alimenty na meza? grozby i dezorientacja

23.10.06, 16:06
Witam
Jestem w trakcie oczekiwania na 1 rozprawe. Rozstajemy z mezem polubownie bez orzekania o
winie. Pozew zlozyl maz, kiedy mi oswiadczyl ze ma kogos na oku i chce jak najszybciej zakonczyc
nasz zwiazek uznalam ze w takim razie prosze, niech sam sklada. Wyprowadzil sie pare miesiecy
temu, poprosilam go o to bo juz jak stwierdzal tylko spi w domu, traktowal dom jak tani hotel, nie
lozyl na utrzymanie bo stwierdzal ze je sam a tu jak wyzej- tylko spi. Od marca do czerwca kiedy
pracowal dostalam slownie 50 zl oraz oplacil 1 rachunek za telefon i ineternet. Ja dobrze zarabiam
wiec daje sobie rade. Wczesnie przez 3 lata nie pracowal, dom utrzymywalam sama. Teraz wraz z
wiadomoscia ze jego dziewczyna jest w ciazy i to w ok. 5 miesiacu zagrozil mi ze jeszcze zobacze,
ze bede placic mu alimenty. Grozby pojawily sie po tym gdy stanowczo poprosilam go , skoro juz nie
mieszka ze mna oddal mi klucze i sie wymeldowal. Teraz stwierdzil ze wymelduje sie po rozwodzie i
ze to ze ma i klucze i meldunek to trzymanie mnie za jaja, zebym nie robila scen na rozwodzie. Chce
sie rozwiesc jak najszybciej, nie mam ochoty na ciaganie sie przez lata po sadach, udawadnianie mu
winy, wyciaganie swiadkow. Czy jego grozby sa zasadne? Czy bede zmuszona mu placic alimenty? Co
mnie jeszcze za niespodzianki czekaja? Jestem klebkiem nerwow i zalamana ta cala sytuacja i dobita
ostatnimi wiadomosciami o ciazy kochanki.
    • chalsia Re: alimenty na meza? grozby i dezorientacja 23.10.06, 16:32
      przy orzeczeniu rozwodu bez orzekania o winie obydwoje eks małżonkowie mają
      prawo przez 5 lat od rozwodu do wystąpienia o alimenty od byłego małżonka, ale
      tylko w przypadku znalezienia się w niedostatku, co oznacza NIEMOZNOŚĆ
      utrzymania się swoimi siłami (np. kalectwo, choroba).

      Gdybym była Tobą, w takiej sytuacji jaką opisałaś - nie zgodziłabym się na
      rozwód bez orzekania o winie i żadałabym orzeczenia winy męża - według mnie
      łatwa do udowodnienia, bo termin jego wyprowadzki z domu zbiega się z czasem
      zajścia w ciążę jego kobiety. Dasz sobie radę, nie musi to trwać latami.

      A co kluczy i meldunku - czy on jest współwłaścicielem mieszkania?
      Jesli nie, to i tak jego groźby co do tego że ma klucze i meldunek i tak do
      niczego nie prowadzą. No i co z tego? Można próbować wymeldować
      administracyjnie jeśli przez pół roku nie pojawi się w domu.

      Chalsia
      • majkel01 Re: alimenty na meza? grozby i dezorientacja 23.10.06, 17:10
        wszystko racja. W dodatku mozna wymienic zamki w drzwiach i klopot "kluczy"
        odpadnie. To z tymi alimentami to szantaz bowiem tak jak zauwazyla chalsia
        alimenty w przypadku orzeczenia rozwodu bez orzekania o winie naleza sie tylko i
        wylacznie w przypadku niedostatku a stan taki nastepuje dopiero wtedy kiedy
        osoba przy wykorzystaniu swoich mozliwosci zarobkowych nie jest w stanie sie
        utrzymac. NIe nalezy tego mylic z alimentacja osob bezrobotnych bowiem
        bezrobotny moze isc do pracy i sie sam utrzymac. Stan niedostatku w praktyce
        zachodzic moze w przypadku chorob lub zdarzen losowych ktore faktycznie
        uniemozliwiaja podjecie zatrudnienia.
        Co do samej winy. No coz. Mozesz sie zastanowic czy na jej orzeczeniu ci zalezy
        czy tez nie. Orzeczenie winy nie wplywa w zaden sposob na kwestie majatkowe.
        Oprocz satysfakcji sprowadza sie to do spraw alimentacyjnych. W skrocie. Jesli
        jest bez winy lub z winy obu stron oboje malzonkowie moga zadac od siebie
        alimentow a przypadku znalezienia sie w niedostatku (opisane wyzej). Natomiast
        jesli jest z orzeczeniem winy to malzonek winny traci mozliwosc pozywania o
        alimenty (rowniez z powodu niedostatku), natomiast malzonek niewinny moze zadac
        od tego winnego alimentow w przypadku pogorszenia sytuacji majatkowej.

