Dodaj do ulubionych

syn rozwódki na uzwięzi - załamany

19.08.06, 14:11
Witam. Mam drobny problem, z ktorym sobie nie moge poradzic i prosze Was o pomoc.

Moi rodzice uzyskali rozwód rok temu. Faktyczny rozłam w naszej rodzinie
zaczął się już cztery lata temu, jednak przez pewien czas ojciec mieszkał z
nami prowadzac odzielnie swoje życie. Wyprowadził sie mniej wiecej rok temu.
Przez okres trzech lat wspierałem moją mamę we wszystkim, na ile oczywiscie
umiałem. Ograniczylem swoje zycie towarzyskie i uczyłem sie naprawdę bardzo
dobrze. Spędzialismy razem prawie caly swoj czas, na roznych pracach domowych,
odpoczynku, wyjazdach do babci itp. Pomagałem rowniez w lekcjach mojej
mlodszej o 5 lat siostrze, a takze staralem sie utrzymywac z nia jak najlepsze
relacje, aby wiedzial ze moze ze mna o wielu sprawach porozmawiac.

W ostatnim roku dostalem sie na studia dzienne na dobry kierunek i jak to
student, dorosly czlowiek, mialem nadzieje na odrobine swobody i prywatnosci.
Mama miala natomiast roczny urlop zdrowotny(pracuje w oswiacie), wiec
przebywala wiele czasu w domu. Mama nie traktuje mnie powaznie i z wiekszosci
moich problemow sie wysmiewa, a nigdy nie dalem jej powodow niedpowiedzialnym
zachowaniem. Ponadto lubi organizowac mi czas, tak ze dla siebie znajduje go w
skrajnych przypadkach jedynie po 23, kiedy slysze "do spania, bo mi
przeszkadzasz, a ja chce juz spac". Oprocz organizowania czasu i zapelniania
obowiazkami mama "zamartwia sie" wyjatkowo mocno, kiedy przebywam poza domem i
nakazuje wracac o 22 do domu. Lubi jak jestem w domu pod reka(tak mi sie
wydaje). Aktualnie jestem wykonczony systuacją, w ktorej nie posiadam wlasnego
zycia. Mama obciaza mnie swoimi licznymi sprawami i czasami mam wrazenie, ze
pod pewnymi wzgledami odpowiadam za funkcje jakie spelniac powienien mąż.
Denerwują mnie juz jej ciagle polecenia, opinie i mysli. Wywoluje we mnie
agresywne emocje, ktorych bardzo nie chce.

W ostanim czasie mialem dziewczynę. Jest wyjatkowo intersująca osobą, przy
której poczułem się po raz pierwszy tak naprawde swobodnie i mogłem być sobą.
Rozumiała moja sytujacę przez pewien czas. Jednak pomimo moich niewielkich
zmian związanych z mama(po licznych dyskusjach/kłótniach) powiedziala ze
jednak jest tą systuacja zmeczona i czuje sie rowniez "ograniczana", a jako ze
jest starsza odemnie(24) nie zamierza sie poddawac ograniczeniom plynacym od
obcej osoby. Dzieki niej, tak naprawde zdałem sobie sprawe, jak bardzo moja
mama jest nadopiekuncza/zaborcza.

Stoję teraz przed podjęciem decyzji nad ewentualnym wyprowadzeniem sie z domu.
Najpierw jednak zamierzam podjac ostatnia probe dyskusji z mama, tym razem za
posrednictwem listu, gdzy podczas rozmowy moje argumenty sa szybko zbywane a
informacja na temat ewentulanej wyprowadzki wysmiewana i argumentowana, ze nie
zdaje sobie nawet pojecia co to znaczy utrzymac sie samemu. Mozliwe ze tak
jest, jednak w takiej sytuacjie nie zamierzam dluzej trwac, a mama powtarza,
ze to jest jej dom, wiec ona o wszystkim w nim decyduje. Przed przeprowadzka
powstrzymuje mnie jeszcze to, ze nie chcialbym sprawic satysfakcji ojcu, a
wyprowadzenie sie od mamy na pewno by ja zepewnilo.

