Rozwodnicy....

07.06.06, 14:51
Jestem ciekawa, co sądzicie o facetach po rozwodzie. W sumie po 30tce ma się
szansę na spotkanie głównie "rozwodnika". Ja jestem z kimś takim i uważam, że
nie umiem zbudować z nim prawdziwej i głębokiej relacji. Przypominam sobie,
że gdy byłam z mężem, to czułam, że jest to mój "mąż". Z facetem, z którym
teraz jestem nie czuję, że jest mi szczególnie bliski. Myślę, że to w dużej
mierze wynika z jego zachowania. Tkwi w jakiejś przeszłości. Ja nie mam i nie
chcę mieć dostępu do tej przeszłości. Ignoruje moje potrzeby. Czasem kłamie.
Kiedyś tam sprawdził się (raczej nie sprawdził) jako mąż i ojciec. Mam
wrażenie, że żyjemy obok siebie, a nie razem. A wy jak sądzicie? Jak to
jest?
    • mariolka34 Re: Rozwodnicy.... 07.06.06, 15:00
      ola.x1, a dlaczego sie z nim po prostu nie pożegnasz? Jesteś z nim a jednak
      sama. Czytałam sporo Twoich postów i sądzę, że jesteś kobietą która ma
      sprecyzowane wymagania wobec facetów. Czemu się męczysz z nim? Żeby mieć
      kogoś "za wszelką cenę"? Nie warto poświęcać życia dla jakiegoś samca.Jedna
      Pani mi kiedyś powiedziała coś mądrego na temat związków
      damsko/męskich: "Lepiej głodować,niż zjeść byle co". Bardzo trafne wg.mnie.
      Pozdrawiam serdecznie:)
    • ola.x1 do Mariolka 07.06.06, 15:27
      Wiesz Mariolka...nie chce mi się zminiać. Kiedy pomyślę o związkach po moim
      rozwodzie, to same porażki!! Ten ma jakieś zalety, ale też sporo wad. Jestem
      już dość "dorosła" i wiem, że każdy kolejny związek to będzie kolejne
      rozczarowanie.
    • herself1 Re: Rozwodnicy.... 07.06.06, 21:17
      Jest czas na miłość, na związek, na rodzinę, dzieci...
      jak nie wyjdzie, to potem jest konformizm,
      który reprezentuje Ola.
      Nie oceniam, rozumiem.
      Co do meritum, to faceci po rozwodzie są... trudni w pożyciu,
      tak jak kobiety po rozwodzie,
      ale niektórym się udaje,
      kwestia dopasowania wzajemnych oczekiwań :-)
      HS
      • ola.x1 Do herself1 12.06.06, 11:45
        Czytając to co napisałaś mam wrażenie, że masz już "sto lat" i wszystko
        przeżyłaś. Zapewniam cię, że życie mozna zacząć po raz kolejny. Oczywiście
        mając 50 lat nie ma się szansy na dzieci, ale to nie oznacza, że należy zacząć
        oglądać seriale i robić na drutach. ja rozwiodłam się mając 31 lat, początkowo
        oczywiscie szok, myśl, że już nic mnie nie czeka, nie będe miała prawdziwej
        rodziny... Potem zaczęłam myśleć inaczej. Nauczyłam się robić sobie
        przyjemności, kupiłam sobie nowy samochód, poczułam że tylko ja jetsem panią
        swojego losu. Będąc w małżeństwie ciągle myślałam w kategorii "my, dla nas".
        Teraz nie jetsem sama, ale nauczyłam się wreszcie myśleć w kategorii "ja". Już
        nikt nie może "wyprać mi mózgu" i wmówić mi, że interesują mnie rzeczy, na
        które kompletnie nie mam ochoty. Mężczyzna z którym jestem pewnie nie należy do
        łatwych partnerów, ale to dzieki niemu zwiwdziałm kawał śwaiata, nauczyłam się
        jeździć na nartach, nauczyałm się robić wiele fajnych rzeczy. Nie pisz więc, że
        na wszystko jest czas.
    • galareta2 Re: Rozwodnicy.... 08.06.06, 12:52
      Olu - z mojej różnej pisaniny już wiesz, jak może się żyć z rozwodnikiem. Ja
      nie miałam wcześniejszych doświadczen i podchodziłam do moejgo męża z ogromną
      ufnością, zaangazowaniem, wiarą, zrozumieniem. Widziałam go jako tego
      poszkodowanego i chciałam mu to wynagrodzić. Ale dziś wiem, że wykorzystał
      jedynie moją naiwność i właśnie brak doświadczenia. Grał na uczuciach, robił
      ofiare, przedstawiał fakty po swojemu. Wysysał siły jak pasożyt, żądał coraz
      więcej dając coraz mniej. Obiecywał, potem sprawy umierały. Kiedy domagałam sie
      rozwiązań zaczynał miec pretensje, że wymagam niemożliwego. Sam dla siebie
      zachował nietykalne dla mnie terytorium (czyli wszystko, co dotyczyło córki z 1
      małżeństwa), które kiedy próbowałam naruszyć wzbudzało dziką agresję. Ale że
      nigdy nie byłam taka całkiem potulna stwierdziłam, że ja tez moge miec swoje
      terytoria , kóre w dodatku bedą mi bardziej przyjazne niż moj własny mąż.

      I długo by opowiadac, ale generalnie uważam, że budować kolejne związki z
      bagażem doświadczeń z poprzednich jest coraz trudniej ...To rzutuje na
      psychikę, człowiek uczy się zachowywac coraz więcej własnego terytoium dla
      siebie i okazuje się, że może go juz nie być wcale dla partnera. Chyba, że jest
      to PRAWDZIWA: głeboka, niczego nie żądająca i nie unosząca się, pełna, dobra,
      wyrozumiała, ciepła, bezkrytyczna MIŁOŚĆ...
      • emiczek Re: Rozwodnicy.... 12.06.06, 12:25
        galareta jakbym mowila o sobie....szok....
        • galareta2 Re: Rozwodnicy.... 13.06.06, 10:15
          Emiczku .. wiec porozmawiajmy ... masz pare słów na poczcie ;)
    • misbaskerwill Re: Rozwodnicy.... 08.06.06, 16:21
      ciężko...
      Ty nosisz w Sobie brzemię tamtego małżeństwa, i on tak samo.
      Może myślisz, że to już za Tobą - ale w Twojej podświadomości to pozostanie na
      zawsze. Tamten związek wykształcił w Tobie podejście do ukochanego mężczyzny -
      byłaś z nim tyle lat, i to że jesteś teraz z nowym niewiele zmienia. Traktujesz
      nowego jako pewnego rodzaju "średnią" między byłym i obecnym - nawet jeśli
      czysto podświadomie.
      Dlatego obawiam się, że ja też nie zbuduję już "pełnego" związku - zawsze w
      pamięci i świadomości pozostanie niepewność - "a co jeśli ona też ma podwójne
      dno i nic o niej tak naprawdę nie wiem?"...

      Prawie-rozwodnik
Pełna wersja