Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpliwych)

25.05.06, 16:18
Dziś kończę 30 lat. A przeżyłam chyba tyle co 60-letnia kobieta.
Poznałam mojego EX na studiach. Był zamknięty w sobie, małomówny,
małokontaktowy, dziki jakiś....Nigdzie nie chodziliśmy bo mu się nie chciało,
do mojej rodziny też bo o czym on będzie rozmawiał,każde wakacje to kłótnie,
sprzeczki i psychiczne dokuczanie. Leniwy i wygodny do n-tej potegi. Skąpy.
Złośliwy. A do tego makabryczny kłamczuch.I tak 4 lata.Owszem, nie jestem
idealna, tez mam wady ale znam słowo kompromis. W 2001 ślub. Do dziś dnia nie
potrafię wytłumaczyć dlaczego za niego wyszłam. Po prostu nie wiem. Chyba
przyzwyczajenie....Moja mama widziała to wszystko, i delikatnie sugerowała mi
bym przejżała na oczy. A ja po prostu nie chciałam chyba tego wszystkiego
widzieć. Oszukiwałam siebie ,że po ślubie to wszystko się zmieni, że tylu
facetów po ślubie stało się czułymi i troskliwymi mężami i ojcami.Gdyby wtedy
powieidziała mi,że on jest do mnie niedobry i nie widzi dla mnie przyszłości
w tym związku nie podjełabym tej decyzji o ślubie a na pewno przemyslałabym
to wszystko jeszcze raz. Cóż...stało się inaczej. Bajeczna, klasyczna
sukienka, welon i piekny ślub na który nie zasłużył. Ślub przygotowałam i
zorganizowałam wszystko sama z moja mamą. Nic go nie interesowało, nawet
garnituru nie chciał sobie kupić- szkoda pieniędzy.Już to powinno mi dac do
myślenia. Boże, jak ja głupia byłam.....A po? Codzienie gorzej. Kłótnie,
szarpaniny. Proszenie o wszystko, o wyniesienie śmieci, o odkurzenie dywanu.
O wszystko. I to jego 'zaraz'trwające kilka dni. Zero czułości i namiętności.
Kwiatów i miłych słów. Wszystko robił tak ja jemu wygodnie. Egoista do szpiku
kości, cham i ta jego obojętność.Wykończył mnie psychicznie.Byłam kłębkiem
nerwów. Grałam przed mamą, że wszystko ok, ze jestem szczesliwa.Nie chciałam
jej martwić.Nie chciałam się przyznać że to moja największa życiowa
porażka.Mama kiedyś przy okazji wspomniała,że tak nie wygląda szczęśliwa
kobieta a znajomi pytali czy naprawde jestem z nim szczesliwa.Tesciowie
naciskali: dziecko, dziecko, kiedy będziesz miała dziecko? Słuchać tego nie
mogłam. Wspomniałam mu o tym a on: dobrze, ale przez całą ciąże będziesz
pracować (pracuję w laboratorium z toksycznymi chemikaliami), a jak się źle
poczujesz to karetka na porodówkę z pracy Cie zabierze i spać będziesz w
drugim pokoju z dzieckiem bo ja musze sie wysypiać.Doznałam szoku.Wyobraziłam
sobie całe moje życie z człowiekiem ,który nigdy się ne zmieni.Że będe miała
tak zawsze.I pekło coś.Zdecydowałam, że odcinam go jak pepowinę. Koniec. I
poczułam niesamowitą ulge i radość.Spakowałam się i wyprowadziłam do mamy.
Odżyłam. Złożyłam pozew.
I poznałam kogoś. Odmienił całe moje życie.Uzmysłowiłam sobie w jak chorych
normach żyłam.Jeszcze trochę a uwazałabym je za normalność. I na co się
godziłam, bo powinnam go w dupę kopnąć w pół roku po poznaniu.Teraz jestem
naprawde szcześliwa. Po raz pierwszy czuję się kochana i bardzo kocham. Na
każdym kroku odczuwam troske i opiekę, miłość i nieustanną czułość. Drobne
niespodzianki codziennie, kwiaty, kolacyjki w knajpkach. Ja nie wiedziałam,że
tak mozna żyć.....
Jestem już dawno po rozwodzie. Kiedy dotarło do niego ,że to koniec, ze pozew
już jest w sadzie to płakał, przepraszał, obiecywał że sie zmieni,żebysmy to
przemyśleli bo on żyć beze mnie nie może.....Powiedziałam jedno: miałeś
prawie 7 lat czasu na to (4 przed ślubem i prawie 3 po)a teraz czas
minął.Płakał i błagał. Błagał i płakał.Mi żal tylko tych 7 lat. 7 lat wycięte
z mojego życiorysu. Kiedy pomyslę, że już wtedy mogłabym być z moim
Marcinkiem to krew mnie zalewa. Ale widocznie tyle musiałam przejść by być
tak szczesliwa. Od pół roku mieszkamy nareszcie już razem i codziennie jest
lepiej.Wyręcza i wspiera mnie we wszystkim, zakupy, sprzątanie,
gotowanie....czuje się jak na wczasach. Co nie znaczy,że się obijam :). 26
sierpnia bierzemy ślub. Na razie cywilny. Ale obiecałam mu,że bedziemy mieli
kościelny bo to on na niego zasłużył a nie mój EX. Uniewazniam kościelny.
Uważam,że tesciowie zataili przede mną to jaki EX był. Cały czas mówili jaki
to ona wspaniały, pracowity, czuły i dobry. I naciskali na ślub. No cóż.
Uniewaznianie w toku....Czekam. A czekając jestem najszczesliwsza kobietą na
świecie. Czekaliśmy na siebie całe życie.
A o Ex nie chce nigdy więcej słyszeć.Przeklinam dzień w którym go poznałam.
Umarł dla mnie i nienawidze go za to jaki był dla mnie i dla mojej mamy
(bezczelny cham).Jestem szczesliwa, że jestem już po rozwodzie, że nie mamy
dziecka, bo nie zniosłabym jego widoku.
Napisałam trochę tego ale dziewczyny, pamiętajcie, że nigdy nie jest za późno
by być szczesliwą i nigdy nie pozwólcie by ktoś Was krzywdził.Bo nie jest
tego wart.I szkoda życia bo jest za takie krótkie na użeranie się z takimi
bydlakami.
Pozdrawiam Was wszystkie.
R.
    • astreja Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 25.05.06, 17:49
      gratuluje po pierwsze odwagi :) a po drugie, ze sie udało i jesteś szczęsliwa :)


