adsa_21
03.07.06, 21:37
nie umialam stworzyc normalnej rodziny, skrzywidzilam istote ktora kochalam
najbardziej na swiecie - moje dziecko:-(((
widze jak to wszystko przezywa, jak jest rozchwiane po kazej wizycie u
tatusia...
mam swiadomosc porazki:-(((
mieszkamy katem u starych, zarabiam marnie takze nie stac nas na wynajecie
bodaj kawalerki. A jeszcze dodatkowo musialam poslac synka do dyzurnego
przedszkola na 2 tyg..wiem, ze nie jest mu dobrze i taka zmiana jest b.
niekorzystna.
zle mi..po prostu zle.
jak jeszcze sobie pomysle, ze musze jutro spedzic 8 godz w dusznej puszce
(moje biuro) rozgrzanej do + 40 to odechciewa mi sie wszystkiego..
tez tak macie czasem?
trauma rozwodu bedzie sie ciagnac za mna jeszcze dlugo..
i powaznie zastanawiam sie nad psychologiem dzieciecym dla mojego synka.
myslicie, ze to dobry pomysl?