Rozwód-czas leczy rany?

09.10.06, 20:18
Czy czas jest najlepszym lekarstwem? U mnie minęły już 3 lata od rozwodu.Czy
jest mi teraz lżej? Niestety czuję jeszcze moją zranioną duszę. Staram się
być dzielna, muszę pracować za dwoje (alimentów od roku już nie otrzymuję),
na nic nie mam czasu.Generalnie jestem z siebie zadowolna, że radzę sobie,
ale nachodzą mnie chwile zwątpienia, zmęczenia, żalu, bólu i zadaję sobie
pytanie:dlaczego? Zmęczona jestem troską o dzieci, odpowiedzialnośią za
nie.Brakuje mi tego, że nie mogę podzielić się troskami, radościmi, obawami o
dzieci właśnie z ich ojcem. Nawet jeżeli porozmawiam o tym z siostrą czy z
koleżanką to nie jest to samo.W dalszym ciągu jest mi źle
    • jagula5 Re: Rozwód-czas leczy rany? 09.10.06, 23:20
      Niewiem czy moja wypowiedź będzie pocieszająca, ale.... czuję dokładnie to co
      Ty. Niby wszyscy mnie podziwiają, chwalą. Każdy mówi, że jestem twarda baba i
      dzielnie się trzymam. A ja jestem zwyczajnie przemęczona prozą życia: pracą na
      dwa etaty, zbliżającą się wielkimi krokami obroną dyplomu, troska o dziecko i
      związany z tym nawał obowiązków, codzienna walką o lepsze jutro. Nie mam z kim
      tego dzielić i to bardzo boli.
      Ehhh, musimy się trzymać. Kiedyś przyjdzie ten dzień, że spotkamy kogoś kto był
      nam pisany i będzie pięknie. Trzeba w to wierzyć! Jak umrze nadzieja to już z
      nikąd pomocy..

      Pozdrawiam cieplutko
      • kraxa czas leczy rany, ale to trwa... 11.10.06, 12:25
        Ja po wyzwoleniu sie z toksycznego zwiazku nie mialam "na glowie" dzieci,
        kredytow, itepe. Moglam myslec wylacznie o sobie, mialam sprawdzonych
        przyjaciol, prace- podrozowalam, wydawalo sie, ze oddycham pelna piersia. Nawet
        nowy zwiazek "przytrafil sie" dosc szybko. I zylam sobie. Az po 5 latach od
        rozwodu dopadl mnie mega kryzys- powane zalamanie- depresja- jak zwal tak zwal.
        Nieprzespane noce, lek, brak sensu, marazm...Myslalam, ze zwariowalam;-( Bo
        obiektywnie nie bylo powodow do takiego dola. Trafilam do pscyhologa
        (psychotropy pogarszaly moj stan,wiec bralam je tylko dwa tygodnie)i mozolnie,
        krok po kroku, wrocilysmy do rozwodu. Do moich zawiedzionych nadziei, do
        utraconych zludzen co do tego jay sa ludzie i jaka ja jestem....To wszystko
        trzeba przerobic- niekonieczie z fachowcem, moze byc przyjaciel, ktos kto umie
        sluchac, wyciagac wnioski...Trzeba to wszystko sobie uswiadomic, przezyc
        oplakac. Bez tego nie ruszymy dalej, i ten "trup z szafy" w koncu ujrzy swiatlo
        dzienne. Piszecie, ze zyie wymusza ped, no bo troska o dobro dzieci, swoja
        wlasna przyszlosc- jesne.ale trzeba dac sobie prawo czasmi do tego, zeby
        przynac przed soba i innymi- nie jestem wcale taka dzielna, czasem sie boje,
        jest mi zle ciagle samej, potrzebuje pomocy. Neutralizowac negatyne
        emocje "porozwodowe", ktore moga sie jeszcze dlugo ujawniac. Nie chowac ich w
        kat, bo wyleza ze zdwojona sila- wiem, bo przezylam to. pOZDRAWIAM
        • screen Re: czas leczy rany, ale to trwa... 11.10.06, 22:22
          No i cóż... Jestem następna w tym gronie.
          Nie poukładałam swojego życia na nowo. Jestem po rozwodzie już 2 lata a od
          rozstania minęło 5. Sama odeszłam i może dlatego, że długo dojrzewałam do
          decyzji i byłam pewna, że tak będzie lepiej nie roztrząsałam tego w kategoriach
          straty.
          Ale teraz, kiedy dziecko ma 8 lat, zaczęła sie szkoła, więcej obowiazków,
          buntowniczy wiek, kredyty i długi pozostałe po małżeństwie naciskają odczuwam
          żal i rozczarowanie. Trudno jest radzić sobie samej z wszystkim. Ex tak
          namieszał sobie w życiu, że najlepszym wyjściem dla niego okazał się wyjazd za
          granicę. On sobie jest daleko, dzwoni do syna jak ma ochotę, przelewa alimenty
          jak ma pieniądze i wysyła paczki. Za to jest wspaniałym tatusiem,bo nie
          krzyczy,nie pogania, nie wymaga itp. A ja... dwoję się i troję, żeby zapewnić
          dziecku to co potrzebne, ganiam po urzędach i załatwiam przesunięcia płatności
          długów, nie wiem jak długo bank mi pozwoli mieszkać w zadłużonym mieszkaniu ale
          trudno mi podjąc decyzję o sprzedaży i spłacie kredytu, bo... dziecko rozpacza
          jak o tym słyszy:-( Wszystko na głowie a nawet nie ma czasu usiąść i popłakać,
          żeby ulżyło.
          Ostatnio mam wrażenie, że nie poradzę sobie bez pomocy psychologa.
          • kraxa a po nocy przychodzi dzien 12.10.06, 21:58
            a po burzy spokoj- rok temu, kiedy bylam "na dnie rozpaczy" nawet sobie nie
            wyobrazalam co zycie ma dla mnie w zanadrzu ;-)) W tej chwili jestem w 8
            miesiacu ciazy z czlowiekiem, ktorego kocham, szanuje i jestem pewna jak
            niczego w zyciu. Tworzymy rodzine, mamy fajny dom, jestem "na rekach noszona".
            i jesli nawet ta deprecha byla cena do zaplacenia, za zamkniecie za soba
            przeszlosci- to mimo koszmaru tego doswiadczenia- warto bylo!!!!!
Pełna wersja