Nie wiem za bardzo co mam czynic, ale jestem juz odrobine zalamany. Wiem ze
mamom-rozwódkom nie jest latwo, ale ich dzieciom tez nie. Jezeli nawet nie uda
Wam sie mi pomóc, to mam nadzieje ze przynajmniej zwrócicie uwage na swoje
dzieci, dla ktorych sytuacja rowniez moze byc wyjatkowo trudna i nalezy je
wesprzec. ponizej przedstawie jeszcze info o członkach mojej rodziny.
Pomozcie mi!! prosze...

info o mamie:
Poswiecila sie rodzinie od początku malzenstwa biorac na siebie wiele
obowiazków co zostalo jej do dziś. Ograniczyla tym samym swoje kontakty ze
znajomymi, ktore aktulnie nie sa tak glebokie jak dawniej. Ma brata, u którego
szykuje sie rozwód(z winy zony), który dodatkowo ja dobija. Nie wiem jakie ma
perspektywy na przyszlosc, gdyz "zamyka sie" w pracy i obowiazkach. Ma po 40-stce.

info o ojcu:
Rozwod powinen byc z jego winy, takie jest moje subiektywne odczucie, ale
poniewaz mama skalkulowala, ze to za duzo "szarpaniny" wzgledem korzysci, wiec
jest bez winy. Przy sprawie o alimenty szarpal sie o kazde 100zł. Aktualnie
najprawdopobniej ukrywa swoje prawdziwe dochody(rozbieznosc wydatkow z
dochodami,ukrywane konta bankowe itp.) Ulozyl sobie na nowo zycie i ma dziecko
z mlodsza od siebie kobieta. Mial tupet zeby mnie prosic, abym byl ojcem
chrzestnym tego bękarta!! Utrzymuję z nim neutralne stosunki. Widujemy sie
srednio co 2 tyg, stara sie z nami spedzac czas. Lubi wladac pieniędzmi.
Po 40-stce.

info o siostrze:
Ma 15 lat. Z sytuacją chyba nie bardzo sobie radzi i stara sie na siebie
zwrocic uwage. Uwielbia ogladac telewizje, wrecz sie w niej zamyka. Miewa
problemy, z ktorych nie latwo ja wyciagnac, a dodatkowo sprawe "polepsza" mama
nie traktujac powaznie jej spraw "no bo i niby jakie problemy moze miec
15-latka". Pol roku temu sytuacja byla powazna, ukrywala przed nami ciezką
sytuacje w szkole-nekanie i nie chciala sie uczyć. Poprosilem mame o
lagodniejsze podejscie niz"koniec z tym i tamtym, bedziesz sie uczyc
dopoki wszytskiego nie poprawisz!!". Udalo nam sie porozmawiac i wreszcie sie
wyjasnilo jakie sa problemy. Kosztowalo mnie to duzo pracy, ale sytuacja jakos
sie ustabilizowala. Lubi klamac w drobnych sprawach. Stresuje sie z powodu
mamy, kazdym jej slowem itp.

Pomozcie mi, bardzo Was prosze!!


Antek
student(20 lat)
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 19.08.06, 23:37
      wiem, że trudno może Ci być to przyjąć - proponuję byś udał się do
      psychoterapeuty i porozmawiał z nim o sytuacji - jak pomóc Twojej mamie, bo to
      w pierwszej kolejności jej należy pomóc. Zmiana sposobu myślenia mamy jest
      kluczem do polepszenia Twojej i siostry sytuacji. Najlepsza byłaby dla waszej
      trójki terapia rodzinna, ale domyślam się, że mama taką propozycję "ni z gruchy
      ni z pietruchy" by odrzuciła. Dlatego sugeruję bys najpierw sam porozmawiał z
      terapeutą.
      Życzę powodzenia i gratuluję odwagi.
      Chalsia
      • agash4 Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 20.08.06, 02:11
        z mojego doswiadczenia wynika, ze kluczem do rozwiazania tych zawilosci
        rodzinnych jest spowodowanie zmiany nastawienia i myslenia Twojej mamy. Tak jak
        napisala Chalsia. Pepowine powinienes odciac, bo wiem ze zaborcza matka potrafi
        udaremnic rozpoczecie zycia mlodemu czlowiekowi, badz zniszczyc jakiekolwiek
        zwiazki swojego dziecka. Po drugie jesli sie nawet zdecydujesz na
        wyprowadzenie, to wczesniej czy pozniej odejscie w niezgodzie zacznie Cie
        uwierac. Najkorzystniej wiec dac mamie zarowno pomoc /np psychologa/ oraz
        cierpliwosc i czas no i wierzyc, ze mama zrozumie ze masz prawo do wlasnego
        zycia i potrzebujesz jej dobrego slowa na to nowe zycie. Mamie nie jestes nic
        winien, moze szacunek, nic wiecej. Mama tez powinna to zaakceptowac.
        • antek14 Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 20.08.06, 19:41
          Dzięki za odpowiedź!
          Wyprowadzka też nie do konca jest mi na rękę(powody finansowe->praca->problem z
          czasem->klopoty ze studiami) a gdybym się na nia zdecydowal to w ostatecznosci,
          gdyz wiem, ze wtedy raczej moge liczyc wylacznie na siebie.