      wytrwałam do końca ale miło się czytało ostatnią część
      • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 25.05.06, 17:59
        Dzieki Astrejko :)
        Pozdrawiam.
    • agniesia.g Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 25.05.06, 19:14
      gratuluje .... :)
      • koni42 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 10:19
        Jejku...gratuluję, że masz to już wszystko za sobą. Ja mimo, że zdaje się, że
        wszystko sobie zaczynam układać, z niewyjaśnionych powodów codziennie jestem
        rozedrgana, wciaż mi jest zimno, mam ściśnięty żołądek, schudłam. Niw ykluczam
        innych związków...kiedyś...w przyszłości, ale na razie drażnią mnie wszystkie
        pary. Całują się, przytulają, a ja mam ochotę krzyczeć! Nie mogę na nich
        patrzeć. Mam wrażenie, żę każdy mężczyzna to leń, cham i egoista, który
        wszystko zataja. Chciałabym już z tego wyjść...
        • monikadps Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 13:15
          Gratuluję, po przeczytaniu poczułam się tak, jakbym te słowa pisała ja.
          Dosłownie to samo. Wyprowadziłam się w listopadzie zeszłego roku. Czekam na
          rozwód. Najgorsza jest samotość i niepewność, czy jeszcze kogoś w życiu
          spotkam. Zostałam tak strasznie oszukana...
          • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 18:58
            Wiem i rozumiem Cię. Też tak miałam i to samo czułam. To przejdzie, wierz mi.
            Tylko trzeba czasu. Pamiętaj, jeszcze będziesz szalała z miłości :)
            Macie dzieci?
    • herself1 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 10:33
      Przyłączam się do gratulacji,
      powinnaś jednak zamknąć ten rozdział z esk ... mentalnie.
      Pozdr.
      • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 19:03
        Staram się...ale miałam jeszcze takie momenty, że wyobrażam sobie jak wygarniam
        mu raz jeszcze to wszystko, jak kompromituje go przed świadkami, jak odgrywam
        się za to wszystko.
        Po poznaniu mojego Skarba mineło. Prawie jak kamień w wodę.Bo ja z okresu kiedy
        byłam z ex niczego dobrego, miłego i fajnego nie pamiętam. Żadnych
        niespodzianek, śmiechu, wyjść (on nie miał żadnych znajomych!, no .. może
        dwóch). Ja zapamiętałam tylko najgorsze chwile. A teraz po prostu niczego już
        nie pamiętam....jakbym spała te kilka lat. I Bogu dzięki!
    • monaa28 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 10:51
      ja też jestem chodzącym dowodem na to, że można przeżyć rozwód i być później
      szczęśliwym. Jutro mam swój drugi, cywilny niestety, ślub i nie mogę uwierzyć w
      to, że się z tego powodu cieszę, bo kiedyś wydawało mi się, że ślub to coś
      okropnego, jak ludzie mogą się z tego cieszyć i że ja już nigdy więcej...:) na
      szczęście poznałam odpowiednią osobę i naprawdę wierzę w to, że tym razem będzie
      inaczej. A mentalnie odciąć się nie jest tak łatwo, mi zabrało to parę lat ale w
      końcu nadszedł czas, że nie myślę codziennie o tym potworze z przeszłości
      • kim5 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 12:29
        Ritta, a z jakiego tytułu unieważniasz ślub kościelny. Pytam, bo mój były
        złożył skargę.
        • ritta76 Kim - już odpowiadam. 26.05.06, 18:32
          Kim,
          w uzasadnieniu napisałam, że zostałam oszukana gdyż teściowie zataili przede
          mną fakt o tym jaki mój ex był naprawdę i na siłę wręcz dążyli do ślubu.Cały
          czas mówili jaki to on jest cudowny, taki pracowity, czuły , słowem anioł.
          Dążyli bardzo do ślubu. Dziś wiem dlaczego. Chcieli się chyba pozbyć tego
          łajdaka z domu, by męczył się z nim kto inny.
          Twój złożył skargę? Na Twoje uzasadnienie?
          • kim5 Re: Kim - już odpowiadam. 28.05.06, 13:22
            Mój złożył skargę podająz za powód swoją niechęć do posiadania potomstwa ze
            mną. Powód absurdalny i spreparowany na potrzeby unieważnienia.
            • ritta76 Re: Kim - już odpowiadam. 29.05.06, 21:17
              Nie przejmuj się tym. I tak będziesz przesłuchiwana więc wszystko będziesz
              mogła wyjaśnić.Będziesz wtedy mogła powiedzieć ,że kłami i celowo spreparował
              skargę.
      • ritta76 GRATULACJE 26.05.06, 18:22
        Monaa,
        Serdecznie Ci gratuluję z okazji Waszego ślubu! Bądź naprawdę szcześliwa i
        ciesz się każdą chwilą, Wami i tym cudnym dla Was dniu.I nic się nie stresuj
        tylko bądź piekna.
        Życie układa różne scenariusze. Jednym wychodzi za pierwszym razem a innym za
        drugim. Nam wyszło za drugim i kropka.
        Odezwij się jak ochłoniesz po takiej dawce szcześcia i emocji :)))
        Rita.
        • monaa28 Re: GRATULACJE 26.05.06, 21:25
          ritta76 napisała:

          > Monaa,
          > Serdecznie Ci gratuluję z okazji Waszego ślubu! Bądź naprawdę szcześliwa i
          > ciesz się każdą chwilą, Wami i tym cudnym dla Was dniu.I nic się nie stresuj
          > tylko bądź piekna.
          > Życie układa różne scenariusze. Jednym wychodzi za pierwszym razem a innym za
          > drugim. Nam wyszło za drugim i kropka.
          > Odezwij się jak ochłoniesz po takiej dawce szcześcia i emocji :)))
          > Rita.

          dzieki!!!
    • tictac11 Mogłybyście podać, 26.05.06, 13:33
      ile macie lat i czy macie dzieci?
      Ciekawa jestem, w jakim wieku ułożyłyscie sobie zycie na nowo.
      • kim5 Re: Mogłybyście podać, 26.05.06, 15:30
        Mam 31 lat, w nowym związku od ponad pięciu lat.
        Dzieci nie mam.
        • monia725 Re: Mogłybyście podać, 26.05.06, 16:32
          Ja miałam podobnie, tyle że ex nie byl leniem i chamem, lecz oszustem, byłam od
          samego poczatku zdradzana przez 3 lata. Wzielam rozwod, poznałam wspaniałego
          męzczyznę, obecnie męża. Mam 29 lat.
      • ritta76 Re: Mogłybyście podać, 26.05.06, 18:37
        Od wczoraj 30 lat. Poznałam ex miałam 21 lat a wyszłam za niego mając 25. Mając
        29 byłam już po rozwodzie. W sierpniu wychodze drugi raz za mąż. Szcześliwie!
        Dzieci nie mieliśmy. I Bogu dzięki!!
    • danas74 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 19:51
      Moja historia jest bardzo podobna. Tylko ja zmarnowałam trochę więcej lat, no i
      mamy dziecko. Syna. Ale mogę na niego patrzeć. Kocham go bardzo i on mnie też.
      Ojca nie widział od 5 lat i wcale za nim nie tęskni. W zeszłym roku wyszłam za
      mąż za wspaniałego człowieka. Mamy córeczkę i jestem znów w ciąży. Ogólnie;
      tworzymy bardzo fajną i kochającą się rodzinkę, czego wszystkim życzę.
      Pozdrawiam :-)
      • ritta76 Małe sprostowanie 26.05.06, 22:31

        Napisałam : "Jestem szczesliwa, że jestem już po rozwodzie, że nie mamy
        dziecka, bo nie zniosłabym jego widoku"

        A Ty : " mamy dziecko. Syna. Ale mogę na niego patrzeć"

