego ,że to koniec, ze pozew
już jest w sadzie to płakał, przepraszał, obiecywał że sie zmieni,żebysmy to
przemyśleli bo on żyć beze mnie nie może.....Powiedziałam jedno: miałeś
prawie 7 lat czasu na to (4 przed ślubem i prawie 3 po)a teraz czas
minął.Płakał i błagał. Błagał i płakał.Mi żal tylko tych 7 lat. 7 lat wycięte
z mojego życiorysu. Kiedy pomyslę, że już wtedy mogłabym być z moim
Marcinkiem to krew mnie zalewa. Ale widocznie tyle musiałam przejść by być
tak szczesliwa. Od pół roku mieszkamy nareszcie już razem i codziennie jest
lepiej.Wyręcza i wspiera mnie we wszystkim, zakupy, sprzątanie,
gotowanie....czuje się jak na wczasach. Co nie znaczy,że się obijam :). 26
sierpnia bierzemy ślub. Na razie cywilny. Ale obiecałam mu,że bedziemy mieli
kościelny bo to on na niego zasłużył a nie mój EX. Uniewazniam kościelny.
Uważam,że tesciowie zataili przede mną to jaki EX był. Cały czas mówili jaki
to ona wspaniały, pracowity, czuły i dobry. I naciskali na ślub. No cóż.
Uniewaznianie w toku....Czekam. A czekając jestem najszczesliwsza kobietą na
świecie. Czekaliśmy na siebie całe życie.
A o Ex nie chce nigdy więcej słyszeć.Przeklinam dzień w którym go poznałam.
Umarł dla mnie i nienawidze go za to jaki był dla mnie i dla mojej mamy
(bezczelny cham).Jestem szczesliwa, że jestem już po rozwodzie, że nie mamy
dziecka, bo nie zniosłabym jego widoku.
Napisałam trochę tego ale dziewczyny, pamiętajcie, że nigdy nie jest za późno
by być szczesliwą i nigdy nie pozwólcie by ktoś Was krzywdził.Bo nie jest
tego wart.I szkoda życia bo jest za takie krótkie na użeranie się z takimi
bydlakami.
Pozdrawiam Was wszystkie.
R.