jestem beznadziejna...

03.07.06, 21:37
nie umialam stworzyc normalnej rodziny, skrzywidzilam istote ktora kochalam
najbardziej na swiecie - moje dziecko:-(((
widze jak to wszystko przezywa, jak jest rozchwiane po kazej wizycie u
tatusia...
mam swiadomosc porazki:-(((
mieszkamy katem u starych, zarabiam marnie takze nie stac nas na wynajecie
bodaj kawalerki. A jeszcze dodatkowo musialam poslac synka do dyzurnego
przedszkola na 2 tyg..wiem, ze nie jest mu dobrze i taka zmiana jest b.
niekorzystna.

zle mi..po prostu zle.
jak jeszcze sobie pomysle, ze musze jutro spedzic 8 godz w dusznej puszce
(moje biuro) rozgrzanej do + 40 to odechciewa mi sie wszystkiego..

tez tak macie czasem?
trauma rozwodu bedzie sie ciagnac za mna jeszcze dlugo..
i powaznie zastanawiam sie nad psychologiem dzieciecym dla mojego synka.
myslicie, ze to dobry pomysl?
    • jagula5 Re: jestem beznadziejna... 03.07.06, 21:55
      > i powaznie zastanawiam sie nad psychologiem dzieciecym dla mojego synka.
      > myslicie, ze to dobry pomysl?

      Myślę, że najlepszy. Przechodziłam te same stany emocjonalne co Ty teraz.
      Poczucie porażki życiowej, nie zaspokojenia podstawowej potrzeby swojego
      dziecka (sama wychowalam sie w rozbitej rodzinie i jako dziecko przysiegalam
      sobie, ze moje dzieci bedza mialy inaczej). Moj syn bardzo zle znosil nasze
      rozstanie. Byl codzienny rozpaczliwy placz przy ktorym serce mi sie krajalo, z
      czasem przeksztalcilo sie to w histerie, nocne moczenie sie, w pozniejszym
      okresie bunt. Kiedy zaczal sie zachowywac jak "dziecko autystyczne" (do nikogo
      sie nie odzywal przez kilka dni, tworzyl swoj wlasny swiat) poszukalam dobrego
      terapeute. To bylo juz troche pozno na to. Nie zrob takiego bledu i
      przynajmniej daj swojemu dziecku dobra opieke psychologa od poczatku. To pomoze
      Tobie zrozumiec zachowania dziecka, nauczyc sie prawidlowo reagowac, a jemu
      zrozumieć samego siebie, sytuacje w jakiej sie znalazł/a, wyrazic frustracje i
      ustabilizowac emocje.

      Pozdrawiam i trzymam kciuki!!
      • adsa_21 Re: jestem beznadziejna... 04.07.06, 10:40
        a ile lat mial Twoj syn jak sie rozstalas z mezem?
        moj mial niecale 3 i mysle ze dosc dobrze to znosi, nie moczy sie, nie
        histeryzuje..rozstalismy sie juz ponad pol roku temu wiec mysle, ze przyjal to
        do wiadomosci ze rodzice nie mieszkaja juz razem..
        czasem sie pyta: "mamo, kochasz tatusia''?
        albo "mamo, dlaczego nie mieszkasz z tatusiem"?
        na takie pytania nie wiem jak odpowiedziec..
        niby wiem, ze prawda jest najwazniejsza ale jakos przez gardlo nie moze mi to
        przejsc:-(
        zreszta moj byly nie ulatwia sprawy..pod wzgledem zdrowia dziecko go nie
        obchodzi.