        Miałam na mysli nie dziecko tylko mojego EX. Nie zniosłabym widoku EX podczas
        kontaktów jego z dzieckiem itp. NIE MIAŁAM NA MYŚLI DZIECKA. TYLKO TEGO POTWORA.
    • kasiar74 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 20:18
      ja mam 32 lata i mam wrażenie że nic mnie już nie czeka pozytywnego w sferze
      uczuć, dostałam tak w d..że boję się pomyślec o mężczyźnie, a co dopiero o
      związku, na razie sobie tego nie wyobrażam
    • monaa28 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 26.05.06, 21:30
      ja wyszłam za mąż jak miałam 22 lata, 24 jak się rozwiodłam, a z moim prawie
      mężem jestem od 3 lat. Mam 30 lat (dopiero w grudniu na szczęście:))) mój ex był
      nałogowym kłamcą i oszustem (zdradzał mnie na lewo i prawo:) ale dzięki temu
      miałam szansę poznać Roba!!!
    • ritta76 Skąd jesteście? 26.05.06, 22:38
      Ja z Poznania.
      • danas74 Re: Skąd jesteście? 26.05.06, 23:04
        No, faktycznie tak zrozumiałam. Sorki:-)
        Ja jestem z okolic Poznania. Mam 32 lata.A teraz uważajcie: mój ex, to była
        moja pierwsza wielka miłośc, taka prawdziwa. Zaczęliśmy ze sobą "chodzić" jak
        miałam 15lat. Jak miałam 19 zaszłam w ciążę, więc się pobraliśmy. Zaznaczę, że
        dla mnie ani "wpadka", ani zamążpójscie nie było żadną tragedią. Wręcz
        przeciwnie. Cieszyłam się, że jestem w ciąży i że wychodzę za mąż. Wiem, wiem,
        byłam młoda i głupia:-) Małżeństwem byliśmy 7 lat. Ale tak naprawdę powinnam od
        niego odejść duuuuuuuuuużo wcześniej. Na szczęście jak to mówią, lepiej późno,
        niż wcale. Najpierw była separacja (sądowna), potem rozwód. Wszystko trwało
        bardzo długo i okupiłam to masą nerwów, ale było warto! Żałuję tylko, że nie
        zrobiłam tego wcześniej. Chciałam powiedzieć wszystkim "zrezygnowanym":
        dziewczyny, ja też przez to przechodziłam, też nie widziałam dla siebie
        nadziei, też mówiłam nigdy więcej. Żadnych facetów, a tym bardziej ślubu:-)
        Dziś....jestem szczęśliwa...i na Was przyjdzie kolej:-)))
    • allegra6 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 27.05.06, 23:10
      Kochana Ritto! Serdecznie Ci gratuluję i szczerze zazdroszczę. Twoja historia w
      zdumoiewający sposób przypomina moją. Ja tez juz skonczyłam 30 latek a czuje
      sie duuuuuzo starsza, niestety zawdzięczam to mojemu męzowi, z którym tkwie juz
      szosty rok w związku , który tak naprawdę dla mnie jest tylko fikcją. Moj mąz
      podobnie jak twoj ex jest totalnym egoistą , skąpcem, leniem, czlowiekim ktory
      żyje dniem dzisiejszym i najchętniej wszelkie sprawy zrzuciłby na moje barki.
      Do tego niestety przyzwyczaili go rodzice, zktorymi mieszkał przez 30 lat mimo
      ze miał wystarczajaco środków na to by kupic sobie mieszkanie i zyc na własna
      rękę, ale wtedy musiałby myslec samodzielnie o zyciu,czego niestety on nie
      cierpi. Jak sie łatwo domyślasz weszłam w związek z człowiekiem kompletnie
      nieprzystosowanym nie tyle do samodzielnego życia ale takze do życia z druga
      osobą na zasadzie partnerstwa. Szybko okazało sie, ze musze nie tylko miec cały
      dom na głowie i wszystkie sprawy zycia codziennego ale takze najlepiej gdybym
      wyłacznie sama wszystko finansowała bo mój mąż niestety przyzwyczajony ze
      pensyjkę i to niezłą ma w całosci dla siebie, nie był niestety skory do
      dzielenia się niczym ze mną. Jak an ironię wychodzac za niego byłam jeszcze
      studentką ,niemniej jedank jestem osobą bardzo zaradną ( zycie mnie do tego
      zmusiło od wczesnego dzieciństwa ) i zawsze jakies srodki miałam. Na swoje
      nieszczęście jestem tez osobą bardzo honorową i wręcz chorobliwie ambitną
      zwłaszcza w kwestiach finnasowych, dlatego tez zamaist prosic go o pieniądze na
      to czy tamto, praktycznie sama zwłasnych srodków zaspokajałam własne potrzeby ,
      czemu mój mąz sie wcale nie sprzeciwiał. Uwazal on bowiem, iz skoro zapłaci
      połowe czynszu i od czasu do czasu zrobi zakupy żywieniowe to juz jest ok. W
      efekcie od\ samego poczatku kazdy z nas miał swoje pieniadze i sam nimmi
      gospodarował. Dlatego tez wszelkie posiadane przeze mnie dobra poczawszy od
      odziezy, poprzez sprzęt a anwyjazdach kończac finansowalam sobie zwłasnych
      srodkow.On tymczasem nic sobie nie kupił , jak równiez nigdzie nie wyjezdzał ,
      gdyz wolał skladać pioeniądze na zreszta blizej nieokreslony cel. Niestety jest
      to człowiek który nie tylko komuś skąpi ale takze sobie, on po prostu
      anjchetniej nie wydawałby ani grosza ze swoich pieniedzy a anjchetniej zyłby na
      cudzy koszt, dlatego teraz gdy od pewnego czasu mam niezła pracę ( wolny
      zawód ) i zarabiam wiecej niz on, poziostaje on cały w pretensjach, że nadal
      musi uczestniczyc w jakichkolwiek kosztach zycia codziennego !Zapytacie pewnie
      teraz po co nadal z nim jestem , skoro pewnie go juz nie kocham? Oczywiscie
      nieznoszę go i przeklinam dzien w ktorym go pozmnałam, Jego rodzice również
      dązyli bysmy jak najszybciuej sie pobrali i tez mi go zachwalali jak mogli
      ateraz wręcz\ żądają dziecka, on zresztą też , bo mysli z w ten sposób zatrzyma
      mnie przy sobie. Ja natomiast mając swiadomość ze nie chce juz znim byc , nie
      mogę jedank zdobyc sie na ten krok, niewiem czego sie boję , bo nawet nie
      samotnosci , wrecz przeciwnie chce być sama ! Chyab jednak boje sie tego
      zamieszanai związnego z tym rozstaniem . Wiem że zarówno on ajk i jego rodzina
      będą mnie strasznie prześladować , bo to sa ludzie dla których najwazniejsze są
      pozory i dal pozorów sa skłonni zrobic wszystko. Niestety mieszkam w malym
      miescie i wiem ze może być naprawde nieprzyjemnie. Poza tym wiem że to ja
      bede tą zła bo nikt nie wie ajki moj mąz jest naprawde a na zewnątrz uchodzimy
      za poprawne małżeństwo, co więcej moj mąz w oczach wielu ludzi jawi sie jako
      miły , potulny człowiek zakochany w swej zonie, niektorzy nawet go odbieraja
      jako pantoflarza , pewnie dlatego że to aj jestem bardziej energiczna. Dlatego
      zastanawiam sie jak z tego wybrnąc. Najchetniej gdyby udało sie uzyskac rozwod
      bez orzekani o winie , ale wiem ze on na to nie pojdzie i bedzie za wszelką
      cene chcial zrzucic wine na mnie. Jego rodzina jest zdolna wyprodukowac
      najgorsze dowody przeciwko mnie. Dla swietego spokoju wziełabym wine na siebie
      ale z drugiej strony obawiam sie ze potem bede musiala mu placic alimenty,
      obecnie zarabaim wiecej niz on . Juz sama nie wiem co robic ,od arzu mowie ze
      znim sie rozmawiac nie da wogole, to jest czlowiek ktorego trzeba ostawic przed
      faktem dokoanym . Tylko co robic ? Najgorsze ze mam poczucie zmarnowanych lat i
      chce to ajk anjszybciej przerwac tylko nie wiem jak to zrobic. Prosze o jakies
      sugestie !
      • myszka190 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 28.05.06, 13:32
        Rito gratulacje i fajnie że jesteś szczęsliwa. Ja poznałam mojego jak miałam 18
        lat , slub 22 lata a teraz 29,5 lat i od 1, 5 roku nie jesteśmy razem. Czekam
        na pierwsza sprawe rozwodową może sie jeszcze uda przed 30 rozstać zobaczymy
        tez nie mamy dzieci i jestśmy juz poz rozdzielczości majątku i intercyzie
        małżeńskiej.
        Mój mąż strasznie mnie krzywdził psychicznie i fizycznie też (alkoholik).
        Obecie jak nie jstem z nim poczulam wielka ulge i zadowolenie i jestem
        szczęsliwa chociaż go dalej chyba kocham i nienawidze też to cieszcz sie ze nie
        musze na niego patrzeć słuchać go itd itd, a ta zaborcza milość do niego mam
        nadzieje że mi minie niedlugo , cieszcze sie że moge pierwszy raz od paru lat
        powiedzieć ze chce mi sie zyć i czuje szczęście z samego zycia i to wystarczy
        narazie pa pa
        • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 29.05.06, 23:32
          Cieszę się ,że jesteś szczęśliwa i wierzę,że wszystko będzie ok! Trzymam kciuki.
          Pozdrawiam pa pa.
      • herself1 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 29.05.06, 14:22
        Witam,
        Rittcie już pogratulowałam ;-)
        Zauważyłam w tym wątku wiele mądrych, a jednocześnie dających do myślenia
