No i po wszystkim...

17.07.06, 13:33
Dzisiaj, po wielu miesiącach szapaniny , wyzwisk, straszenia i zdrad,
zostałam rozwódką. Myślałam, że będzie gorzej. A tu proszę spokój ,
wyciszenie nawet mi serce nie drgnęło. A tak się bałam, że się rozsypię w tym
sądzie. Nie miałam za czym płakać. Skończył się ważny rozdział w moim życiu.
Nie żałuję. Tak było trzeba.
Pozdrawiam :)
    • mazienka2005 Re: No i po wszystkim... 17.07.06, 14:01

      gratuluję odwagi i życzę wiecej siły:)
      • lilis1 Re: No i po wszystkim... 26.07.06, 11:37
        Ja tez juz jestem prawie po... mimo, że sytuacja była jasna od początku, nie
        widziałam szansy wspólnego życia z mężem, on ode mnie odszedł, jest mi bardzo
        przykro i tak jakoś jeszcze bardziej pusto...
        Rozwód, mimo że to znów podobnie jak zawarcie ślubu jakiś papierek dla ludzi,
        dla nas to jednak ja czuje zamknięcie pewnego etapu w życiu, zostawinie za sobą
        chwil bardzo szczęśliwych poniekąd i końca bardzo smutnego dla mnie.
        Dałabym wszystko żeby to sie nie stało....
        • delika1 Re: No i po wszystkim... 26.07.06, 12:00
          Przykre to co piszesz Lilis, ale widocznie tak musiało być...moze popatrz na to
          z innej strony.W końcu odejście od Ciebie było świadomą decyzją męża..Widocznie
          nie było tak jak..powinno.
          Ja czekam na 1-szą sprawę-odeszłam,bo małżeństwo bylo dla mnie koszmarem-po
          prostu męka na na co dzień-zresztą 2-ga strona też to odczuwała, ale pewnie
          gdyby nie mój krok-tkwilibyśmy w tym jeszcze długo, gdyż fajnie mieć w domu
          gosposię, która w dodatku nie jest najgłupsza,ani najbrzydcza.Mozna się wyzyć i
          odreagować stresy i otaczać sie coraz to nowszymi tzw.Dobrami Materialnymi:(.
          Powiedziałam "dość", ale różne mysli kołaczą sie po głowie-poczucie winy, lęk
          przed zmianą, przyszłością...tak jakbym miała sklerozę i zapomniała w jakim
          piekle żyłam...
Pełna wersja