        Nie krzycze na dziecko, nie robie wyrzutow, staram sie byc cierpliwa..ale tak
        naprawde to nie wiem co siedzi w tej malej glowce:-((

        dzieki za odpowiedz
        pozdrawiam cie mocno!
        • jagula5 Re: jestem beznadziejna... 05.07.06, 23:58
          W momencie rozwodu miał już 6 lat, ale przy pierwszym i najbardziej dla niego
          dramatycznym rozstaniu też miał 3, właściwie 3,5 ;)
          Teraz jest dobrze. Robie za dwoch i staram sie zapewnic mu wszystko, zastąpić
          ojca i dziadków, których też niejako stracił przez rozwód (kontakt z nimi jest
          znikomy).
          Z najbliższymi koleżankami-też samotnymi matkami stworzyłyśmy sobie swojego
          rodzaju kółko samopomocy. Odbieramy sobie nawzajem dzieci z przedszkoli,
          organizujemy wspólne wypady z dziećmi, raz w tygodniu jedna z nas zostaje z
          maluchami, żeby reszta mogła wyjść na impreze/do kina/na piwo/spacer czy
          zwyczajnie odetchnąć. Dołącza do nas coraz więcej samotnych mamuś. Dzieci w tej
          grupie są bardzo zżyte ze sobą, a i my z racji podobnych przeżyć, wieku,
          sytuacji bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Chwilowo jesteśmy
          samowystarczalne :)

          A co do Twojego dzieciaczka: niktóre dzieci inaczej okazują złe przystosowanie
          do sytuacji. Niekiedy bunt czy inne symptomy mogą przyjść po latach. Do tej
          pory boję się, że kiedyś jak będzie starszy powie mi: to Twoja wina, że
          wychowywałem się bez ojca....
          Psycholog w takich momentach jest polecany, nawet dla Ciebie bo sama zauważ, że
          masz wiele wątpliwości, niepewności, obaw, pytań... Nie bój się tego. Jak
          trafisz na dobrego to zobaczysz jak będzie Ci lżej!
    • galareta2 Re: jestem beznadziejna... 04.07.06, 11:50
      No brawo, kolejna kobieta, która ma pretensje do siebie, że trawa jest zielona.
      Ech kobitki, nie możemy wszystkiego zwalać wyłacznie na siebie - a pomyśl sobie
      co takiego dobrego zrobił Twój eks?! Zadbał o dziecko, martwił sie o nie,
      zrobił wszystko by nie doszło do rozpadu waszego związku? Brał pod uwage, że
      rozwód to przezycie dla dzieciaka, że to co ON robi zemści sie także na
      dziecku, że rozwodem umyje ręce od odpowiedzialności i złoży ja automatycznie
      na Twoje barki? NIE. Bo gdyby choc przez chwile o tym pomyslał, to może jednak
      dziecko nie miałoby rozbitej rodziny. I ciesz się, że maly jest w tym wieku bo
      im mniejsze dziecko tym łatwiej to przechodzi i mniej potem pamięta. Każdej z
      nas jest cholernie trudno - czy z mężem egoistą (bo masz wtedy niby druga osobę
      na wsparcie ale czasem to jak drugie dziecko) czy bez męża ale za to czujesz
