daniell01
29.08.06, 14:12
...to oszalał! Dosłownie.
01.09 moja mecenas składa pozew dlatego też grzecznie poinformowałam meża co
zamierzam (małżeństwem jesteśmy od 7 lat a powodem mojej decyzji - po 2
latach namyślania sie - jest przemoc psychiczna na ogromniaste skalę). A ten
najpierw nakrzyczał na mnie, wyzywał od najróżniejszych, mówił, że mnie
zniszczy, wyrzuci na bruk, zabierze wszystko a przede wszystkim dziecko,
wytoczy mi wojnę i wtedy okaże się kto z nas ma lepszych adwokatów i lepsze
znajomości.
Wczoraj chyba coś zrozumiał, bo zaczął płakać i dostał histerii - rzucał
kubkami w kuchni, błagał, poddawał się, prosił bym go zostawiła w spokoju, że
ma mnie dość, potem, że kocha, że się poprawi a potem...dowiedziałam się, że
jestem podła i głupia.
I gdzie ta poprawa?
Dziewczyny, powiedzcie mi jak mam przetrwać ten czas, który mam do sprawy
rozwodowej. To będzie jakiś koszmar. Mieszkamy razem a ja nie mam gdzie iść z
dzieckiem.
Mam z nim rozmawiać - prośby o spokój w domu ze względu na syna nie skutkują -
czy nie rozmawiać, olewać go czy odpierać ataki?
Ręce mi opadają.