          Jednak sytuacja jest dla mnie nie do zniesienia... tkwie w niej dlugo i odczuwam
          ze poprzez rozne "metody" mama zabija we mnie chęć do robienia czegokolwiek, do
          życia, czerpania z niego radości nie mówiąc już o uczeniu się.. Odechciewa mi
          sie już wszystkiego... :(
          Dlatego musze ja zmienić.
          I chciałbym jak najszybciej.

          Pomysł wizyty u psychologa traktuje jak najbardziej powaznie, lecz znajac zycie,
          to jedynie sam bede mogl sie do niego udac. Nigdy jeszcze z takich porad nie
          korzystalem. Na jakich sa one zasadach i czy sa odplatnie, a moze tak jak dla
          DDA i gdzie ich szukac? Z pewnością przejrzę internet, ale moze macie jakis
          konkretne wskazówki?

          -----
          Antek
      • elf28 Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 22.08.06, 15:12
        większej głupoty nie słyszałam - zmienić można tylko siebie. Antek może udać
        się do terapeuty ale tylko ze swoim problemem czyli zbyt mocnym związaniem z
        matką).

        Zmiany w Antku i jego konsekwencja mogą zmusić do zmian w zachowaniu matkę. Nie
        inaczej.
    • reksia Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 21.08.06, 20:10
      antek14 napisała
      Aktualnie
      > najprawdopobniej ukrywa swoje prawdziwe dochody(rozbieznosc wydatkow z
      > dochodami,ukrywane konta bankowe itp.) Ulozyl sobie na nowo zycie i ma dziecko
      > z mlodsza od siebie kobieta. Mial tupet zeby mnie prosic, abym byl ojcem
      > chrzestnym tego bękarta!!

      czy poza gdybaniem masz konkretne dowody na temat super dochodów Twego ojca?
      Czy poza pieniędzmi potrafisz zauważyć w nim cokolwiek więcej?
      z tego co piszesz to masz 20 lat jesteś dojną krową a swego brata wyzywasz
      dlatego że oddycha???

      Czy wiesz że na tym świecie są takie typy jak "żałosne egoistyczne wychowane
      przez toksyczne matkę bękarty"
    • floric Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 21.08.06, 20:13
      Stary pakuj sie i spieprzaj stamtąd! Dąkądkolwiek, ale spieprzaj natychmiast,
      póki jeszcze calkiem nie skapcaniałeś. Matki nie zmienisz, wybij to sobie z
      głowy, zrobiłeś dla niej więcej, niż 99% dzieci robi dla swoich rodziców. Rany
      boskie! Pomyśl o rodzicach, których córki szlajają się po Jarocinach i innych
      Łódstokach !! ci to mają łeb jak dynia ze zmatrwienia. Jako syn jesteś święty,
      matka powinna cie ozlocić. Twoja mama jest nieszczęśliwą kobietą, nie miej więc
      do niej żalu za wyrządzoną krzywdę, pomyśl jednak teraz o SOBIE.
      Studiujesz dziennie, zatem należą ci się alimenty od obojga rodziców (od mamy
      też). Alimenty od ojcapowinny być wplacane na twoje konto i na twoim miejscu
      zacząłbym od uregulowania tej sprawy:
      1. otwórz rachunek w banku
      2. powiedz ojcu, żeby teraz tam przelewal kasę dla ciebie
      3. porozmawiaj z ojcem, może móglby (przynajmniej przezj jakiś czas) więcej ci
      pomóc finansowo
      4. porozmawiaj z ojcem nie tylko o kasie, skąd wiesz że jemu na tobie nie
      zależy. to co bylo między rodzicami to nie twoja wina i nie twoja sprawa. masz
      prawo do kontaktów z obojgiem.
      5. pomyśl skąd jeszcze wziąć kase - podanie o stypendium na uczelni, wniosek o
      kredyt studencki w banku, jakaś praca
      6. kiedy już zorganizujesz kase zacznij szukać mieszkania/pokoju do wynajęcia
      (radze poczekać z tym do listopada, bo wtedy ceny nieco spadną, w tej chwili
      jest najdrożej, bo wszyscy szukają stancji)
      7. spakuj się i wyprowadź