      sie sama jak palec. Jesli podjęłaś decyzje o rozwodzie - na pewno byłyby ku
      temu powody, a pomysl że jesteś jedna z SETEK tysięcy kobiet w Polsce, które to
      przeszły i same wychowują dzieci. Co do psychologa - nie umiem powiedzieć, zdaj
      sie na rady tych, które cos wiedzą. Ale nie wiń siebie! Temu co sie dzieje jest
      winny Twój były w takiej samej a może i większej części jak Ty. Teraz dbaj o
      siebie i malucha - stwórz wasz dwuosobowy świat, w którym on poczuje się
      bezpiecznie i który pomożesz mu zrozumieć. To wymaga nadludzkich sił, ale tak
      już jest z nami kobietkami - dajemy radę, kiedy faceci pekają!
      • koni42 Re: jestem beznadziejna... 04.07.06, 13:14
        Proszę, nie mów o sobie, że jesteś beznadziejna. Wszystkie przechodzimy podobne
        drogi, żeby wreszcie odpocząć "po podróży". U mnie dziecko, moja córka ma 5 lat
        i naprawdę dobrze to przyjmuje. Staram się z nią rozmawiać, jak z dorosłym.
        Konkretnie, rzeczowo, zawsze prawdę, tylko bez szczegółów. Mówię jej, że lepiej
        żeby rodzice byli uśmiechnięci i mieli dla niej czas, a mieszkali oddzielnie
        niż byli smutni. Myślę, że to rozumie. Jak narazie z moim obecnym jeszcze mężem
        utrzymujemy poprawne stosunki, czasem nawet koleżeńskie (bierze mojego kota do
        sibie, podczas naszego wakacyjnego wyjazdu). Julia odwiedza go. Wczoraj
        odbierałam ją od niego i byłam u niego w domu. W ten weekend będzie u niego
        nocować. Myślę, że to akurat jej wystarcza, bo jest związana barzdiej ze mną.
        Z teściami, jej dziadkami ma b.dobry kontakt. Nie czuję wiec, że muszę chodzić
        z nią do psychologa. Wręcz przeciwnie; od kiedy nie mieszkamy razem jest
        spokojniejsz, nie wstaje ranoz placzem, śpi spokojniej i przede wszystkim
        częściej się uśmiecha! A ja...jestem czasem smutna, czasem wesoła, czasem mam
        gigantycznego doła i myślę sobie, że już nikogo nie spotkam i tak już będzie
        zawsze: ja i Jula same. Na razie jest mi dobrze bez faceta. Aha, też nie mam w
        pracy klimatyzacji, ale dzisiaj jest jakby lepiej...Nie sądzisz?
        • adsa_21 Re: jestem beznadziejna... 04.07.06, 14:00
          dzieki koni..
          Adas tez ma dobry kontakt z ojcem, z dziadkami mysle ze tez..ale wciaz tkwi we
          mnie przeswiadczenie ze tescie nastawiaja synka przeciwko mnie..szczegolnie po
          tym jak nasze rozstanie przebieglo.
          Z mezem tez sie staram utrzymywac dobre relacje - za 2 tyg. zawozi nas nad
          morze.
          Ale prawie na kazdym kroku wypomina mi, ze rozwod byl z mojej winy, ja go
          chcialam i ja doprowadzilam do tego ze nasza rodzina sie rozpadla:-((

