czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę...

22.06.06, 15:19
tak, mąż zdecydował o wyprowadzce i krokach rozwodowych. jesteśmy rok po
slubie, raezm 5,5 roku i tyle samo mieszkamy...
mąż nie chce słyszeć o daniu mi szansy, bo dawał ją przez cały rok. A chodzi
o to, ze jak nie okazuję mu czułości, nie pokazuję, że go potrzebuję, też
fizycznie. a ja wobec problemów w mojej rodzinie i śmierci ojca jakoś się
zamknęłam i zanieczuliłam. mąż poczuł sie odsunięty...
rozmawiałam z nim, prosiłam... nic... jest twardy... czy naprawde rozwód jest
dobrym wyjściem? On chce zacząć życie na nowo, nikogo nie ma, ale wypalił się
przy mnie, powiedział, ze dał mi całe serce, a ja to zniszczyłam...
zawsze myślałam, ze rozwodza się ludzie, w związakach gdzie jest przemoc,
alkohol... u nas nic takiego nie ma.. zwykłe niedobranie charakterów.

jest mi źle, nie wiem jak go przekonać żeby mi jeszcze raz ostatni zaufał....
    • koni42 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 22.06.06, 16:12
      Skoro podjął już kroki rozwodowe, to zakładam ,że ze sobą rozmawialiście i nie
      będę dawała rad typu: porozmawiajcie.
      Obawiam się, że co do powodów rozwodu nie masz racji. Nie wiem jak to się
      kształtuje procentowo, ale przemoc fizyczna i alkohol w niczym nie ustępują
      niedobraniu charakterów. 6 lat to długo. Sądzę, że ostatnie wydarzenia są tylko
      przykrywką i dobrym usprawiedliwieniem dla męża, co do już wcześniejszego
      wypalenia się jego uczuć. Przykro mi, ale wydaje mi się, że tak właśnie jest.
      Jedyne, co mogę Ci poradzić to nie rozmowa, ale czyny. Może spróbuj mu pokazać
      ile dla Ciebie znaczy i co możesz dla niego zrobić, ile dać z sibie i
      poświęcić.
      Jeżeli mimo tego będzie obojętny, a nawet podirytowany, to niestety, ale marnie
      to widzę. Może jeszcze jakaś terapia? Próbowaliście już czegoś takiego?
      Zakładam, że jeszcze Cię kocha, a ty go jeszcze bardziej. Jeżeli o n już nic
      nie czuje...cóż trudno jest kogoś zmusić do miłości.
      To, że mówi, że nikogo nie ma nic nie znaczy. Może jest kimś zafascynowany? I
      jest mu łatwiej podjąć tę decyzję? Ty go znasz...
    • a.bc Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 22.06.06, 19:36
      Przepraszam ale jeśli w obliczu takiej tragedii nie jest w stanie byc z Tobą to
      bardzo przepraszam ale kopnij go w tyłek i zacznij układac swoje życie na nowo.
      Ja rozumiem,ze czuł sie odsunięty ale to nie powód do rozwodu!
      Moze znalazł jakąś lafiryndę- postaw sprawe uczciwie i wygarnij mu równiez,że
      po przejściach potrzebujesz czasu na dojscie do siebie a jak tego nie rozumie
      to niestety nie jest wart twojej miłości. Doradzam atak .
      • gospodyni2 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 22.06.06, 22:53
        wyprowadził się, wziął swoje rzeczy i zniknął...
        rozmawialiśmy jeszcze, ale usłyszałam, że jestem juz dla niego byłą żoną, nie
        ma dla mnie uczuć, nie pociągam go... więc to definitywny koniec...jest mi
        cholernie przykro, że tyle lat razem poszło sie j..., jakbym rozmawiała z
        dzieciakiem a nie dorosłym facetem...
    • adsa_21 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 23.06.06, 07:54
      moze to bedzie przykre co napisze, ale doskonale rozumiem Twojego meza. Moje
      malzenstwo tez sie rozpadlo wlasnie przez roznice charakterow i temperamentow.
      Jesli chcesz naprawic swoj blad - pogadaj jeszce z mezem.
      • gospodyni2 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 23.06.06, 07:59
        nie ma już o czym rozmawiać... dla niego jestem już tylko byłą żoną...
        • koni42 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 23.06.06, 10:06
          Skoro tak, to radzę Ci układać sobie życie na nowo. Każda z nas poświęciła
          kawałek swojego życia na jakiegoś gościa mniej lub bardziej wartego naszych
          uczuć. Twój żal jest ogromny. Wiem to. To jest taki etap. Czas naprawdę leczy
          rany i jeśli nie macie dzieci będzie Ci łatwiej. Nie próbuj (wydaje mi się)
          tłumić swojej rozpaczy. Daj jej się uwolnić, dotknij dna i się ODBIJ! Dasz
          radę, wierzę w to! Powodzenia.
