koni42
29.06.06, 10:18
Witajcie, mam gigantycznego doła, czuję, żę grunt mi ucieka spod nóg, nie
wiem, co o tym myśleć.
Moja córka (5 lat) wróciła w niedzielę z wakacji do nowego już, mojego
mieszkania. Ojciec dziecka po wielu kłótniach i przepychankach (był nawet
jego pomysł na opiekę naprzemienną) zgodził się wreszcie na to, żę mała
będzie mieszkać ze mną. Wczoraj postanowił się z nią spotkać, a ja nie
robiłam problemów. Odebrał ją od mojej mamy i wziął do siebie pokazać
mieszkanie (swoje) i na lody. Umówiliśmy się, żę odwiezie ją na 20.00. O
19.30 dostałam telefon, że Julia u niego zostaje, bo chce nocować, ale on ma
problem, bo nie ma jej rzeczy. Zdenerwowałam się strasznie, bo jak zadzwonił
tel. to już wiedziałam, żę coś się szykuje...Rozmawiałam z Julią i
rzeczywiście mnie o to prosiła, ale czułam, żę coś jest nie tak. Poprosiłam,
żęby wróciła, przekonywałam ją itd. w końcu usłyszałam jak eks mówi jej, żę
zanocuje u niego za tydzień (na co zresztą się wcześniej zgodziłam-
ustaliliśmy to). Mała się zgodziła, a on odwiózł ją do domu. Oczywiście po
przyjeździe zrobił mi wykład przy dziecku, że jestem nie fair, że to dziecko
chciało itp.
Poszedł, a ja w zabawie rozmawiałam z Julią na ten temat i: to on jej
powiedział, że: oglądamy teraz fim Asterix, a drugą część obejrzysz jak
będziesz u mnie nocować...Ręce mi opadły. Poza tym dziecko mówiło takie
teksty: Ty masz kota, a tata będzie sam, ja już u Ciebie pobyłam itd. Sądzę,
żę on am jakiśą plan dzialania i tego się boję najbardziej, bo wiem z
własnego doświadczenia,że umie i lubi manipulacje innymi. I teraz
najważniejsze: złożyłam już pozew o nieorzekaniu o winie, bez określenia
odwiedzin, czy teraz mogę coś donieść, czy dopiero na rozprawie mam o tym
powiedzieć? Czy ja wogóle mogę coś donieść, skoro prawo do dziecka mają
obydwoje rodzice, a nie am orzekania winy. Boję się, żę do czasu rozprawy
wywinie jakiś numer. Bożę, jak ja się boję. Nie mogę normalnie funcjonować!
Błagam odpiszcie, bo niewysiedzę w pracy. Ciągle o tym myślę. Pozdrawiam.