daniell01
21.07.06, 15:31
Chce rozwodu. To jedyne co wiem.
Jestem po ślubie 7 lat, mamy 5 letniego synka, ja pracuję, On pracuje,
mieszkanie na kredyt - w sumie to wszystko jest ok ale...no własnie.
Tak sobie czytam te wątki i zastanawiam się co mam zrobić.
Chcę rozwodu, bardzo. Chce się uwolnić do tego tyrana, który lubuje się w
niszczeniu mojej psychiki. Nie jestem dla niego kobietą (nie sypiamy ze sobą
od 7 mc-y).Nie jestem matką bo nie odbieram dziecka z przedszkola
(przedszkole czynne do 16.30 a ja pracuje do 17, on ma nienormowany czas
pracy). Nie jestem gospodynią domową, bo codzień nie ma obiadu w domu tylko
jakaś ciepła kolacja (nim wrócę do domu po pracy to jest ok. 18.30 i jeśli
mnie nie ma o tej godzinie mam tysiące telefonów: Gdzie jesteś?). On wszędzie
doszukuje się moich kochanków. Ostatnio dowiedzialam się, ze moim głównym
problemem jest "komu dać a komu nie". Nie moge sie spotykać ze swoimi
znajomymi, nie wychodzę nigdzie, bo przecież i tak pewnie gdzieś się będę
piep...yć. Moi znajomi są gnojkami bo sa młodsi (między nami jest 8 lat
różnicy). Dużo mogłabym jeszcze pisać.
Ostanio wpadła mi w ręce dobra książka o szantażu emocjonalnym - jesteśmy
tego bardzo dobrym przykładem. Po lekturze tej książki zaczełam się
zastanawiać na rozwodem.
Mój małżonek nie chce o tym słyszeć, bo on mnie kocha a ja sobie wymyślam
różne rzeczy.
Teraz nasz syn jest na wakacjach z jedną z babć. Ja na ten czas wyprowadziłam
się z domu, na tydzień, wczoraj wróciłam. On był w opłakanym stanie
psychicznym i fizycznym (ma problemy z nadciśnieniem). Wychodząc z domu
zostawiłam mu zaopatrzoną lodówkę (obiadki), zrobiłam pranie, posprzątałam
mieszkanie, żeby się nie miał do czego przyczepić. Wczoraj musiałam wszystko
wyrzucić z lodówki, bo Pan nie miał apetytu.
Nie ukrywam przejął się moją wyprowadzką i teraz nie opuszcza mnie na krok.
Chce sobie pojechać na wekend do koleżanki na działkę a On mnie błaga bym
więcej go nie zostawiała.
Nie chce mi się już jego słuchać, nie chce jego kolejnych obietnic (ma
tentendcję do chlapania jęzorem na prawo i na lewo jak mu się coś nie podoba,
nie chce byc jego żoną.
Ale jest dziecko (choć syn ostanio jest świadkiem częstszych kłótni i
prób "wyciągania rąk" do mnie). Sama sobie nie poradzę finansowo. A co z
mieszkaniem?
Nie wiem od czego zacząć.
Chce rozwodu ale wystarczy, ze On powie, że mnie kocha a to ja rozbijam
małżeństwo w sądzie i nic nie osiągnę.
Boję się, ze jak założę sprawę rozwodową i jej nie wygram to w moim życiu
zacznie się koszmar.
Co mam zrobić? Postawić wszystko na jedną kartę czy dalej chowac głowę i
trwać w tej nicości....