      W dniu wyprowadzki zacznie się twoje nowe życie. Na prawdę. Obiecuje ci to :-)

      3M się
      • reksia Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 21.08.06, 20:39
        wiesz co jest śmieszne w tym wszystkim,że w tym całym swoim egoiźmie ty nie
        widzisz NIC poza czubkiem swego nosa -to faktycznie jest nieszczęście:)))
        i w tym momencie pozostaje Ci faktycznie tylko współczuć:)
        ale pomóc chyba nijak nie można:)))

        Oskub "starych" z pewnie żałosnych resztek które mają,skończ studia i pokaż
        im "jaki jesteś wielki"
        Rozumię z twego wpisu ,że skoro problem kasy jest tak poważny ,to Ty pochodzisz
        po prostu z biednej rodziny ,chociaż wcale tego nie akceptujesz:)))

        a wiesz ,że na tym świecie są 20latki które pomagają jeszcze swoim bliskim:)


        ile super kreacji ma w szafie Twoja mama? 100? 200? a moze nosi już trzeci rok
        tę samą spódnicę? a ojciec? ile garniturków? 100?200? a może żadnego lub ciągle
        na wszystkich imprezach rodzinnych ten sam ślubny jeszcze?facet płaci na wasz
        dom w tym na Ciebie alimenty ,a co za tym idzie pracuje na dwa domy ,to pewnie
        się "przeżera"

        tak silny egoizm jest charakterystyczny chyba dla 11-latków w wieku 20 lat
        chyba człowiek potrafi już szerzej spojrzeć na świat,
        ale wybacz nie chciałam tak ostro ;)
        potraktuj moje wpisy jako czystą prowokację do tego by rozkręciła się szersza
        rozmowa na ten temat:) więcej zobaczysz poza własnym...
      • natasza39 Posłuchaj florica! 22.08.06, 07:09
        Dobrze prawi!
        Realizuj punkt po punkcie to co napisał floric.
        Nie mieszaj sie do tego co było między rodzicami. To jest nadal Twój ojciec i
        Twoja matka. Ale jest tez Twoje zycie i Twoje potrzeby. Twoja dorosłość.
        Dzieci się nie ma po to aby na starosc zastąpiły nam np. małżonka, który
        odszedł. Naszym, jako rodziców obowiazkiem jest dziecko wychować i wypuscic w
        dorosły swiat.
        Twoja matka straciła meza, teraz nie chce "stracić" syna. Jakis mężczyzna w
        domu przydałby się i trafiło na Ciebie.
        Odbuduj stosunki z ojcem. To wazne, aby pomógł Ci na starcie. Pogadaj z nim jak
        facet z facetem. Nie jak ojciec z synem, który nie ma mu do zaoferowania nic
        poza żalami za opuszczenie matki, ale jak facet z facetem.
        Pokorne ciele dwie krowy ssie-znasz to przysłowie?
        W Twoim przypadku stosuj sie do owej zasady, a osiagniesz więcej niż to
        szarpanie, jakie Ci teraz funduje matka i ojciec.
        Nie oceniam Twojej matki, ani Twojego ojca. Oceniam ich jako rodziców.
        Z jednej strony za szybko musiałeś dorosnać, bo musiałeś zastapic meżczyznę w
        domu - wina ojca i matki, która sie na taka rolę Twojej osoby w tym wszystkim
        zgodziła, zaś z drugiej strony nie pozwalaja Ci z tej dorosłości korzystać.
        I tu ewidentna wina matki, która byc moze boi sie ze zycie ucieka, a ona
        zostaje sama.
        Zrób cos z własnym zyciem teraz, bo inaczej zostaniesz do końca zycia przy
        mamusi, jako swoisty erzac jej partnera zyciowego.
        Mam takiego kolege w pracy. serce się kraje. Ma 40 lat i żadnego zycia.
        Taki "mąż" owdowiałej wczesniej matki. Nie daj się!
    • reksia Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 21.08.06, 20:47
      masz rację ,że mamą rozwódką nie jest łatwo a ich dzieciom jeszcze
      trudniej ,ale nie bądźmy śmieszni:))) TY MASZ 20 (słownie dwadzieścia)LAT!
      JESTEŚ DOROSŁĄ OSOBĄ :)

      jako dorosły masz prawo zrobić ze swoim zyciem co chcesz:)
      siostry twej szkoda:/ bo faktycznie musi mieć niewesoło
    • lilith76 Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 22.08.06, 09:50
      Podpisuję się pod floriciem i nataszą39.