          smutne to jest i przykre.
          Moi rodzice nienawidza exa, nie chca go widziec w mieszkaniu a ze ja i synek
          mieszkamy razem z nimi kontakty rowniez sa utrudnione.

          pare miesiecy temu poznalam kogos..i tez nie wiem co mam robic, jak go
          traktowac..strasznie jest to zycie pokrecone:-(((
          za szybko wszystko sie dzieje.

          p.s w pracy mam troche luzu, ale upal jest niemilosierny:-(
          ale wiatraczek sobie zamontowalam i sie chlodze:-)))
          • koni42 Re: jestem beznadziejna... 05.07.06, 11:22
            Skąd ja to znam...Mój mąż też się nie poczuwa do "rozkładu pożycia" i uważa, że
            tylko ja zdecydowałam o rozwodzie, a on przecież nie chciał rozbijać rodziny...
            Moja mama została bardzo skrzywdzona mentalnie przez eksa, a mimo to potrafi
            zachować twarz i kiedy się z nim widzi (odbiór Julii od niej przez męża) nawet
            się uśmiecha i pyta co u niego słychać. Ja nie mam nikogo i chyba nieprędko
            będę miała, bo mam traumę. Trzymaj się (nie ciepło ;)) i pamiętaj, że każda z
            nas ma takie "żałobne dni", ale one mijają. Jesteś silna, bo Ci się udało.
            Zdecydowałaś się odejść, a to wymaga nie lada odwagi! Smutne i żałosne są te
            kobiety - beznadziejne, które umieją się tylko żalić i całe życie marnują na
            nie tego faceta: dziecko, warunki materialne, strach przed byciem samotną
            matką.
            Zapominają, że dziecko odejdzie z domu, a one zostaną bardziej same i samotne
            niż gdyby się rozwiodły. Zwykle później ich dzieci zadają im pytanie: "Mamo,
            czemu się nie rozwiodłaś? Ja i tak wiedziałam, że między wami było zimno od
            lat". Ja takie pytanie zadałam mojej mamie. Była zdruzgotana, bo sądziła, że o
            niczym nie wiedziałam i wieczne kłótnie z nieżyjącym już moim ojcem nie
            wpływają na mnie negatywnie. Głowa do góry, zobacz, nie jest tak źle: chociażby
            to, że zawozi was nad morze. A co do teściów...cóż mały i tak widzi jaką jesteś
            matką. Jest napewno mądrym chłopcem i widzi, że coś się tu nie zgadza.
            Ale rozumiem Cię. Moja córka była 3 tygodnie na wakacjach. Najpierw ze swoim
            ojcem, potem z teściami i ciągle myślałam, czy jak nie wróci, to nie powie, że
            woli z różnych powodów ojca i mieszkanie u niego. Tak się nie stało. Była
            stęskniona i nie mogła się doczekać, kiedy się zobaczy ze swoją mamą. Jedyne co
            jej daję, to dużo miłości i oparcia. Umiem się już śmiać, jestem naturalna,
            pogodna. Daję jej dużo swobody, której nie miała z ojcem (tyran rodzinny). Jest
            ok. Mam nadzieję, że będzie SUPER. Czego też i Tobie życzę.
    • 123d2 Re: jestem beznadziejna... 04.07.06, 21:46
      często też mam takie dołki; nie wiem czy kiedyś tego się pozbędę ale ta
      bezradność , żal , smutek i samotność często mnie dopada. O poczuciu winy- że
      jestem do bani już nie wspomnę....
      • adsa_21 Re: jestem beznadziejna... 05.07.06, 08:09
        dlatego musimy sie trzymac razem i nawzajem wspierac..po to jest to forum:-)
        • kobieta_wenus Głowa do góry dziewczyny 05.07.06, 23:04
          Pamiętacie tę pisoenkę: "a po nocy przychodzi dzień, a po burzy słońce..." -
          tego Wam życzę : jak najwięcej ładnych, słonecznych dni w dosłownym i
          przenośnym tego słowa znaczeniu. Głowa do góry!
    • netka6666 Re: jestem beznadziejna... 12.07.06, 15:16
      Też jestem beznadziejna i cieszę sie w sumie z tego, że jest nas więcej. Jestem
      przeciwieństwem jego poprzednich kobiet: mam silny charakter, daję duzo z
      siebie ale też dużo wymagam, jestem asertywna i wykładam kawę na ławę bo lubie
      jasne sytuacje. Nie ma dla mnie męskich i kobiecych obowiązków domowych. Są
      tylko rzeczy, które tak czy inaczej trzeba zrobić. Ale najważniejsze: uważam
      sex grupowy za zdradę partnera i to na jego oczach a uczestnictwo w czymś takim
      to dla mnie dowód na brak miłości do parnera. Nie mogę zrozumieć,że swingowanie
      cementuje związek. No nie mogę i już. I przez to i przez inne rzeczy jestem
      beznadziejna. I dalej świadomie będę taka beznadziejna, choćbym miała byc do
      końca życia sama. Ponieważ szanuję swoje poglądy i gów... mnie obchodzi, iż
      niektóre ( jak np na swingowanie) są rachityczne. Najważniejsze, żeby żyć
      zgodnie ze samym sobą. Acha - jestem zodiakalnym bykiem i TO JA MAM RACJĘ. W
      większości przypadków:)))) Nie zawsze, gdyż tylko krowa nie zmienia zdania.
Pełna wersja