zibi62
05.11.07, 21:46
pierwsza rozprawe miałam ponad tydzień temu, w piatek druga, a ja
nie mogę się otrząsnąć! rozprawa to jakis horror. maz wziął
adwokata, ja- sama. ja złozyłam pozew, bez orzekania o winie.
sedzina zachowywała sie skandalicznie. podnosiła głos na mnie, na
swiadka. do meza- wprost przeciwnie. mąz mógł wypowiedziec sowje
powody do rozwodu- że ja niby kogoś mam. ja ja chciałam powiedziec
swoje, to mi przerwała mówiąc, ze rozwód bez orzekania to po co
jątrze.jak przedstawiłam rachunki, ze mały choruje, ile wydaje na
leki, to stwierdziła, ze to norma, i że za pól \roku mu prezjdzie
itp. cos strasznego. przewracała oczami, praiwe kładła sie w fotelu.
mi kazała wstawac jak zadawałam pytania ( raz zapomniałam, od razu
zwróciła mi uwagę) , adwokat męza ani razu nie wstał. i szereg
innych może drobnych, ale bolesnych gestów. juz sie boje, co bedzie
na następnej rozprawie.....