jestem jedną z Was.Stało się to dopiero teraz...

12.06.06, 09:18
Jestem "świeża".Wyprowadziłam się w ten weekend.Małżeństwo było koszmarne-
takie jak większości z Was.Czułam się okropnie we własnym domu, z
człowiekiem,który był moim mężem-nie mogłam się porozumieć-2 światy, zupełnie
inna wrażliwość.Doświadczałam przemocy psychicznej i fizycznej...Zero
szacunku..Ech ,nawet nie chcę tego wspominać.Moje życie zmieniło sie
diametralnie.Poznałam Kogoś zupełnie, zupełnie innego.Teraz jestem
szczęśliwa.Wystepuję o rozwód.Własciwie to chciałam się z Wami
podzielić...pewnie bedę się odzywać.Nie ukrywam,że boję się tego Nowego
trochę, czy nic się nie zmieni, boję sie rozwodu-jak podejdzie do tego
eks..Czy Wy też przezywacie podobne rozdrapy, wątpliwosci..?Napiszcie proszę
jak jest u Was..
    • koni42 Re: jestem jedną z Was.Stało się to dopiero teraz 12.06.06, 11:15
      Witaj, ja wyprowadziłam się w zeszłą sobotę. Czekałam, aż (prawie) eks wyjedzie
      z dzieckiem na wakacje, żeby małej nie wprowadzać dodatkowego zamętu. Ostatnie
      dwa tygodnie przed przeprowadzką były najcięższe w moim życiu, ale przetrwałam!
      Teraz cieszę sie wolnością i nieskrępowaniem w domu. Wiem, co piszę, bo eks
      ograniczał mnie we wszystkim. Na razie rozpiera mnie enrgia i nie mam rozterek.
      Czasami tylko dopada mnie "zaduma" nad trochę już "zużytą" 27 - latką z 5-
      letnim dzieckiem. Wiem jednak, że sobie poradzę. Mam fantastyczną córeczkę,
      mamę i znajomych. A co do facetów, to dopiero zaczynam odkrywać, żę istnieją.
      Mam tylko ten problem, że jak patrze na nich, to od razu ich prześwietlam. Mam
      wrażęnie, żę wiem o nich wszystko, czasami mnie brzydzą, wku...., mam do nich
      niechęć. Ofszem, jeden wpadł mi w oko, ale to raczej nie jest typ "męża", a
      może to i lepiej? Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      P.S. Dziewczyny, czy wy też tak macie, że po jakimś czasie pisania tutaj
      czujecie potrzebę pomocy innym -takiej mentalnej, duchowej? Pamiętam moje
      pierwsze posty. Byłam przestarszona, prosząca, biedna szara myszka. Wiecie co?
      Dziś nikt mnie już nie poznaje. Wizualnie: jestem kolorowa, uśmiechnięta - w
      pracy mówią, żę kwitnę i tak też się czuję!!! Skręciłam dwa regały i stolik z
      IKEA. "Tymi ręcami" to zrobiłam. Mam odcisk na palcu, ale czuję się świetnie.
      Miałby mi kto to zrobić, ale wolałam sam. Pokazałam sobie, jakaś druga część
      mnie pokazała, żę stać mnie na to, żę dam radę, chociaż wcześniej zajmował się
      tym mój eks i wyraźnie dawał mi do zrozumienia, żę kobiety się do tego nie
      nadają. A jednak...Moją radą jest dawanie sobie wyzwań. Takich pozornie nie do
      poknonania. Kiedy dasz radę, satysfakcja jest nie do opisania!
      No dobra, rozpisałam się. Kończę i jeszcze raz pozdrawiam.
      • sarsur Re: jestem jedną z Was.Stało się to dopiero teraz 12.06.06, 13:04
        Witajcie,

        ja tez jestem tu nowa.Zwiazek malzenski zawarlam majac 19 lat i wydawalo mi
        sie,iz Pana Boga za nogi zlapalam,chociaz moi rodzice od poczatku odradzali mi
        ten zwiazek.Ja naiwnie wierzylam,ze da sie nam polaczyc obie totalnie rozne
        kultury i ze na przekor innym bedziemy razem...Na poczatku bylo wspaniale,maz
        dostal prace,ja studiowalam,z czasem jednak,to ja caly czas zgadzalam sie na
        kompromis,ulegalam mu,a on w przeciwienstwie do mnie zawsze stawial na
        swoim.Nie mialam juz sily,odcial mnie od konta bankowego,nie darzyl
        szacunkiem,nie uderzyl,ale potrafil wbic strzale w serce slowami.