        Jesli nie boisz sie ze malzonek znajdzie sie w niedostatku oraz jesli nie
        zamierzasz pozywac malzonka o alimenty na siebie to raczej nie ma sie co upierac
        przy winie. No chyba ze uwazasz ze sprawiedliwosc wymaga orzeczenia winy. Wtedy
        masz zupelna pewnosc co do jakichkolwiek roszczen alimentacyjnych meza w
        stosunku do ciebie. Pamietaj jednak ze udowodnienie winy moze troche potrwac no
        i trzeba bedzie sie troche poszarpac i wyprac troche brudow przy rozwodzie.
        • pomidorowa5 Re: alimenty na meza? grozby i dezorientacja 24.10.06, 00:45
          No i powiedzcie mi skad sie biora takie palanty ? Opuszczaja dom dla innej ,
          robia jej dziecko i jeszcze alimentow rzadaja od zony .Maja tupet nie? Ja
          takiemu to bym pokazala gdzie jest jego miejsce ....

          Ewciu iminniczko moja ja na Twoim miejscu wnioslabym o rozwod z jego wylacznej
          winy , mialam podobna sytuacje tylko.... konkubinka mojego ex ...poronila.
          Sprawe masz wygrana tyle tylko,ze moze troche potrwac ,ale moim zdaniem warto
          sie zabezpieczyc na przyszlosc . Przemysl to sobie ...
          Pozdrawiam
          • ewonna dzieki za wsparcie 24.10.06, 16:57
            Witam ponownie i dzieki za wsparcie i odpowiedzi.
            Prawnik sam stwierdzil ze mialabym w duzym procencie sprawe wygrana, ale zapytal sie czy jest sens.
            Moj maz to z lekka psychiczny facet, niestabilny emocjonalnie, kiedy do mnie dzwonil i krzyczal ze nie
            zostawi suchej nitki na moim grzbicie belkotal jednoczesnie ze chce byc ze mna w dobrych ukladach,
            to jakis obled. Wiem ze na moj wnosek o wine wytoczyl by wszystko by z kolei moja wine wykazac a ja,
            jak kazdy czlowiek tez mialam swoje slabsze dni w tym malzenstwie i jakas moja wina w rozpadzie tez
            jest, moze za malo sie staralam. Nie wyobrazam sobie ogladac geby tego faceta przez najblizsze 2 lata,
            twarzy kogos kto mi w oczy klamal ze nikogo nie ma, kto przychodzil do domu z lozka kochanki, to
            potworne upokorzenie. Nie mam na to sily choc chetnie bym faceta udusila wlasnymi rekami jak sobie
            pomysle o jego dranstwie. Ja sie go po prostu boje. A on to niezly manipulator i klamie jak z nut. Nie
            chce babrac sie w tym gownie. Od niego kasy nie potrzebuje. To on teraz bedzie musial bardzo uwazac
            zeby starczylo i na kochanke i na pieluszki. Byc moze dlatego sie tak burzy i grozi. Co do meldunku,
            nie ma problemu skoro sie sam wyprowadzil, w urzedzie zalatwie to bez problemu, klucze to tez zaden
            problem. Prawnik stwierdzil ze wogole jego chcenia to bzdury- pracuje, zdrowy rozrodowy byk w
            koncu, ehhh co za gorycz...
        • tata_tomek Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu? 25.10.06, 10:31
          majkel01 napisał:

          > W dodatku mozna wymienic zamki w drzwiach i klopot "kluczy"
          > odpadnie.

          To jak to jest z tym meldunkiem? Żona wymieni zamki w drzwiach a mąż wezwie
          policję i pokaże dokumenty, że jest tu zameldowany, i co wtedy? Ma prawo wejść
          do mieszkania czy nie? Czy zameldowanie jest też "urzędowym potwierdzeniem prawa
          do przebywania w lokalu, w którym jest się zameldowanym"?