      Przygotuj się na ewentualność, że w chwili twojej wyprowadzki matka zacznie cierpieć na kłopoty z sercem, ciśnienie lub innymi przewlekłymi chorobami, które wymagają całodobowej przy niej opieki, czyli twojego powrotu do domu na stałe ;)

      Mam nadzieję, że oboje z siostrą zaczniecie normalne dorosłe życie, a wasza matka odnajdzie się jakoś na tym etapie swojego życia.
    • bet66 Antku 22.08.06, 10:17
      A na kim ma sie oprzec twoja matka, gdzie ma szukać wsparcia , po odejsciu ojca?

      Największą winnę za twoją obecną sytuację ponosi OJCIEC, któremu zachciało się
      układac nowe zycie na gruzach starego.
      To on ponosi odpowiedzialność za to, ze ty i twoja sistra zostaliście
      pozbawieni pełnej rodziny, ze na twoją matkę spadł podwójny cięzar:
      1. ułozenia sobie zycia bez ojca, pogodzenia się z samotnością, porzuceniem, ze
      zdradą - to wymaga czasu, ona potrzebuje wsparcia i to ty jej to wsparcie
      dajesz, jej stan nie będzie wieczny, po jakimś czasie wróci do normy
      2. wychowania dwojga dzieci.
      Taka sytuacja , w jaka wepchnał was ojciec wymaga od was wszystkich pewnych
      poświęceń.
      Masz prawo do swojego prywatnego zycia , nikt ci tego nie odbiera, ale człowiek
      nie jest samotna wyspą i musi zyć tez dla najblizszych, dla rodziny.
      Jedną ma się w zyciu matkę...moze to kiedyś zrozumiesz.
      Teraz powinienieś umieć godzić realizację swoich potrzeb i potrzeb matki oraz
      siostry. Pomagaj , ale rób to asertywnie.
      Przejąłeś w ich zyciu rolę ojca i mozesz mu za to "podziękować".
      A czy sadzisz , ze jak się wyprowadzisz z domu, to ten dom przestanie istnieć i
      jego problemy.
      • derena33 Re: Antku 22.08.06, 11:30
        Glupia twoja rada bet66. Ja tez rozstalam sie z ojcem mojego syna, gdy ten mial
        nascie lat. Nie wyobrazam sobie by na nastolatku, wlasnym dziecku, oprzec swoje
        zycie. To zbyt trudny ciezar do udzwigniecia dla mlodego czlowieka i swiadczy o
        niedojrzalosci i egoizmie matki.
        Dziecko nawet nastoletnie nie jest przyjacielem, nie jest partnerem,nie jest
        opiekunem, jest dzieckiem.
        A ty Antku, zrob tak jak ci doradza floric. Odetnij pepowine, wszystkim to
        wyjdzie na zdrowie. Jak studiujesz wyprowadz sie z domu, alimenty obowiazani sa
        placic ci obydwoje rodzice w rownej czesci, reszte mysle ze bedziesz sobie w
        stanie sam dorobic. Najubozsza nawet samodzielnosc jest fajniejsza niz ciagla
        ingerencja mamy w twoje zycie.
        Wierze ze ci sie uda:-)
        Pozdrawiam.
        • bet66 Re: Antku 22.08.06, 11:41
          nie słuchaj "dobrych" rad dereny
          nie mozna odciąc sie od rodziny, rodziców...teraz ty pomagasz, kiedys sam
          będziesz potrzebował pomocy. Rodzina to podstawa , najbliższych przyjmuje się
          bezkompromisowo.
          Pomagaj matce i siostrze, bo teraz ty jestes dla nich jedynym oparciem. Wiem,
          ze to trudne, ale taka sytuacja nie bedzie trwac wiecznie.
          Pomagaj , ale bądź asertywny, nie pozwól przekroczyć pewnej granicy , którą
          ustal i głośno ją określ.

