kkk
15.10.07, 19:48
Mam straszny problem... Rozwiedliśmy się zaledwie klika dni temu, jak na razie
mieszkamy we wspólnym mieszkaniu, w osobnych pokojach. Chcieliśmy (na
początku) aby wszystko odbyło się 'po ludzku'.Chcielismy znaleźć dobrego kupca
na mieszkanie aby je korzystnie sprzedać.Podzielić się przedmiotami w miarę
pół na pół bez kłótni i nieporozumień. Niestety teraz właśnie się zaczęło... :/
Mieszkanie - całkowicie wsólne, garaż-dostałam prawei na połowe garqżu od
swoich rodziców(ale jest zapisany na nas),większość przedmiotów codziennego
użytku jest od mojej rodziny znajomych,większość pieniędzy, z których
urządzaliśmy miałam ja - z wesela, on miał niewielu gości. Głupio tak wyliczac
ale po prostu zaczeliśmy się liczyc jak przysłowiowi 'żydzi'. Bardzo pomogli
mi rodzice i rodzina i nie chce tego oddać ot tak. wiem, że to nie ma
większego znaczenia przed sądem np. ale chodzi o jakieś poczucie
sprawiedliwości... Teraz mamy to podzielić między siebie? Gdyby nie ta pomoc
to nie mielibyśmy praktycznie nic :(
Dodam, że sprzęt (tv, komp, aparat) można powiedzieć- kupiliśmy razem(jako
małżeństwo), trudno tu więc policzyć ile kto dał... On upiera się że TO jest
jego!
Poradźcie, co zrobić w takiej sytuacji??? Jak wyjść w miare uczciwie. Przy tym
szkoda mi moich bliskich, ich pracy, nie chce wszystkiego oddac tak lekką ręką :(
:(