          • kraxa przepraszam najmocniej gospodyni 23.06.06, 12:01
            Ale dla mnie Twoj maz nie jest jednoznacznie i wylacznie winny tego co sie
            stalo. Moze teoretyzuje, pewnie owiesz, ze to nie tak- ale czy nie bylo czasami
            dobrze przez te 5.5 roku razem, a po slubie usiadlas za przeproszeniem na "4
            literach"? Bo juz jest moj, zaklepan "ludzie nie rozwodza sie ze wzgledu na
            niezgodnosc charakterow"- czyli zdawalas sobie sprawe, ze miedzy Wami nie
            trybi, i nadal nie robilas nic. Wybacz, ale ja rozumiem obawy faceta, w ktorego
            malzenstwie po roku zycie intymne nie istnieje co bedzie potem???? A moze t
            przejaw odpowiedzialnosci, ze chce odejsc zanim lacza Was dzieci, bo wtedy to
            na pewno bedzie trudniejsze. Nie wiem czy tak na pewno jest, ale Ty sama pewnie
            sobie odpowiesz na pare ytan, ble szczerze pozdrawiam
    • netka6666 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 23.06.06, 12:48
      Nie chcę stawać po niczyjej stronie ale chyba go rozumiem. Jestem w nowym
      związku, zakochana bez pamięci. Druga strona tez mnie kocha a przynajmniej przy
      tym obstaje. Ja też oddałam mu całe serce a nie dostaje wzamian nic. Nie mam
      czułości, sex tylko z mojej inicjatywy, nie ma zrozumienia a przeprowadzanie
      dialogów nic nie daje. Po pracy idzie do komputera na internet, gra do nocy lub
      ogląda głupoty. Śpię już gdy go wyłącza. Nie ma mnie kto przytulić, nie słyszę
      ciepłych słów. Gdy się na to żale, uważa, że przesadzam. Duszę się. Kocham go
      nad życie ale nie mam siły juz walczyć. Poddaje się. Z bezsilności. Rozumiem
      Twojego męża. Można dawać komuś szansę i czekać - ale jak długo?? W związku
      dwojga ludzi powinno się też dawać, nie tylko brać.
      • ja-sarenka Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 23.06.06, 13:07
        jestem innego zdania.Gdyby to była analogiczna sytuacja jak netki (tylko
        odwrotna rzecz jasna), rozmowa uratowałaby małżeństwo.Jeśli byłyby uczucia-mąż
        nie odszedłby bez próby rozmowy, terapii..bez próby naprawy..Zobaczcie-on sie
        po prostu wyprowadził..odszedł.Jestem pewna ,że za tym stoi osoba 3-cia-kobieta
        oczywiscie.Tam zainwestował teraz siebie.Nie podejmuje się tak radykalnych
        kroków bez impulsu z zewnątrz..jeśli w małżeństwie nie ma piekła..choć może się
        mylę...
        • gospodyni2 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 23.06.06, 14:02
          nikogo nie ma...
          rozmawiałam z nim przez telefon i rozmowa z mojej strony była taka, że ja sie
          nie poddam i będę o niego walczyć bo go kocham i nie dam tego tak skończyć. Że
          zrezygnuję dopiero w dniu gdy usłyszę, żebym się odp... a póki tego nie usłyszę
          to zrobię wszystko co mogę. mąż mnie zaskoczył, powiedział, że przecież nie
          mówi abym dała mu spokój telefonami, dała mu święty spokój. to mnie natchnęło
          jakąś maluśką szczyptą powera do walki o niego.
          Boże ile bym oddała aby chodziło o to, że chce zobaczyć że walczę o niego jak
          lwica, że padam na kolana i jestem w stanie zrobić wszystko, nawet upokorzyc
          się dla niego. Kiedyś dawno temu powiedziałąm mu (co on dotąd mi wypomina), że
          mam za sobą związek z psycholem, który wykończył mnie psychicznie tak, że nie
          będę błagać o czyjąś miłość. i może to w nim tak siedzi, że nie jestem w stanie
          walczyć o miłośc, jesli on sam zrezygnuje???
          Powiedział, że przecież nie wiemy co będzie za tydzien, za kilka dni - pytałam
          go o formalne kroki sądowe..
          głupie to jest, ale sama się nakręcam jakąś dawką optymizmu (nie wiem skąd) i
          chcę pokazać: TAK! walczę o Ciebie, bo Cie kocham.

          Tylko co mogę zrobić oprócz tel., sms-ów? Chodzi mi o czyny. Może coś
          podpowiecie?
          Nie chcę śledzić jego nowego lokum.
          • koni42 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 23.06.06, 15:03
            Znasz jego maila? Wysyłaj do niego swoje codzienne przeżycia, wspominaj dobre
            chwile, zawsze oferuj swoją pomoc.