        wpisów. Sama jestem po rozwodzie i po małżeństwie, z którego wyszłam nieźle
        pokiereszowana psychicznie.
        Zastanawiam się, dlaczego tak wiele kobiet tkwi w chorych związkach, choć
        świetnie sobie zdają sprawę, że to je wyłącznie niszczy?
        Choć widzą, czytają i słyszą, że zdecydowana większość kobiet, którym udało się
        wyrwać z takich <układów>, nie żałują. A może żałują tylko jednego, że tak
        późno to zrobiły. Tak jak jest w moim przypadku.
        Może wychowałyśmy się w dysfunkcyjnych domach, gdzie ... na miłość trzeba było
        zasłużyć, gdzie brak było właściwych relacji między rodzicami? Było natomiast
        zachowywanie pozorów wobec otoczenia, że wszystko jest oki.
        Może chcemy <odczarować> naszych partnerów, tak jak kiedyś chciałyśmy
        odczarować rodziców?
        Na swoim przykładzie stwierdzam, że tkwienie chorym związku jest chyba również
        objawem ...choroby, której my-kobiety nabawiamy się w trakcie trwania takiego
        związku. Nasi partnerzy zrobili co w ich mocy, aby odebrać nam resztki wiary w
        siebie, resztki nadziei, że same coś potrafimy, natomiast wzbudzili w nas
        strach, że bez nich jesteśmy <niczym>. Choć całe otoczenie może temu przeczyć,
        my wierzymy tylko naszemu <katowi>, bo to jego miłość kiedyś, biorąc ślub,
        chciałyśmy zyskać.
        Ja na dokładkę nabawiłam się w małżeństwie nerwicy lękowej, która powodowała,
        że ... wyjście z domu było dla mnie udręką. Choć w tym domu było jeszcze
        gorzej, ale ten <strach> domowy wydawał mi się... oswojony.
        Kiedy udaje nam się wyrwać z tego zaklętego kręgu niemocy?
        Najczęściej po apogeum upokorzenia, za którym (pomimo choroby) widzimy tylko
        przepaść. Tak jak było w przypadku Fikus 28 (podziwiam Cię) i tak jak było w
        moim. Dla jasności, dopiero po 3 latach po odejściu, wyleczyłam się w pełni z
        nerwicy.
        Fikus28... dobrze że pracujesz z psychologiem, bo nie tylko uwolnisz się
        mentalnie od przeszłości, ale ... otworzysz się na przyszłość.
        Kobiety wychodzące z chorych związków, a nie pracujące nad sobą, wchodzą bardzo
        często w podobne. Praca z psychologiem, samoświadomość bardzo pomaga ustrzec
        się błędów.
        Allegro,
        wydajesz się osobą asertywną, skąd więc u Ciebie taki strach przed odejściem?
        Boisz się, że jego rodzina spreparuje przeciwko Tobie dowody winy? To nie jest
        takie proste. Ty też możesz mieć swoich świadków. Może spróbuj zaufać Temidzie,
        no i sobie oczywiście.
        Boisz się <zamieszania>? To naprawdę mało przekonujący argument.
        Czas mija, życie masz tylko jedno. Decyzja należy do Ciebie, pamiętaj, że im
        później, tym trudniej... a i <zamieszanie> wieksze.
        Może spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie, co Cię w tym związku trzyma?
        Poprzez autoanalizę, albo rozmowę z kimś odpowiedz - jaka potrzeba jest w tym
        związku zaspokajana?
        Bo przecież nie można być w związku jedynie ze strachu przed <zamieszaniem>.
        Może idź do psychologa, aby pomógł Ci odnaleźć odpowiedź na to i inne pytania.
        Życzę powodzenia i mądrych wyborów.
        HS
        • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 30.05.06, 09:38
          Napisałaś to po prostu idealnie. Podpisuję się pod tym w 100%.
          Sama cały czas się zastanawiam dlaczego kobiety tkwią w chorych układach
          pozwalająć tym samym wypalać się od środka.Składa się na to masa rzeczy:
          wychowanie, dom rodzinny, dzieci, zależność fnansowa...
          Sama tak zrobiłam i bóg jeden wie po jakie licho. Nie umiem tego wytłumaczyć.
          Na szczeście przejrzałam na oczy...Szkoda tylko, że tak późno.
          Mamy swoją godność i prawo do szcześcia. A tych wszystkich potworów trzeba
          eliminowac jak najprędzej z naszego życia. Wiem, że nie zawsze jest to proste,
          wręcz przeciwnie - długotrwałe i skomplikowane ale zawsze warto. Życie jest
          takie krótkie...
          Pozdrawiam Was wszystkie.
      • ritta76 Allegro.... 29.05.06, 23:27
        Kochana Allegro!
        Przeczytałam Twój list i znów wszystko ożyło u mnie....Opisałaś to co
        przeżyłam. Znam to dokładnie, to skapstwo, lenistwo i wstrętne wygodnictwo. Nie
        miałam ani oparcia w nim ani tez nie mogłam na niego liczyć. Wszystko było na
        mojej głowie. Począwszy od zakupów po przegląd samochodu. Koszmar. Dosłownie
        koszmar. Długo byłam zła na siebie. Przecież bylismy 4 lata przed ślubem.
        Widziałam to wszystko, wszystkie jego wady, tych rodziców skaczących nad nim,
        jakie to anioł, zaradny i cudowny człowiek.Do ślubu nie ruszł palcem, obrączki
        kupili rodzice bo on się nie kwapił, garnituru też nie
        chciał.....Boże....przecież powinno wtedy dac mi to do myślenia. Byłam taka
        głupia. Nie moge sobie tego wybaczyć.....Ale widocznie tak miało być.
        Podobnie jak napisałam dla fikusa28 tak napiszę Tobie, że masz prawo do swojego
        szcześcia i to za wszelką cenę. Dość się nacierpiałaś. Tacy ludzie już się nie
        zmienią....Chyba,że na gorsze. Jesli moge Ci coś zasugerować to zakończ ten
        związek póki nie jest za późno.Póki nie ma dziecka. Nie patrz na pozory, na to
        za jakie małżeństwo uchodzicie, na Twoje miasto, na jego rodzinę. Tu chodzi o
        Twoje szczescie. Chcesz zawsze tak żyć? Wykończysz się, zmaltretuje Cię
        psychicznie. Ja czułam to samo. Tak się na dłuższą metę żyć nie da. Wytrzymałam
        3 lata. Więcej nie dałam rady. 4 przed ślubem i 3 po- razem 7 lat w plecy.
        Szkoda mi bardzo tych lat, więc Ty nie marnuj ich więcej.Już dosyć....Co do
        rozwodu to najlepiej, najszybciej i bezboleśnie to bez orzekania o winie. I w
        żadnym wypadku nie bierz na siebie winy!
        Mam nadzieję, że moja historia jest przykładem, że są jeszcze normalni, cudowni
        faceci i można tworzyć szczesliwe związki.Że jest i miłość i małżeństwo....
        Wiem ,że i Ty będziesz szczesliwa.
        Pozdrawiam (1011344)
    • wiwi75 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 29.05.06, 10:28
      to po co z nim byłeś, po co wychodziłaś za mąż. Nie rozumeiem tego, najpierw
      wybierasz sobie tego jedynego, berzesz ślub a potem płaczesz że jest zły i
      rozwód. Więcej konsekwencji kobiety!!!
      • fikus28 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 29.05.06, 12:41
        Dorga Ritto. Gratuluję. Moja historia jest niestety podobna do Twojej. Mój mąż
        też przed ślubem niespecjalnie się starał, to raczej ja dążyłam do ślubu i
        stabilizacji, im było bliżej ślubu tym gorzej, tym było więcej awantur i
        konfliktów. Moi rodzice też delikatnie dawali mi do zrozumienia żebym jeszcze
        to przemyślała, a ja jakbym była głucha i ślepa. Brnełam w to wszystko coraz
        dalej. Był piękny ślub, biała suknia welon...i zaraz następnego dnia olbrzymia
        pretensja mojego byłego, bo jak wróciliśmy o 5 nad ranem to ja zamiast radosna
        i świerza rozstawić nogi, najnormalniej w świecie padłam na twarz. Ależ była
        awantura, ile wyrzutów i pretensji. POtem była bajkowa podróż poślubna,
        załatwiona przeze mnie bo bardzo chciałam wreszcie wyjechać za granicę, on
        uważał że to strata czasu i pieniędzy. Przecież możemy pojechać na działkę
        powiedział. Uparłam się i pojechaliśmy. Ten wyjazd to było pasmo kłutni i
        pretensji. I tak było cały czas, ale myślałam sobie że jak każda para musimy
        się dotrzeć (pomijając fakt że wyszłam za niego po 6 latach znajomości). Przed
        ślubem wiedziałam że raczej za kołnierz nie wylewa, ale po ślubie kiedy
        zamieszkaliśmy sami zaczęło być coraz gorzej. Rok po ślubie przyprowadził do
        domu w środku nocy jakiś znajomych z imprezy, których nie znałam, następnego
        dnia zrobiłam mu awanturę, był na kacu, siedziałam na stołku i nadawałam jak to
        baby mają w zwyczaju. Podbiegł do mnie, złapał za kostki i poderwał w górę, cud
        że upadający stołek nie przyrżnął mi w potylicę, wisiałam do góry nogami i
        modliłam się żeby mi nic już więcej nie zrobił. Przepraszał płakał.