          Co za bzdury wypisuje derena " najubozsza samotność jest fajniejsza...." tylko
          skrajny egoista i socjopata moze coś takiego napisać.
          Nie ma nic gorszego od samotności !!!!
          • bet66 Re: Antku 22.08.06, 11:45
            P. S.
            stale ktos nam w to zycie ingeruje...najpierw rodzice, potem
            współmałzonkowie.... nie mozna być samotnym sterem żeglarzem żyjąc w
            społeczenstwie.
            Zycie to wieczny kompromis !!!
            • antek14 Re: Antku 22.08.06, 12:23
              z naukowego punktu widzenia kompromis jest okreslany jako jedno z "gorszych"
              wyjsc z sytuacji, gdyz nie jest realizowana zadna strategia, a wiec nie sa
              akceptowane ani zalozenia i koszty jednego wyjscia ani tez zyski/korzysci, co
              prowadzi do tego, ze czasami wyjscie mix/kompromis jest gorszym rozwiazeniem niz
              np. jedno ze skrajnie roznych...

              W zyciu kompromis... hmmm... bardziej ma sens, gdy zdecyduje ze moja
              mama/zona/przyjaciel maja racje i wybiore ich wyjscie z sytuacji przy jednej
              okazji, a one moje przy innej.
          • derena33 Re: Antku 22.08.06, 11:53
            bet66 napisała:

            >>
            > Co za bzdury wypisuje derena " najubozsza samotność jest fajniejsza...."
            tylko
            > skrajny egoista i socjopata moze coś takiego napisać.
            > Nie ma nic gorszego od samotności !!!!

            ------------------
            Napisalam samodzielnosc, nie samotnosc.
            Nie przekrecaj slow Bet.

            Samotny to Antek ma szanse zostac, jak matka go uzalezni od siebie ,swoich
            klopotow i potrzeb. Znam takiego jednego faceta piecdziesiatka na karku, ale
            odpowiedzialnosc jaka go obarczyla samotna mamusia i owdowiala siostra, nie
            pozwolily mu usamodzielnic sie w zyciu.

            Znam tez wiele takich samotnych kobiet, ktorych matka absorbujac swoja osoba w
            100% nie pozwala podjac samodzielnego zycia. W koncu zawsze mozna sie chwycic
            za serce i poslugujac sie takim szantazem wywolac poczucie winy u dziecka ze ma
            swoje plany.
            • antek14 odp. od Antka 22.08.06, 12:16
              Bardzo dziękuję Wam wszystkim za odpowiedź i słowa nadziei! :)

              Do reksi:
              Jestem osoba w miarę zamknięta w sobie i żadko dzielę sie z kimkolwiek moimi
              problemami. Sadzisz, ze przez obrzucanie błotem "osoby w problemie", po jakby
              nie bylo jakis tam przejsciach, naprawde jej pomozesz?
              To forum zostalo stworzone zeby pomagac, a nie spierac sie i tworzyc kolejne
              pelne napiecia sytuacje z "glosnymi" argumentami, dlatego nie bede spieral sie z
              Twoim zdaniem.
              Jedyne co moge wpowiedziec to, ze po pierwsze wypada przeczytac całego
              posta(pomimo tego ze jest za dlugi), a po drugie jezeli tak zwracasz uwage na
              sprawy finansowe, to przeciez nie wiesz ile pomogłem "finansowo" mamie, gdyz o
              tym nie napisalem.

              Do florica:
              Dzięki za bardzo rzeczowe udzielenie rady:)
              Rachunek w banku mam, ale nie takie sprawy powoduja mi problemy. Zadbac o siebie
              finansowo całkowicie moze nie bedzie latwo, jednak mysle, ze sobie poradze.
              Z ojcem mam neutralne stosunki i oczywiscie moge je polepszyc, tylko ze tkwi w
              tym problem. Ojcie (jak napisala bet66) ponosi znaczna wine aktualnej sytuacji i
              nie moge mu zapomniec tego co czynil, nie chodzi o sam fakt odejscia. I pomimo
              tego, ze moze sie zmienia, moze na lepsze, to jednak nie czuje w sobie "chęci"
              na zażyłe z nim stosunki. Moze zmieni sie to z czasem.

