Jak się pozbierac?

02.08.07, 11:38
Czeka mnie rozwód, którego nie chcę, ale zamierzam się na niego zgodzić bo
mąż jest zdeterminowany się ze mną rozstać i wyczerpały się już wszystkie
moje możliwości, żeby go od tego odwieść. Kocham go i nie mam pojęcia jak mam
dalej żyć, jak się pozbierać, jak znaleźć siłę,żeby podnieść się z łóżka
rano, jak zniszczyć uczucie, które zatrzymało mnie w miejscu podczas gdy on
planuje przyszłość. Proszę powiedzcie jak sobie radziłyście, jak przeżyć ten
czas dzień po dniu, jak odzyskać szacunek dla samej siebie i poczucie własnej
wartości? Nie mamy dzieci i czuję się tak jakbym nie miała dla kogo żyć, a
moje życie jest zupełnie bez celu ...
    • magnuna Re: Jak się pozbierac? 03.08.07, 11:55
      Witaj:) Dlaczego czujesz ze stracilas szacunek do samej siebie? Nie mozesz
      myslec o sobei jak o gorszej osobie, jestes wartosciowa kobieta. Ja bylam ponad
      2 lata temu w identycznej sytuacji, po 5 latach maz mowi ze nie kocha i chce
      rozwodu, nie mielismy dzieci, dla niego przeprowadzilam sie 300 km do jego
      rodzinneog miasta. Potem sie okazalo, ze na moje miejsce czekala juz inna. On
      pelen entuzjazmu planowal przyszlosc a ja balam sie jak sobie poradze.Swiat mi
      sie zawalil. Nie mialam sily na nic, stracilam ochote do zycia. A sytuacja byla
      o tyle trudniejsza, ze pracowalam w firmie tesciow (ktorym poczatkowo
      zdecydowlaismy nie mowic o tym). Udawanie,ze jest ok po miesiacu bylo ponad
      moje sily. Potworny doł, ból calego ciala doslownie, czulam ze sie zapadam.
      Lekarz rodzinny odeslal mnie do psychiatry i zaczelam brac antydepresanty. Po 3
      miesiacach niewiele lepiej bylo wiec wyslal mnie na terapie.Maz robil wszystko
      zeby mnie bardziej dobic, dreczyl wiec wynajelam obskurny pokoik i do czasu
      rozwodu mieszkalam tam. Imilka, Twoj post przypomnial mi jak sie wtedy czulam.
      Gdyby nie rodzice, siostra i przyjaciele nie dalabym rady.Najgorsze byly
      pierwsze miesiace (nie bede sciemniala, bo nie tygodnie ale miesiace, potem na
      chwile rzucialm sie w objecia innego mezczyny, mial byc pocieszeniem.Swiadomie
      teraz nie wybralabym takiego mezczyzny ale wtedy tak bardzo pragnelam ciepla.
      Po tych pierwszych trudnych miesiacach zaczelam troche spokojniej podchodzic do
      wszystkiego, antydepresanty dzialaly.Rozwod orzeczony po 1 sprawie, zabralam
      osobiste rzeczy miedyz siebie podzielilismy pare drobnych rzeczy, bo
      mieszkanie, samochod byly na jego firme,albo darowizna,itp. Wyprowadzilam sie,
      jakis czas spedzilam u rodzicow, dochodzilam do siebie powoli. Zaczelam szukac
      pracy, zlapalam cokolwiek, zamieszkalam we Wroclawiu (w ktorym zawsze chcialam
      mieszkac), w nowej pracy poznalam fajnych ludzi. Po roku od decyzji o rozwodzie
      odstawilam antydepresanty. Teraz pracuje gdzie indziej, radze sobie, sama sie
      utrzymuje, jestem spokojna i wesola, mam wsparcie bliskich. Jezdze starym jak
      swiat samochodem ale oszczednosci wole wydac na podroze te bliskie i dalsze,
      czuje sie atrakcyjna, czuje ze podobam sie mezczyznom. Rok temu poznalam kogos
      i chociaz robilam wszystko co moglam zeby go przegonic i zniechecic walczyl o
      mnie jak nikt. Zakochalam sie, planujemy wspolne zamieszkanie bo mieszka w
      innym miescie, mam nadzieje, ze to milosc mojego zycia chociaz nie ukrywam, ze
      nie potrafie byc tak ufna jak kiedys. Cokolwiek przyniesie zycie, wiem ze sobie
      poradze, wiem ze moge liczyc na innych. Imilia, nie potrafie dac Ci jakiejs
      super dobrej rady, nie licz ze zdarzy sie cud ktory wszystko zmieni. Musisz to
      po prostu przetrwac. Czas leczy rany. I chociaz teraz czujesz potworny bol to
      mozesz miec pewnosc, ze on minie. Ze wyjrzy slonce, ze bedziesz sie smiac. To
      doswiadcznie mnie wbrew pozorom zmienilo na lepsze. Nie bylam idealem zony,
      popelnialam wiele bledow w malzenstwie ale wyciagnelam wnioski i korzystam z
      tej nauki.Jesli Twoj maz podjal ta decyzje ostatecznie to nikle szanse, ze ja
      zmieni. Ja na kolanach blagalam swojego...potem powiedzial, ze bylam smieszna w
      tym upokarzaniu sie.Oszczedz sobie tego. Wiem,ze czujesz sie bezuzyteczna, bez
      wartosci. To Twoj maz lamie przysiege a czy czuje sie mniej wartosciowy?
      Dziewczyno zaslugujesz na szczescie jak kazdy czlowiek. Jesli chcesz to pisz na
      emaila: magnuna@gazeta.pl.Pozdrawiam Cie, przesylam duzo sily, jestem z Toba.
    • danagr Re: Jak się pozbierac? 05.08.07, 14:57
      imilla, przeźuć swój wątek tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087
      nie będziesz sama, dostaniesz wsparcie moźe i nawet w realu. Trzymaj się, jesteś
      silna tylko jeszcze o tym nie wiesz, a czas da Ci ukojenie i będzie lepiej.
      • imilla Re: Jak się pozbierac? 05.08.07, 21:20
        Dziękuję Wam bardzo za odzew. Magnuna wysłałam Ci wiadomość na priva.
Pełna wersja