        Przebaczyłam. Potem za jakiś czas podczas kolejnej awantury złapał mnie za
        szyję i wysyczał" Ja Cię kiedyś k...wa zabiję." Znowu przepraszał. Potem zaczął
        mieć pociąg do mojej siostry, ona chyba do niego też. Zrobili to pod moim
        nosem, obojgu ufałam, ale jego zdaniem to nie była zdrada, to było cytuję "
        empiryczne badanie ciała obcego". Pił coraz więcej i coraz częściej. Nie miałam
        świąt, rocznic, o kwiatkach, prezencikach bez okazji i kolacjach nawet nie
        myślałam. A ja nie wiem czemu na to wszystko się godziłam, dawałam kolejne
        szanse, przymykałam oko. to znaczy wiem czemu, bo liczyłam że się zmieni,
        liczyłam na to że ponieważ ja go kocham to on to wreszcie doceni, no i ostatnie
        i najważniesze, braliśmy ślub kościelny, przysięgałam przed Bogiem, uważałam że
        muszę wytrzymać, że nie mama innego wyjścia. Zatraciłam kompletnie swoją
        torzsamość, moje "ja". Uznałam za normę że to czego chcę ja kompletnie się nie
        liczy, że ja nie mam prawa mieć własnego zdania. Do pewnego momentu. Spotkałam
        naszego dawnego przyjaciela, wpadał do nas czasem. To on otworzył mi oczy w
        jakim związku żyję i na co się godzę. Niedługo po tym mój idealny zdaniem jego
        rodziny małżonek schlał się do nieprzytomności mimo iż prosłam go żeby tego nie
        robił, bo mam egzamin, muszę się uczyć i w związku z tym nie mogę zarwać nocy.
        Obiecał że będzie grzeczny. Gówno! Schlał się jak świnia, ledwo przytoczył do
        domu. O 1 w nocy wstał poszedł do przedpokoju i naszczał mi na ścianę, podłogę
        i buty. Był tak pijany że nie wiedział gdzie jest. To był koniec. Wściekłam się
        do granic możliwości. Następnego dnia (po nocy z "na ramię broń" co godzina
        gdyż miałżon za następną do obszczania wybrał sobie kuchnię) poszłam do pracy
        schowawszy kluczyki i dowód rejestracyjny. W połowie dnia zadzwonił do mnie
        gdzie są kluiczyki i dowód bo on musi szybko pojechać do pracy. To była
        ostatnia kropla.
        Teraz udało mi się zmusić do wyprowadzki, poszłam do psychologa, pracuję z nim
        nad sobą i tym wszystkim. Staram się dojść do siebie. Mój Przyjaciel wspiera
        mnie i stara się mi pomóc, ale ja już nie wierzę w miłość, nie wierzę w
        małżeństwo, nie wierzę że można być szczęśliwym. Nie wiem może kiedyś zmienię
        zdanie, ale to dłuugo potrwa. Takie historie jak Twoja są jak balsam na mą
        duszę, że może jednak kiedyś się uda. Ja teraz nawet boję się spróbować.
        Jeszcze raz gratyulacje. Pozdrawiam.
        • jagna1606 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 29.05.06, 19:55
          Jestem po 40-tce.I kto mi powie ze mam szanse na drugie zycie?.Mecze sie, ale
          coraz trudniej mi wytrzymac.
          Znam kilka, a spotykam wiele samotnych kobiet,po prostu porzadnych
          ludzi.Fajnych,madrych ,pracowitych,dbajacych o siebie i swoj rozwoj-idacych do
          przodu.Niestety ,nie mozna powiedziec tego o facetach.I nie mam zludzen-w moim
          wieku wolni faceci to alkoholicy,albo nieudacznicy.Porzadnych -kobiety nie
          wypuszczaja z rak.I slusznie.
          • herself1 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 29.05.06, 20:12
            Jagno ;-)
            a kto powiedział, że musisz mieć <drugie życie>?
            a dlaczego to <drugie> rozumiesz jako bycie z kimś na stałe?
            Może ono powinno mieć inny, własny sens?
            Nie ma sensu szukać na siłę zapełnienia <pustki> po partnerze,
            sama widzisz, jaki jest tzw. target.
            Najpierw trzeba poszukać w sobie <czegoś>, co tę pustkę zapełni,
            wtedy zapewne znajdzie się ktoś, kto Cię zauważy.
            Pamiętaj, że jeśli wewnętrznie pusta ruszasz szukać miłości,
            możesz znaleźć tylko pustkę.
            Pozdrawiam.
            HS
        • ritta76 Fikusku 29.05.06, 22:54
          Przeczytałam Twój list z wielkim smutkiem. Tak naprawdę to ja to wszystko
          (oprócz picia) znam z autopsji. Po prostu wszystko. Też załatwiłam podróż
          poslubną ale stwierdził,że po co wydawać pieniądze jak mozna jechać na działkę
          rodziców bo tanio i on nie będzie musiał niczego kupować. Mówię do niego: nie
          chcesz zobaczyć kawałka świata? On: po co? Mam działkę rodziców, napuszcze
          sobie wodę do basenu i mam lepiej niż na Majorce. Wstyd po prostu było to
          powtarzać. W końcu moja mama(!), widząc moją roapacz załatwiła i zapłaciła nam
          za weekend w Międzyzdrojach.Wspominam to jak koszmar-przez całą drogę się
          kłócilismy i pobyt zresztą też. Nienawidze tego miasta tak samo jak tego
          potwora. Nie wiem dlaczego byłam taka głupia, dlaczego widząc to wszystko
          zdecydowałam się.Mimo,że przed ślubem powiedział do mnie 'kurwo jebana'.
          Wybaczyłam. Nie umiem podać logicznego wytłumaczenia mojej decyzji.
          Myslałam ,że sie zmieni ale z każdym dniem po ślubie było gorzej.Ja chciałam
          skończyć to już po roku ale pomyslałam sobie co inni powiedzą? Jak zareagują?
          Przecież on taki dobry, przystojny? Co ja wydziwiam? Dla swoich rodziców był
          aniołem. Kiedy się skarżyłam - bo sądziłam,ze to może w końcu coś pomoże to
          słyszałam,że nie wiadomo czego chcę, bo skoro nie pije, nie bije i nie zdradza
          to dostałam gwiazdkę z nieba. Powoli to do mnie docierało. Stosunek jego do
          mojej mamy, której tyle zawdzięczał, to jego skąpstwo, lenistwo i wygoda. Całe
          życie jego matka wyręczała jego ojca,we wszystkim: dzwigała zakupy a szanowny
          tatuś kluczyki od samochodu,finansowała, sama sobie kupowała prezenty na
          gwiazdkę i otwierała zaskoczona (paranoja!)i setki innych rzeczy. Tak mojego ex
          nauczyła, że potem słyszałam: nie jesteś jak moja mama, mama lepiej robi zupę,
          mama to mama tamto.....szlag mnie trafiał.Wychowała go na wygodnego, leniwego ,
          wstrętnego egoistę. Chama, gbura i zakompleksionego gbura.Nic...nie będe tu
          pisać więcej bo nie o tym chciałąm Ci powiedzieć.
          Przejrzałam na szczescie na oczy. Dotarło to do mnie,że ten człowiek sie NIGDY
          nie zmieni. Tak ukształtowali go rodzice i on nigdy nie będzie inny. Może być
          tylko gorzej. I wiedziałam jedno, że ja dalej tego nie wytrzymam.Że za 20 lat
          będę sfrustrowaną, znerwicowaną, nieszczęsliwą kobietą. Ja pragnełam szcześcia.
          Zasługiwałam na nie. Rodzice moi się rozwiedli i napatrzyłam się już na
          niejedno...Nie chciałam przerabiać tego po raz drugi. Najtrudniej podjąć
          decyzję. Potem już chyba tylko z górki (przynajmniej u mnie). poczyłam totalną
          ulgę i radość. Naprawde.
          Wtedy poznałam mojego Skarba.I to tylko utwierdziło mnie w słuszności mojej
          decyzji. Złożyłam pozew bez orzekania o winie bo chciałam skończyć to jak
          najprędzej. Udowodniłabym mu winę o psychiczne maltretowanie mnie itp z
          łatwością ale nie zniosłabym ciągnącego się procesu rozwodowego.On jest
          strasznie złośliwym człowiekiem, kłamałby w sądzie, wyciągał fikcyjne brudy a
          to wykończyłoby mnie. A tak pierwsza zozprawa trwała 3 minuty, druga-końcowa
          chyba z 2. Podzieliliśmy się mająkiem. Musiałam mu oddać samochód. Ale niech
          udławi się nim!Nareszcie jestem szcześliwa.
          Fikusie masz prawo do swojego szczescia. Postąpiłaś słusznie a psycholog i Twój
          przyjaciel z pewnością są dla Ciebie dużym wsparciem. Korzystaj z tego ile
          możesz.Powiem jedno - tnij ten związek jak jednym konkretnym ruchem
          skalpela.Odetnij tą pępowinę. Póki nie jest za późno, póki nie masz dziecka. Z
          tego co tu przeczytałam ten człowiem już się nie zmieni. Może być tylko
          gorzej.....Mój był taki sam. Nie jest warty Ciebie. Chcesz tak żyć całe życie?
          Chcesz? Ja też myślałam tak jak Ty ale sama widzisz,że miłość istnieje.
          Szczeście i małżeńswo również. Walcz o swoje szczescie i nie pozwól się
          krzywdzić. Życie naprawde jest piekne a Ty bedziesz jeszcze szcześliwa.Jestem
          tego pewna.