            P.S. Tak mi przyszło do głowy: A może on ma jakiegoś "życzliwego" doradcę?
            • gospodyni2 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 23.06.06, 15:07
              jesteśmy w kontakcie mailowym...
              jedynym doradcą mogliby być jego rodzice - fajni teściowie, ale on nie chce im
              mówic o rozstaniu, podobno aby ich nie stresować...
              • 156cm Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 24.06.06, 00:16
                Facet jest okrutny. Bawi go Twoje cierpienie, zywi sie nim jego ego. Ilez on
                musi byc wart, jak bardzo musi byc wyjatkowy, jesli tak o niego zabiegasz.
                Uszanuj jego decyzje, jesli go kochasz, daj mu odejsc, uwierz w to, ze jego
                odejscie nie jest koncem, ale jest poczatkiem. Zajmij sie soba, moze masz
                jeszcze niezalatwiona sprawe z poprzednim facetem, wyglada na to, ze tak jest,
                bo inaczej nie spotkalabys kolejnego sadysty. Nie rob sobie nadziei, Twoje
                cierpienie sprawia mu przyjemnosc, nie warto mu jej dawac. Zrob cos dla siebie,
                poplacz sobie a potem wyjdz do ludzi, zapisz sie na jakies fajne zajecia, jedz
                na fajne wakacje. Wszystko przed Toba!
              • nieznajoma35 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 28.06.06, 10:48
                To przykre co Ci powiem ale...Byłam w podobnej sytuacji rok temu, z tym że my
                mamy dwoje małych dzieci.Też myslałam, że jak sie zmienię, zawalcze o Niego,
                pokażę, że jednak kocham to On wróci.Napisałam list, w którym zawarłam swoje
                uczucia do Niego.Widział, ze bardzo cierpię ja i dzieci.Ale, wierz mi, facet to
                za wygodne stworzenie żeby odchodzić w nicość. tzn że odchodzi zazwyczaj do
                innej baby...Mój tez zarzekał sie, że nikogo nie ma, że to różnica charakterów
                i takie tam.Później wyszło szydło z worka.Mieszkał u niej dwie ulice dalej, a
                mi wmawiał, że nikogo nie ma i uczucia sie w nim wypaliły.Jestem pewna, że Twój
                mąż musi kogos mieć.Inaczej nie wyprowadziłby się i dał wam szansę.
                • gospodyni2 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 28.06.06, 15:02
                  dziewczyny, on nie ma nikogo. nie wszystkie związki są takie i to akurat wiem.

                  W każdym razie rozmawiamy ze soba codziennie przez telefon, piszemy maile. Ja
                  się zmieniam dla siebie samej, bo ostatni rok nie był życiem tylko jakąś
                  wegetacją, ja tez chcę być szczęśliwa jak inni ludzie, troche optymizmu mi sie
                  przyda. może ten cios mnie powali, a moze pozwoli przejrzeć na oczy, że to
                  małzonek jest wazniejszy od rodziny, bo to jemu ślubowałam. dałam się stłamsić,
                  zajęłam sie cudzymi sprawami, stałam sie oschła. i w końcu muszę za ten błąd
                  odpowiedzieć. A czy mąż da mi szansę czy nie, to juz tylko on wie...

                  to jest smutne, ale czasem przydaje sie zdrowy kopniak aby zobaczyc na czym
                  polega życie. Ja zapomniała, że mozna żyć, do mnie nalezy decyzja czy popracuję
                  nad stosunkiem dożycia, do niego - czy zechce mi towarzyszyć.
                  jest mi ciężko, bo przecież wyprowadzka zwykle oznacza koniec, ale co moge
                  zrobić? Płakać, szarpać się? Płaczę, ale starama się odnajdywac jakiś plus tej
                  sytuacji.
    • cugier Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 19.07.06, 10:32
      idź do fryzjera, kup sobie coś ładnego (w kolerze jaki lubi) umów się z nim w
      miejsce jakie was łączą miłymi wspomnieniami. Musisz jenak zachować umiar i nie
      trzepotać siejak przestraszony ptak w klatce. Musi poczuć, że Ci zależy, że
      zmiany są trwałe, że chcesz tego.
      Trzymam kciuki, czasem takie histrie mają dobry koniec :-)
      • agash4 Re: czeka mnie rozwód, a ja go nie chcę... 19.07.06, 16:28
        a ja uwazam, podobnie jak kilka dziewczyn tutaj, ze nie ma najmniejszego
        sensu "walczyc" o niego. szkoda Twojego zdrowia. Ma kogos na 100%. Swiat jest
        bardzo prosty, tylko czasem tak naiwnie go sobie tlumaczymy. Jesli zalozylas ze
        Cie kocha lub lubi lub mu zalezy lub cokolwiek to sie pomiotasz dluzej lub
        krocej (stacisz pare kilo, zyskasz pare lat) a i tak na koncu zobaczysz te
        trzecia. Jesli zalozysz na pare dni ze sprawdzisz, gdzie on mieszka i z kim i
        uwierzysz wlasnym oczom to bedziesz miala jasnosc. Ja tez dawalam sobie uciac
        obie rece, ze to moja wina a on musi "przemyslec i odpoczac". Tyle ze te
        przemyslenia to dotyczyly lawirowania i wymyslania kolejnych klamstw, zeby tak
        na 2 fronty sie zabawic.
Pełna wersja