              Alimenty na siebie mam, od ojca, na zadne inne liczyc nie moge, ale i nie
              potrzebuje. Problem wyprowadzki wiaze sie z tym, ze mam jeszcze młodszą siostrę,
              która nie jest niczemu winna, i nie chcialbym jej samej zostawiac.

              do lilith76:
              Te problemy "zdrowotne" o których napisałeś/łaś sa mi w pewnym sensie znane.
              Początkowo wydawało mi się to straszne, ze w ogóle mysłałem ze to może byc tak
              specjalnie, sądziłem że jestem wyjątkowo okrutny, ale z czasem gdy to sie
              pojawiało w "dziwnych" sytuacjach, zmieniających moje plany.. to przestałem sie
              dziwic, choc nadal ufam w ich "prawdziwosc" i pomogam mamie/opiekuje sie, moze
              zle...

              do nataszy39:
              chciałbym, aby moja mama zrozumiala, ze dziecko kiedys sie usamodzielnia,
              dorasta i opuszcza swoich rodziców, by prowadzic samodzielne zycie.
              Przez długi czas ocenialem ich jako matke i ojca, a nie wlasnie jako rodzicow
              wychowujacych swoje dziecko, dopiero niedawno do mnie dotarlo, ze moze to
              "dobro", ktorym mnie dazyli wcale nie dokonca nim bylo, pomimo ze mnie kochaja.

              do derena33:
              Tez chciałbym, zeby moja mama zrozumiala, ze nastolatek nie jest w stanie
              przyjac ciezaru problemów rodziców.

              do bet66:
              Wiem, ze rodzina jest najwazniejsza, ze wszystkim jest cięzko. Tylko po co
              utrudniac zycie kolejnym czlonkom rodziny, dzieciom z perspektywamy, gdy tak
              niewiele potrzeb do sczescia/lepszego zycia.
              Nie chce byc samotnym i dlatego napisalem tego posta. Dzieki wlasnie SYTUACJI,
              stałem sie bardziej samotny niz bylem przed problemami, zamknalem sie przed
              kolegami i jakby stracilem najlepszych przyjacioł... choc mam licznych dobrych
              znajomych, ale to nie to samo...
              zostałęm w samotnosci z moja rodzina... takiej samotnosci nie chce...


              Wszystkim Wam dziękuję, wasze opinie i sugestie bardzo mi pomagają:)


              Antek
              • floric Re: odp. od Antka 22.08.06, 13:48
                Problem wyprowadzki wiaze sie z tym, ze mam jeszcze młodszą siostrę
                > ,
                > która nie jest niczemu winna, i nie chcialbym jej samej zostawiac.

                Tym bardziej powinienies się usamodzielnić, jako starszy brat przcierać szlaki i
                dawać przyklad, pokazać że jest nadzieja. Wyprowadzka nie oznacza zerwania
                kontaktu z siostrą (ani z mamą), kiedy bedziesz mieszkać oddzielnie siostra
                będzie mogla do ciebie przyjść, zyska odskocznie od toksycznego świata waszego
                obecnego domu. Poświęcając się nikomu nie pomożesz, a tylko zaszkodzisz sobie,
                ale to jest twoje życie i rób jak uważasz. Myśle też, że byloby lepiej abyś
                zamiast na forum porozmawial o swoich problemach z psychologiem.
                • antek14 Re: odp. od Antka 22.08.06, 13:53
                  floric napisał:
                  > Tym bardziej powinienies się usamodzielnić, jako starszy brat przcierać szlaki
                  > i dawać przyklad, pokazać że jest nadzieja. kiedy bedziesz mieszkać oddzielnie
                  > siostra będzie mogla do ciebie przyjść, zyska odskocznie od toksycznego świata
                  > waszego
                  > obecnego domu. Myśle też, że byloby lepiej abyś
                  > zamiast na forum porozmawial o swoich problemach z psychologiem.

                  Ma sens.
                  Tak, zamierzam porozmawiac z psychologiem. Ta propozycja padła własnie na forum
                  i dzięki niemu będzie mi łatwiej sie do niego udać... i chyba tak uczynię.