          Pozdrawiam.(1011344)
          • allegra6 Re: Fikusku 29.05.06, 23:17
            Droga Ritto ! A czy mozesz mnie rowniez udzielic kilka cennych rad co robic jak
            zacząc , od strony prawnej wiem wszystko niestety cos mnie blokuje psychicznie
            przed podjęciem tej decyzji. Ach jakbym chciala byc na Twoim miejscu. Dodam
            tylko ze twoj były to lustrzane odbiciego mojego męża. Pozdrawiam i czekam na
            pare słowek.
            • nikcik11 Re: Fikusku 30.05.06, 12:35
              myślę, że najtrudniejsze jest samo podjęcie decyzji
              uzmysłowienie sobie samej, że na pewno tego chcę, że dłużej tego nie zniosę, że
              muszę to zmienić
              że Ty też jesteś ważna
              a w tej chwili najważniejsza
              wtedy znajdą się siły
              siły na wszystko
              na złożenie pozwu
              na odpieranie ataków teściów i wszystkich innych nieżyczliwych
              siły potrzebne na rozprawę w sądzie...

              ja byłam "żoną" przez trzy lata
              ostatni rok dojrzewałam do podjęcia "męskiej" decyzji
              cały rok...cały rok rozmyślań, ostatnich prób, szans
              wiem, że są wśród nas takie, którym zajęło to dużo więcej czasu
              ale dla mnie ten rok to morze godzin, dni...

              mój mąż nie chciał rozwodu ale "dla mnie" zgodził się rozstać bez orzekania o
              winie
              złożyłam pozew - standardowa "niezgodność charakterów", po trzech miesiącach
              pierwsza piętnastominutowa rozprawa, po następnych trzech druga - nie ukrywam -
              to juz było straszne przeżycie...godzinne wywlekanie brudów...
              ale na tym koniec
              zapadł wyrok i koniec
              oczywiście, pozostaje jeszcze kwestia wspólnych rozliczeń ale z tym pewnie
              zawsze sa problemy

              Allegro! jeżeli jesteś zdecydowana to pierwszym krokiem jest pozew.
              Nawet w internecie znajdziesz jakieś wzory, podpowiedzi.
              Składasz go w Sądzie Rodzinnym w swoim mieście i czekasz na info z ich strony
              co dalej. Do pozwu należy dołączyć odpis zupełny aktu ślubu i zaświaczenie o
              zarobkach (proza życia - muszą sobie urzędnicy wycenić za ile Cię rozwiodą).
              Przyślą Ci informację jak wysoki musisz uiścić wpis i kiedy rozprawa.
              Słyszałam, że przepisy trochę się zmieniły i w tej chwili nie ma konieczności
              odbycia sprawy pojednawczej ale tego nie jestm już pewna.
              Zrobisz pierwszy krok i dalej jakoś pójdzie.
              Trzymam kciuki!!
              pozdrawiam
              • ritta76 Re: Fikusku 30.05.06, 13:28
                Allegro!
                Właśnie nikcik11 mnie wyręczyła :).
                Zrób dokładnie tak jak napisała. I o nic się nie martw. Najwazniejsze zrobiłaś.
                Podjełaś decyzje!!! Reszta sama przyjdzie.
                Pozdrawiam Cię.
          • fikus28 Re: Fikusku 30.05.06, 14:27
            Dziękuję Ritto:)) Wlałaś w moje srece nadzieję. Szczerze mówiąc to jestem
            przerażona. Czuję się jak pijane dziecko we mgle w szczególności jeśli chodzi o
            sprawy natury prawnej, nie wiem kompletnie jak się do tego zabrać, a własnie
            mój już wkrótce ex zadzwonił nie wiadomo tak naprawdę po co i tak niby
            mimochodem przypomniał że to przecież ja chcę rozwodu. I teraz kompletnie nie
            mam pojęcia jak się do tego zabrać. Chcę to przeprowadzić za porozumieniem
            stron, bez prania brudów, beż obrzucania się błotem, ale naprawdę nie wiem
            czego się po nim spodziewać. Czy ja mogę sama złożyć taki pozew czy musimy to
            zrobić razem, co napisać i jak. A abstrachując od tego to odpowiedź mojego na
            propozycję wyjazdu w podróż poślubną była identyczna. I jego mama była
            identyczna. Jak jej powiedziałam że On się schlał do nieprzytomności i nasikał
            mi w przedpokoju, powiedziała " Ojej no zdaża się czasami." a do mojego
            małżonka " A może Ci coś zaszkodziło, może byłeś głodny?" No a mnie ręce opadły
            niżej kolan. Chciało mi się krzyczeć. No ale to już przeszłość, teraz mieszkam
            sama i nareszcie czuję się w swoim domu bezpieczna. Jeszcze raz proszę o radę
            lub wskazówkę co robić i od czego zacząć.Pozdrawiam serdecznie. D.
      • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 29.05.06, 23:30
        Obyś Ty była mądrzejsza......
    • nikcik11 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 30.05.06, 10:55
      Rita, czy mogłabyś dać kilka wskazówek odnośnie unieważnienia małżeństwa?
      Jestem rok po rozwodzie i myślę, że jednak dojrzałam również do tego kroku.
      Gdzie trzeba się udać, z jakimi dokumentami itd itp. Będę wdzięczna.
      ps gratuluję Nowego Życia!
      • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 30.05.06, 13:22
        Już odpisuję.
        Po pierwsze cieszę się,że masz rozwód już za sobą. Ulga, prawda? U mnie tez
        było bez orzekania o winie (poszłam mu na rekę)bo zalezało mi na czasie. W
        sumie 2 sprawy trwały razem ok 10 minut.ale wiem ,że w kazdym mieście może
        czasowo to różnie wyglądać. Ważne,że już po.
        Co do uniewaznienia małzeństwa to musisz się udać do Metropolitalnego Sądu
        duchownego w Twoim mieście.Składasz:
        - metrykę ślubu kościelnego
        - sentencję rozwodu cywilnego i uzasadnienie tej sentencji (po prostu wyrok)
        - podanie do sądu w dwóch egz. (nic innego jak twoja skarga )- własnoręcznie
        podpisana.
        Skłądasz i czekasz. Oni się odezwą. Szybciej jest jak nie ma się dzieci. Ale
        róznie to bywa bo jedna moja z dzieckiem dostała uniewaznienie po 10 miesiącach
        a inna czeka już 4 lata.....Oby było jak najszybciej.
        Powodzenia i pozdrawiam.
        • nikcik11 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 30.05.06, 13:45
          wielkie dzięki za dotychczasowe info

          jeszcze jedno
          czy mogłabyś napisać coś więcej o "podanie do sądu w dwóch egz. (nic innego jak
          twoja skarga )"
          rozumiem, że to coś w stylu pozwu i też na pewno ma swoja fomułę, słyszałam o
          trzech powodach, umożliwiających unieważnienie małżeństwa...
          w tym temacie jestem "zielona"
          podpowiesz mi coś więcej?
          czy są jakies "ramy" tego dokumentu?
          ja będę bazować na tym, że mój były mąż nie wiedział co robi żeniąc się, nie
          dorósł do małżeństwa, nie zdawał sobie sprawy z powagi chwili, myśląc,
          że "zamieni matkę na młodszy egzemplarz", który zajmie się wszystkim dookoła
          wraz z nim, umożliwiając mu dostatnie i spokojne życie tak aby mógł oddawać się
          tylko swoim "przyjemnościom"
          aha - nie mamy dzieci

          po rozwodzie rzeczywiście odetchnęłam...
          kurcze, my tez znaliśmy się dłuugo - pięć lat
          jaki człowiek może być ślepy
          jak może sobie zupełnie nie zdawać sprawy z pewnych rzeczy oczywistych
          jak może nie widzieć "znaków" i "sygnałów"
          no ale nic to...
          to już za nami...

          dzięki wielkie
          m

          • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 30.05.06, 13:59
            No właśnie....byłam nie tylko ślepa ale i głupia! Naważyłam piwa i niestety
            sama je wypiłam......
            Piszesz prośbę o stwierdzenie nieważności małżeńskiej....podajesz imona i
            nazwiska, wiek, zatrudnienie, adres (+adres parafii)- dane dotyczą Was
            oboje.Opisujesz kiedy i gdzie zawarliście zwiazek, jak się poznaliście, jak się
            wam układało, kro wywoływał kłótnie, kto dążył do zgody, czy ktoś z rodziny lub
            znajomych ostrzegał Cię np. to nie dla Ciebie, to pijak itp, czy po slubie
            wyszło coś czego nie było przed ( pijak, nierób itp.) - to bardzo ważne.Kiedy
            się rozeszliście, z jakiego powodu, kto opuścił kogo pierwszy, dlaczego nie
            chcesz się pogodzić. Aha....dobrze będzie jak bedziesz miała z dwóch świadków
            np. rodzice, rodzeństwo...
            Opisz to wszystko, nie za długo (tak max 2 strony A4), dołącz dokumenty i
            wysyłaj.
            Skąd jesteś?
            • nikcik11 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 30.05.06, 14:33
              wiesz,
              cały czas się waham
              nie jestem jeszcze do końca pewna czy rozpoczynać batalię z tym unieważnieniem
              dlaczego?
              nie żałuję rozwodu, nie żałuję, że odeszłam
              tylko mam takie mieszane uczucia
              z jednej strony czuję się oszukana - tym jak wyglądało nasze "małżeństwo",
              nasze "wspólne" życie, tym jakim zdawał się być a jaki był naprawdę, tym że
              kochał tylko siebie...
              z drugiej strony wychodząc za mąż kochałam...
              nikt nie zmuszał mnie do małżeństwa, do złożenia przysięgi, do welonu...

              co o tym myślisz?