          A co do wymeldowania po półrocznym "niebycie" - wystarczy jak eks co jakiś czas
          zapuka do sąsiadów i zapyta grzecznie czy nie wiedzą przypadkiem dokąd żona
          poszła bo nie zostawiła mu kluczy i on nie może wejść. Sąsiedzi zgodnie z prawdą
          potwierdzą, że takowy bywał albo chciał bywać ale nie mógł wejść...
          • majkel01 Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 25.10.06, 18:25
            no niestety problemy moze stwarzac tego typu, ale z tego co wiem policja w
            takich przypadkach nie wprowadza nikogo na sile do mieszkania (jesli juz to
            niech sie sadzi o wydanie lokalu do uzytkowania) tylko nakazuje grzecznie
            opuscic lokal. Zawsze mozna powiedziec ze maz wszczynal awantury itd. i dlatego
            klucze zostaly wymienione w dodatku swoje centrum zyciowe (jest takie piekne
            okreslenie) ma usytuowane tu i tu (wskazac adres). To ze ktos mysli ze moze
            przychodzic sobie do domu kiedy chce bo jest zameldowany nie znaczy ze tak moze.
            • tata_tomek Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 26.10.06, 10:21
              majkel01 napisał:

              > ale z tego co wiem policja w
              > takich przypadkach nie wprowadza nikogo na sile do mieszkania (jesli juz to
              > niech sie sadzi o wydanie lokalu do uzytkowania) tylko nakazuje grzecznie
              > opuscic lokal.

              To ciekawe, bo mnie policjant na interwencji powiedział (ważniejsze, że mojej
              żonie też), że nie można osobie zameldowanej w danym lokalu zabronić wstępu do
              tego lokalu, a metody "wprowadzenia" tej osoby są różne - od dyskusji z osobą
              zabraniająca do wezwania straży pożarnej i wywalenia drzwi...
              • majkel01 Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 26.10.06, 17:40
                co kraj to obyczaj...
                Zameldowanie nie jest tozsame z zamieszkiwaniem.
              • burza4 Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 28.10.06, 20:24
                tata_tomek napisał:


                > To ciekawe, bo mnie policjant na interwencji powiedział (ważniejsze, że mojej
                > żonie też), że nie można osobie zameldowanej w danym lokalu zabronić wstępu do
                > tego lokalu, a metody "wprowadzenia" tej osoby są różne - od dyskusji z osobą
                > zabraniająca do wezwania straży pożarnej i wywalenia drzwi...

                ciekawe, w jakim miejscu pan policjant takie prawo wyczytał? zameldowanie jest
                stwierdzeniem faktu przebywania, ale to nie jest równoznaczne z tym, że ma
                prawo przebywać. Ubolewam, że nikt jeszcze nie zaskarżył takiej sprawy w
                trybunale europejskim.

                "zwyczajowo" istotnie - tak się przyjęło interpretować, szczególnie przez
                niedouczoną policję i urzędniczki. Niestety - w tym kraju obowiązuje prawo
                siły - jeśli się ktoś ugina - to ma przechlapane. Natomiast wbrew pozorom - nie
                jest łatwo wejść do mieszkania - nawet policja musi mieć nakaz sądu, nie ma
                prawa wchodzić siłą bez zgody właściciela mieszkania, co z kolei świetnie widać
                na programach gdzie kogoś trzeba eksmitować. Wtedy - nawet jeśli są wszystkie
                papiery - policja jakoś nie kwapi się do wywalania drzwi.

                Podejrzewam, że u was jednak żona dała się zastraszyć?
                • chalsia Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 29.10.06, 21:58
                  dokładnie.
                  Prawo do wiejścia z policja (łacznie z wyważeniem drzwi) to ma
                  właściciel/wspólwłaściciel mieszkania, nawet jesli w tym miejscu nie mieszka i
                  nie jest zameldowany.
                  Chalsia
                  • tata_tomek Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 30.10.06, 11:10
                    chalsia napisała:

                    > Prawo do wiejścia z policja (łacznie z wyważeniem drzwi) to ma
                    > właściciel/wspólwłaściciel mieszkania, nawet jesli w tym miejscu nie mieszka i
                    > nie jest zameldowany.

                    Ale to jest mieszkanie kwaterunkowe, więc właścicielem jest gmina, a my oboje
                    jesteśmy najemcami.
                    • majkel01 Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 30.10.06, 19:57
                      no ale ktos figuruje jako glowny najemca. Tak czy siak, samo zameldowanie nie
                      upowaznia do przebywania w lokalu. Jesli ktos mieszka w innym miejscu i ma tam
                      ulokowane tzw. centrum zyciowe to domaganie sie dostepu do lokalu w ktorym sie
                      nie przebywa traci mi zwyklym awanturnictwem i szukaniem zaczepki.
                • tata_tomek Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 30.10.06, 11:09
                  burza4 napisała:

                  > Podejrzewam, że u was jednak żona dała się zastraszyć?

