mja-1
07.06.06, 22:53
Ślub przed ośmiu laty, dwoje dzieci, z mojego punktu widzenia: z roku na rok
jakby coraz gorzej,pretensje były głównie z mojej strony, w moim odczuciu mało
angażował się w rodzinę i jej sprawy... W rezultacie w połowie ubiegłego roku
poprosiłam, żeby się wyprowadził i złożyłam pozew. Po dwóch miesiącach
wycofałam się z tej decyzji i ponownie zamieszkaliśmy razem. Minęło 5 miesięcy
i znów poprosiłam o "wyprowadzkę",po upływie 3 miesięcy zmieniłam zdanie i
zeszliśmy się, jednak nie mieszkamy razem.
Proszę o powstrzymanie się od komentarza pod tytułem "sama nie wiesz czego
chcesz"...
Znów minęło kilka miesięcy a ja wolałabym, żeby się wprowadził( zresztą
proponowałam to od początku- to jest natychmiast po drugim zejściu), jednak
napotykam na odmowę: otóż mój mąż argumentuje, że skoro już dwa razy wyleciał
na szmacie z chałupy, to potrzebuje duuużo czasu, aby upewnić się co do
szczerości i odpowiedzialności, jak również stałości mych postanowień (że tym
razem schodzimy się już raz i na zawsze). Dla mnie ta sytuacja jest wysoce
niekomfortowa (samotność,opieka nad dziećmi w 100%- poza łikendami spoczywa na
mnie, itp. itd. ,jeśli ktoś ma dzieci , dziecko- to rozumie co mam na myśli).
Ja zasadniczo mogę jeszcze poczekać, ale z każdym dniem jest mi coraz ciężej
wierzyć mu, że mnie kocha, dni mijają, wraz z nimi życie przemija, a samotne
ranki i wieczory wcale nie nastrajają mnie bardziej przychylnie do świata i
niego- przede wszystkim.Czyż nie szkoda czasu?
Wiem, wiem po stokroć, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie,ale taki
status łikendowego małżeństwa też chyba nie będzie trwał wiecznie, a może
będzie? Wiem, że to tylko ode mnie zależy w tej chwili:piłka jest po mojej
stronie, ale ja autentycznie po wielu przemyśleniach chcę z nim być. I
dlategotoleruję nasze łikendowe małżeństwo, które czyni mnie nieszczęśliwym
człowiekiem. Czy to ma sens (wiem, że to ja mam odpowiedzieć sobie, ale proszę
napiszcie, co o tym sądzicie)?