        Kilka dni temu poprosilam go o rozwod,zgodzil sie,bylo mi przykro,ze sie
        zgodzil tak latwo,ale jego meska duma nie pozwolila mu postapic inaczej.Dzisiaj
        widzialam lzy na jego twarzy,wiem,ze gdybym tylko poprosila go,zeby zostal,to
        pewnie po dluzszej namowie,tak by sie stalo...az do nastepnego miesiaca...
        dziwne uczucia,bo kocham go,ale z nim nie moge byc i wiem,ze z nim jest
        podobnie...odmiennie kultury nie pozwalaja nam zyc ze soba.Moze gdybysmy
        mieszkali na neutralnym gruncie,w innym kraju.Ale tutaj on tez czuje sie pod
        presja,a u niego jest podobnie,tylko ze nie czuje sie w 100% komfortowo.
        Maz poszedl kupic dzisiaj bilet i wraca do kraju,ogromnie mnie to boli,ale
        wiem,ze jesli nie podjelabym tej decyzji teraz,to juz nigdy bym tego nie
        zrobila.Nie mamy jeszcze dzieci,wiec z pewnoscia latwiej jest podjac
        decyzje.Ale 3 lata spedzone w malzentwie i 3 lata przed jego zawarciem,to dla
        mnie cale zycie..................
        • kangur241 Re: jestem jedną z Was.Stało się to dopiero teraz 13.06.06, 06:00
          troche dziwnie mi sie Twoj post czyta bo jakbym czytala o sobie...nowa tutaj,po
          raz pierwszy na tym forum...troszke bylam starsza gdy wyszlam za amz ale tylko
          pare lat,ulegala,kompromisy,brak przeozy a jednak bol prosto w serce...tez za
          bardzo mnie nie zatrzymywal,niby tak,ale w sumie nie...rowniez inna kultura-
          obcokrajowiec...minely trzy lata malzentwa w tym miesiacu i my juz nie
          razem.dla mnie po raz pierwszy od dawna samodzielnosc,strach przed jutrem ale i
          podekscytowanie...damy sobie wszystkie rade...kazda jednabo Polki sa silne.
          Pozdrawiam
          • sarsur Re: jestem jedną z Was.Stało się to dopiero teraz 13.06.06, 08:21
            Moj maz byl Arabem,wczoraj sie wyprowadzil,jestem teraz u rodzicow,jest mi
            ciezko,myslalam,zeby wrocil,zeby bylo jak dawniej,ale jak dawniej nie bylo
            wcale dobrze,owszem chwilami tak,ale te chwile byly krotsze nic codzienne zycie.
            Nie wiedzialam,ze to tak boli:((((kocham go,ale nie wierze juz,ze sie zmieni.
            Moze kiedys,mam nadzieje,ze moje malzenstwo czegos go nauczy i bedzie lekcja
            dla niego,aczkolwiek,gdy powroci do swojego kraju,to dla tamtejszych kobiet
            jego zachowanie bedzie normalne,bo tam mezczyzna nie musi biegac ze
            sciereczka,czy podawac zonie herbate.I nie pisze,czy jest to gorsze,czy
            lepsze,ale inne od naszych zwyczajow.Dla nich kobieta zamezna w kawiarni z
            obcym facetem rozmawiajaca o pracy,to przestepstwo,a u nas dopuszczalne sa
            rozne formy spotkan K z M.
            Nie wiem,jak to przetrwam:((
        • adsa_21 Re: jestem jedną z Was.Stało się to dopiero teraz 13.06.06, 13:02
          moja historia jest podobna. Tez mialam 19 lat jak bralam slub - maz o 14 lat
          starszy. Myslalam ze bedzie dobrze, ze jego zyciowe doswiadczenie i madrosc
          pomoga mi przejsc przez zycie..szkoda ze stalo sie inaczej.
    • adsa_21 Re: jestem jedną z Was.Stało się to dopiero teraz 13.06.06, 13:00
      wiem cos o tym i jestem z Toba. Maz mnie nie bil ani psychicznie sie nie znecal
      ale i tak nasze malzenstwo bylo nieudane. Jutro mam rozprawe, czekalam 3
      miesiace na rozpatrzenie wniosku. Zloz jak najszybciej pozew, nie czekaj bo nie
      ma na co. Takie toksyczne zwiazki trzeba jak najszybciej konczyc. Moj maz wciaz
      mnie namawia do powrotu, mowi ze kocha i ze decyzja o rozstaniu bedzie
      najgorsza jaka podejme w zyciu..ale ja i tak jestem nieugieta.
      Zycze ci duzo sily i wytrwalosci!
      • kangur241 Re: jestem jedną z Was.Stało się to dopiero teraz 14.06.06, 03:31
        to jest takie cholernie ciezkie...no wlasnie,nie bil,nie pil...niby wcale nie
        zly maz...a jednak,chyba takie zwiazki trudniej konczyc bo nie ma konkretnego
        powodu ze mi na przyklad patelnia przywalil...
        on za to mowi ze kocha,ze chce by wszystko bylo wspaniale i ze jak wroce to tak
        bedzie...no i ze popelniam najgorszy zyciowy blad i bede tego zalowac.
        No coz,nie tylko czuje ze dobrze robie ale czysta analiza wszystkiego mi to
        nasuwa,tylko jakos tak gdy na innych forach szukalam ratunku,czytalam o
        niedobrych,zdradzajacych wiecznie,pijacych,o dzieci nie dbajacyhc i i czulam
        sie wyobcowana,jakbym gupote robila...znalazlam Was i ciesze sie(nie z Waszych
        problemwo oczywiscie),ale ze jakos tam gdzies potwierdza sie to ze nie musi bc
        wiecznie pijanym casanova zeby sie rozstac i nie musze juz miec wiecznego
        poczucia winy i cholernej niepewnosci.
        Jeszcze kiedys znajde szczescie,nie jutro jeszcze,nie za miesiac,ale przyjdzie
        tak niesmialo ukradkiem az sie sama zdziwie...i pomysle,o jak dobrze ze juz
        jestem na to gotowa,bo moglo mi to umknac ale kiedys mialam odwage by skonczyc
        cos c mnie niszczylo...powodzenia Wam zycze i kolejnego szczescia.
Pełna wersja