                  Co rozumiesz przez "dała się zastraszyć"?
                  • marcepanna Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 05.11.06, 17:07
                    Pieknie Majkel pisze tylko niestety widzialam w tv program w ktorym po
                    rozwodzie malzonkowie (juz byli) mieszkali dalej w lokalu spoldzielczym a na
                    dodatek byly maz gnebil w najlepsze byla zone w ten sposob ze domeldowywal do
                    mieszkania dalsze osoby m.in swoja aktualna partnerke- spoldzielnia umywala
                    rece powolujac sie na prawo (nie pamietam juz jakie)

                    W zasadzie prawo jest takie ze moj konkubent z ktorym mieszkam w lokalu
                    spoldzielczym gdzie ja i tylko ja jestem glownym najemca moze sobie isc do UM i
                    sie legalnie zameldowac tymczasowo (szok)
                    • majkel01 Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 05.11.06, 18:13
                      no bo sam meldunek niewiele znaczy. Nie daje on zadnego uprawnienia do wlasnosci
                      itd. Jest jedynie okresleniem miejsca w ktorym przebywa dana osoba. Jesli w
                      lokalu nie przebywa jest to podstawa do wymeldowania takiej osoby na drodze
                      postepowania administracyjnego. Niestety w spoleczenstwie a co gorsza w
                      niektorych urzedach czy instytucjach pokutuje falszywy poglad na temat meldunku
                      i skutkow z niego plynacych.
                  • burza4 Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 08.11.06, 19:07
                    tata_tomek napisał:

                    > Co rozumiesz przez "dała się zastraszyć"?

                    czytaj: dała sobie wcisnąć kit, że musi wpuścić pod groźbą użycia siły.
                    Aby wejść do cudzego lokalu policja musi mieć nakaz. A oni zastosowali
                    persfazję naginając rzeczywistość i sugerując, że mogą wywalić drzwi ot tak i
                    po co jej dodatkowe koszty. No to się ugięła.

                    A jakoś nie mogą wchodzić z futryną do środka - co bardzo dokładnie widać w
                    innych przypadkach, gdzie stoją jak palanty pod drzwiami i skamlą, żeby ktoś im
                    otworzył a jak nie chce - to rozkładają bezradnie ręce i nie podejmują żadnych
                    działań.
                    • tata_tomek Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 09.11.06, 10:55
                      burza4 napisała:

                      > tata_tomek napisał:
                      >
                      > > Co rozumiesz przez "dała się zastraszyć"?
                      >
                      > czytaj: dała sobie wcisnąć kit, że musi wpuścić pod groźbą użycia siły.
                      > Aby wejść do cudzego lokalu policja musi mieć nakaz. A oni zastosowali
                      > persfazję naginając rzeczywistość i sugerując, że mogą wywalić drzwi ot tak i
                      > po co jej dodatkowe koszty. No to się ugięła.

                      Bzdura, bo nie chodziło o cudzy lokal. Chodzi o nasze mieszkanie, w którym
                      mieszkamy z córką; to _ja_ wezwałem policję, a żona przy tej okazji chciała
                      koniecznie się dowiedzieć od policjanta, czy musi _mnie_ wpuszczać do tego
                      mieszkania. No to się dowiedziała.
                      Ja i tak już od dawna nie wychodzę z domu bez a/ kluczy b/ dowodu osob. z
                      wpisanym adresem c/ komórki. Nawet do sąsiada czy ze śmieciami do śmietnika.
                      • majkel01 Re: Meldunek=potwierdzenie adresu+prawo do pobytu 09.11.06, 17:40
                        policjant na interwencji nie powiedzial prawdy i wprowadzil ludzi w blad. W
                        poscie ktory rozpoczal dyskusje wyraznie jest wskazane ze osoba ta nie mieszka w
                        tym lokalu tylko z kochanka, wiec nie ma zadnego prawa wchodzic do mieszkania,
                        tylko dlatego ze jest zameldowany skoro tzw centrum zyciowe ma w innym miejscu.
                        Pozatym tak czy siak policja nie ma prawa nikogo wprowadzac na sile do
                        mieszkania a wywalac drzwi w takim wypadku to juz napewno.
Pełna wersja