                  dzięki
                  • fikus28 Re: odp. od Antka 25.08.06, 11:04
                    Cześć Antku.
                    Z mojej jako takiej wiedzy psychologicznej (nie jestem zawodowym psychologiem
                    a,le inetersuję się tym) to co "uprawia" Twoja mama nazywa się przeniesieniem.
                    Nie może lub nie chce wymagać opieki i zainteresowania od Twojego taty więc
                    uznała że może tego wymagać od Ciebie. Swoje oczekiwania i roszczenia względem
                    ojca przeniosła na syna. Masz słuszność że traktuje Cię nie jak syna a jak
                    partnera, wiedząc że swoim zachowaniem może zatrzymać Cię przy sobie wywołując
                    poczucie obowiązku i winy oraz odpowiedzialności za siostrę. Moim zdaniem
                    porada psychologiczna dla Ciebie jest tu najbardziej trafną radą. Możesz też
                    pod tym kontem pogadać z siostrą, ona już nie jest małą dziewczynką i pewne
                    rzeczy musi zacząć rozumiec jak człowiek dorosły. Poza tym łatwiej Ci będzie z
                    nią porozumieć jak zaczniesz ją traktować jak osobę dorosłą i wymagać
                    niektórych rzeczy jak od osoby dorosłej. Pogadaj z nią, pokaż że Ty też masz
                    problemy, że ona będąc z Tobą szczera i uczciwa może ci pomóc je rozwiązać. W
                    jedności siła. Może wspólnie uda wam się przekonać mamę do zmiany swojego
                    postępowania. Pozdrawiam.
      • nangaparbat3 Bet 24.08.06, 19:42
        Kazdy sam odpowiada za swoje życie. Moze ojciec ma swoj udział w tym, co sie
        dzieje, ale dorosły człowiek ma obowiazek poradzic sobie z nową sytuacją tak,
        aby byc wsparciem dla swoich dzieci, a nie uwieszac się na nich.
        • natasza39 Re: Bet 26.08.06, 10:24
          nangaparbat3 napisała:

          > Kazdy sam odpowiada za swoje życie. Moze ojciec ma swoj udział w tym, co sie
          > dzieje, ale dorosły człowiek ma obowiazek poradzic sobie z nową sytuacją tak,
          > aby byc wsparciem dla swoich dzieci, a nie uwieszac się na nich.

          Dokładnie manga!
          Tym bardziej, ze to co przedstawia bet w swoim poscie wmawiajac chlopakowi, ze
          jest teraz za matkę odpowiedzialny i że to ojciec jest ich najwiekszy "wróg",
          to nic innego jak eskalacja nienawisci wobec "niewiernego" i chec zemsty i
          ukarania ojca, ze wybrał inna kobiete.
          Ja rozumiem wsciekłośc i nienawisc za zdradę, ale po co karmić nia dzieci.
          To typowa postawa :"Niech cały świat cierpi ze mną"
          Bez sensu.
      • jagula5 Re: Antku 01.09.06, 21:11
        A Ciebie bet66 jeszcze z tego forum nie wywalili??? Ze znacznej większości
        pozostałych zostałaś usunięta cholerny trolu forumowy.

        Nie dajcie się jej sprowokować, bo wszędzie gdzie się pojawi sieje zamęt,
        ubliża, próbuje skłócić wszystkich i jeśli jej się uda napawa się dumą
        dokazując jeszcze bardziej. Ma też jeszcze kilka zamiennych nicków, bo co rusz
        jest blokowana przez moderatorów.
    • mgrania Re: syn rozwódki na uzwięzi - załamany 29.08.06, 12:44
      Witaj Wojtku
      Bardzo poruszył mnie Twój list, jak również niektóre bezmyślne i chyba
      bezduszne rady. Sama jestem dopiero co rozwiedzioną,jeszcze zrozpaczoną
      kobietą,wychowującą już samotnie dwoje dzieci w wieku 16 i 13 lat.
      I mimo,że jest ciężko, nie przyszłoby by mi do głowy postępować tak jak robi
      to Twoja mama. Waszą trójkę spotkało nieszczęście, bo rozpad rodziny to nic
      innego(to zrozumie tylko ten, co sam tego zaznał). Ale Wasza mama ma również
      wiele powodów do zadowolenia , ma dwoje mądrych, dobrze uczących się i skorych
      do pomocy dzieci.Ma również gdzie mieszkać i płacone przez Waszego ojca
      alimenty.
      Moje dzieci mimo,że młodsze już pomału zaczynają żyć własnym życiem,zachęcam
      je aby popróbowały różnych zainteresowań, spotykały się z przyjaciółmi,
      wyjeżdżały samodzielnie na wakacje. Przykro jest wtedy samemu zostawać w
      pustym domu, to fakt, ale taka jest kolej losu.
      Teraz zastanawiam się jakie zajęcie wymyśleć dla siebie na długie, jesienne
      wieczory np. wolontariat w domu dziecka. Mam też psa ,dzięki spacerom z nim
      czas płynie szybciej i jest się do kogo odezwać.
      Udanie się do psychologa to dobre wyjście, ale powinno to również dotyczyć
      Twojej mamy, jej szczególnie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka