marysiaikubus
02.06.06, 08:55
Mam poważny problem. Mój były mąż chce napisać apelacje, czyli odwołać się od
wyroku. Wyrok uprawomocnia się po 21 dniach od daty rozwodu. U mnie minęło
dopiero 14 dni. Wogóle rozwód przebiegł bardzo szybko i tak naprawdę odbył
się na zasadach ustalonych przez męża.Małe alimenty, pełen "dostęp" do
dziecka, zero wspominania jaki on to był zły w ciągu małżeństwa itp. itd. Tak
zrobiłam dla swietego spokoju, uzyskałam rozwód bez orzekania o wienie. Teraz
kwestia podziału majątku i płacenia rachunków za mieszkanie, media. Ja już
tam nie mieszkam i nie jestem zameldowana!! Szantażuje mnie, że jeśli nie
zapłace nalezności on pisze odwołanie. Z mieszkania chce mi dać tylko stare
meble. Postawnowiłam, mówiąc mu to że ja składam pozew o podział majątku.
Strasznie go to zdenerwowało, wyśmiał mnie kwitując, że najpierw to skończymy
sprawę rozwodową. Najgorsze jest to, że on chce żebym zabrała "mój majątek"
jeszcze przed uprawomocnieniem wyroku.Dla mnie to czysty szantaż, boję się co
on może wymyślić. Może wiecie na czym polega takie odwołanie?? Ile trwa?? I
czy sąd może ukarać go za krzywoprzysiędztwo?? Rozwód bez orzekania o winie,
więc jakie odwołanie- nie rozumiem tego.