melasa21
20.10.06, 13:35
Historia typowa. Wielka miłość, ojej świata nie widzieliśmy poza sobą
(2lata). Zaręczyny, ciąża (nieplanowana, ale chciana), ślub i wielka radość.
Na początku mieszkaliśmy u moich rodziców- jak tylko staniemy na nogi
finansowo, mieli nam kupić mieszkanie. Mój mąż do tej pory mieszkał ze swoją
starszą matką, która normalną osobą nie jest... Ogromne mieszkanie, brak
remontu od 25 lat, wszędzie brud i prowizorka. W tym mieszkaniu zaczeliśmy
prowadzić działalność gospodarczą, która idzie nam coraz lepiej- ja jestem
właścicielką firmy, ale pracuje w niej głównie mąż- ja najpiwerw zajmowałam
się dzieckiem, a kiedy podrosło- poszłam do "normalnej pracy" na etat. Kiedy
ja jeszcze byłam z dzieckiem u swoich rodziców, mąż zaczął remontować ogromne
mieszkanie swojej matki, żeby mnie tam sprowadzić- kupienie mieszkania przez
moich rodziców byłoby zbyt dużą urazą dla jego ambicji. W międzyczasie
awanurował się ze swoją matką, która nie pozwalała na zrobienie czegokolwiek
w tym mieszkaniu- dochodziło nawet do rękoczynów. Wszystko skończyło się
wielką rodzinną awanturą- ja nie chciałam tam zamieszkać, rodzice chcieli
kupić małe mieszkanie, mąż nie chciał o tym nawet rozmawiać- liczył na to, że
dziecko zmieni jego matkę i ta stanie się super babcią dla dziecka, pozwoli
nam doprowadzić dom do ładu i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Ja
wprowadziłam się z wielką nadzieją, że to stan przejściowy i niedługo sami
weźmiemy kredyt na mieszkanie. I rzeczywiście- w międzyczasie dotarło do
niego, że nici z współpracy z mamuśką, a ja musiałam znosić ich wieczne
awantury- włącznie z rzucaniem w nią różnymi przedmiotami- sprawa trafiła do
ośrodka pomocy społecznej, ale nie byli w stanie nic wskórać. Poza tym- mąż
bardzo się dla nas stara- dużo pracuje, żebyśmy mogli wreszcie się od tego
odciąć, jest super dla dziecka, a dla mnie- dopóki się zgadzam z jego
pomysłami jest ok. Ale wszystko wie najlepiej , nic nie da sobie powiedzieć,
rozmowa z nim to wysłuchanie monologu i inwektywy pod moim adresem, kiedy się
na coś nie zgadzam. I nerwy. Zwalanie winy na mnie. Nie daję już rady. Pół
roku szukamy mieszkania, ale nie możemy dojść do porozumienia. Boję się już
wiązać z nim kredytem- chociaż mamy już zobowiązania na firmę, dostaliśmy też
dotację. Mam dość. Chcę zabrać dziecko i złożyć pozew. Mogę wrócic tylko do
rodziców. Jak wygląda sprawa z kredytami przy rozwodzie? Czy mogę na niego
przepisać firmę? Ile bierze adwokat za poradę? Help!