              nie czytałam wszystkich wypowiedzi, wszystkich postów na tym forum i nie wiem,
              czy był poruszany ten temat...
              jeśłi będę się starać o unieważnienie małżeństwa to zrobię to tylko dla siebie
              nie ze względu na ewentualny "prawdziwy" ślub z tym jedynym (mam nadzieję)
              nie ze względu na rodzinę itd
              ale właśnie ze względu na siebie

              wkurza mnie to, że dla "ludzi kościoła" teraz żyję w grzechu

              i tak się "bujam" z tymi moimi myślami...
              decydować się na to czy nie
              z jednej strony bardzo bym chciała a z drugiej moja niepokorność nie pozwala
              mi..

              ja już chyba nie wyjdę za mąż, w zwiążku z tym czy jest mi to potrzebne?
              bo tak na serio to chyba zrobiłabym to tylko po to aby udowodnić mojemu byłemu,
              że był szczeniakiem, prawdziwym szczeniakiem
              nie mogę znieść wmawiania mi, że odchodząc sprawiłam, że się rozchorował,
              stracił pracę, etc..
              wcześniej przyznał, że ma świadomość tego, że "spieprzył" wszystko, że to jego
              wina, ale po jakimś czasie zmienił zdanie...

              jeśłi ta cała proceura tak długo trwa, może lepiej jej nie zaczynać
              ja chcę zapomnieć, a kurcze nie mogę, nie mogę darować sobie, że byłam tak
              głupia...

              trochę chaotycznie ale co tam...:-)

              aha, jestem z łodzi
    • adsa_21 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 30.05.06, 10:58
      ogromnie Ci gratuluje, bardzo urzekla mnie Twoja historia - zycze ci
      wszystkiego najlepszego na nowej drodze zycia. To cud ze tyle wytrzymalas z
      exem..Ja wprawdze jestem jeszcze przed rozwodem, ale juz teraz poznalam kogos
      kto prawdopodobnie wywróci oj swiat do gory nogami..w sensie pozytywnym
      oczywiscie.
      • ritta76 Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 30.05.06, 13:32
        Dziękuje bardzo bo nareszcie odżyłam po tym wszystkim.
        Cieszę się, że i Ty poznałaś KOGOŚ, dzięki komu będziesz szczesliwa.
        Życzę Ci powodzenia w realizowaniu marzeń i bądź szcześliwa.
        • ja-sarenka Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 31.05.06, 11:15
          witajcie..
          fajnie,że znalazłam ten wątek..Jestem jedną z Was.Mam 35 lat, w chorym związku
          tkwiłam 11 lat.Zastanawiam sie teraz jak to wytrzymałam.Mąż-bardzo podobny do
          exa o którym pisze autorka wątku.Herself zastanawia się dlaczego ludzie tkwią w
          takich chorych związkach-z egoistami, chamami, oszustami..Myslę,że po prostu
          boją się zmian a poza tym nie wierzą,żę może być inaczej.I często jest tak,że
          dopiero kiedy poznają KOGOS, kiedy doświadczą co oznacza Uczucie, partnerstwo,
          przyjaźń w relacji z tym drugim człowiekiem, dopiero wtedy decydują się na nowe
          życie.Ja wcześniej po prostu nie wiedziałam ,że tak może być.Jeszcze po
          poznaniu A-nie wierzyłam,że tak będzie dłuzej, ze to tylko początkowa faza
          zakochania, że to chemia, że minie.Ale Uczucie nie minęło, ono dojrzewa,
          rozwija się.Jestem kolejnym przykładem,pokazujacym ,że mozna być szczęśliwym,że
          milość istnieje.Ale jeszcze jedno-ważne chciałam powiedzieć:tak jak wiekszość z
          was-zaczęłam od Siebie.Zaczęłam walczyć o Siebie-jeszcze przed poznaniem A-
          miałam swój świat, odcięłam się od meża, zaczęłam żyć własnym zyciem.Pozbylam
          się negatywnych uczuć, zastąpiłam je OBOJETNOŚcią.Miałam Syna, mojego kochanego
          M,zrobilam wszystko by jak najmniej odczuł,że to małżeństwo własciwie nie
          istnieje.Teraz rozwód przede mną, za tydzień wyprowadzamy się z synem do
          A.Jeszcze sporo przede mną.Ale wiem,że RAZEM damy radę.A jest w takiej samej
          sytuacji (mieszka sam z synem).RAZEM będziemy walczyć o naszą nową
          rodzinę.Podstawy mamy solidne.Nasi chłopcy zaprzyjaźnili się, często spędzamy
          czas we 4-kę-tak jak rodzina-jeszcze tylko te formalności."tylko"powinnam
          napisac w cudzysłowie.Nie wiem jak będą zachowywali się nasi EX:(.Pozdrawiam
          • wojtek_blankietowy mam nadzieje Rito ze nie dostaniesz uniewaznienia 31.05.06, 11:42
            Rito nie zycze Ci zle ale mam nadzieje ze nie dostaniesz uniewaznienia
            malzenstwa koscielnego. Podany przez Ciebie banalny powod nie zasluguje na
            uznanie. Co to ma za znaczenie ze oni zapewniali ze jest taki a taki a byl inny
            skoro ty go znalas wczesniej. Pomysl czy wybierajac partnera kierujesz sie
            opinia jego rodzicow czy tym jak Tygo poznalas. Podziwiam twoja odwage i tupet
            by zlozyc takie glupie uzasadnienie wniosku. Przykro ze nie potrafisz sama
            przyznac sie do bledu lecz zwalasz to na innych - bo wina jest twoja ty zle
            wybralas a zwalasz na jego rodzicow.
            • ritta76 Re: mam nadzieje Rito ze nie dostaniesz uniewazni 31.05.06, 22:01
              "Mam nadzieję,że nie dostaniesz uniewaznienia małżeństwa" - dobre......jak
              widać nadal są 'życzliwi' wśród nas....
              A tak poza tym to jeden z powodów. I nie banalny. Komentować Twojego listu nie
              będe.
              • wojtek_blankietowy Re: mam nadzieje Rito ze nie dostaniesz uniewazni 02.06.06, 14:57
                ritta76 napisała:
                > "Mam nadzieję,że nie dostaniesz uniewaznienia małżeństwa" - dobre......jak
                > widać nadal są 'życzliwi' wśród nas....

                Myśle że żle mnie zrouzumiałas. Ja nie zycze żle Tobie lecz przeciwny jestem
                naginaniu zasad. Zasada jest prosta uniewaznic małżeństwo można w sprawach
                wyjątkowych - w tym kontekście wybacz ale twoj powód (przynajmniej ten podany)
                jest banalnie błachy. Życze Ci dobrze i dużo szczęscia natomiast uważam że nie
                ma podstaw do unieważnienia małżeństwa z tego co mówisz.


                > A tak poza tym to jeden z powodów I nie banalny. Komentować Twojego listu nie
                > będe.

                Jeśli masz inne powody poważne to życze Ci unieważnienia. Mimo tych wszystkich
                krzywd jakie doznałas od meża postaraj sie jednak być obiektywna i spójrz na
                sprawe swoją z boku. Piszesz ze sama wiedziałas jaki on jest. Wiec gdzie tu bład
    • infomed Re: Rozwód.Drugi swiązek.Ślub.(długie-dla cierpli 31.05.06, 13:44
      Przeczytałam..........i zaniemówiłam:) potrosze moja historia, tylko ja 13 lat w
      chorym związku z przemocą.
      Ale dzis mam 36 lat, jestem 3 lata po rozwodzie, ciągle w trakcie unieważnienia
      ślubu kościelnego z z "moją druga połówką".
      Kiedy zobaczyłam jak można naprawdę żyć, kiedy moja córka zobaczyła jak wygląda
      rodzina.....
      słów brak. Cieszę się ze tak jak ja i Ty równiez wygrałas życie:)
      Gorąco pozdrawiam
Pełna wersja